Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
1. Głośna cisza
Strona Główna





Licznik

20986

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



1. Głośna cisza

Moi czytelnicy z onetu zorientują się że zmieniłam tytuł. Cóż, myślę że to nie jest bardzo dużą zmianą. W samym tekście rozdziału zmieniły się tylko błędy ortograficzne, interpunkcyjny i wszystkie inne które moje oczy po dość szybkim przeglądzie wychwyciły. Nie daję jednak żadnej gwarancji że wszystkie błędy zniknęły. Nie chcę was zanudzać zbyt długim przemówieniem więc jak zwykle zapraszam was wszystkich do czytania i komentowania

 

Nadzieja♥♥

 

 

Jest pani osobą odmienną,

choć jednocześnie chce pani

być podobna do innych.

A to, z mojego punktu

widzenia, jest poważną chorobą.

 

 

 

 

Ciepłe promienie letniego słońca oświetlały mugolską ulicę Tetty Way w Bromley. Jasne światło przedzierało się przez liście drzew i osuszało krople rosy powstałe na idealnie przyciętych krzewach, trawnikach i kwiatach. Lily siedziała na parapecie w swoim pokoju i obserwowała poranny krajobraz. Sąsiad z pod szóstki właśnie jak co dzień biegał z psem. U pani Digg dwa szare koty spacerowały po białym ogrodzeniu, a na przeciwko głośno szczekały psy. Z parku dochodziły wesołe krzyki dzieci a ze wspaniałych ogrodów dochodziły przepiękne zapachy kwiatów. Lily uwielbiała swoją ulicę. Lubiła ten gwar pośród którego nie słyszała nawet swoich myśli. Chociaż również w Hogwarcie rzadko kiedy mogła liczyć na ciszę, to jednak tutaj było  jakoś tak inaczej. Ten gwar znała od zawsze. Jako mała dziewczynka robiła sobie wycieczki do parku czy do kawiarni na końcu ulicy. Uwielbiała  jesień. Kolorowe liście sypiące się z drzew których przy Tetty Way było bardzo dużo, chłodniejszy wiatr który kilkoma podmuchami unosił opadłe liście i porywał je do tańca, kwitnące różnokolorowe chryzantemy i wrzosy-to właśnie była dla niej jesień. Ostatni raz
widziała jesień na Tetty Way pięć lat temu, gdy jeszcze nie wiedziała o tym że jest czarownicą. Doskonale pamięta dzień w którym dostała list z Hogwartu. Tak wiele w jej życiu zmienił.
Nie wszystko było dobre. Przez to że posiada magiczne zdolność straciła siostrę, ale też zyskała wielu przyjaciół w Hogwarcie. Przez te pięć lat wiele rzeczy uległo zmianie. Nie mogła zapomnieć chwili gdy Severus nazwał ją szlamą. Dlaczego ludzie którym ufamy tak bardzo nas ranią. Nie raz nazywano ją szlamą. Bellatrix, Narcyza, Lucjusz czy Regulus wyszydzali i obrażali każdego który był mugolskiego pochodzenia. Ale wtedy nie czuła nic. A Severus był jej pierwszym przyjacielem z dawniej obcego dla niej świata. Pamiętała jak w parku zapytała go czy to że pochodzi z mogolskiej rodziny coś zmienia. Wtedy zaprzeczył. Ale widocznie w ciągu tych pięciu lat się coś zmieniło.
"Mała, ruda szlama"- te słowa wciąż dźwięczą jej w uszach mimo że minęło już ponad miesiąc od tego wydarzenia. I choć już ból po tych słowach minął, to taka dziwna pustka i żal nadal pozostał.
Westchnęła. Gwar na ulicy trochę ucichł bowiem zaczęła się już pora obiadu. Zeskoczyła z parapetu i zeszła na dół. Przy stole w kuchni krzątała się mama, która była bardzo dobrą kucharką. Lily uczyła się od niej i nawet dobrze sobie radziła z gotowaniem ale bardzo za tym nie przepadała w przeciwieństwie do jej matki. Tata siedział w fotelu i czytał mugolską gazetę. Lily przywitała się z mamą i nalała sobie soku do kubka. Nieobecność Petuni wcale nie była dla niej dziwna. Gdy tylko Lily przyjeżdżała do domu na święta lub wakacje, ona siedziała w swoim pokoju albo w ogóle gdzieś wychodziła z domu. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie sowy. Miała nadzieję że to Corin, przyniosła jej odpowiedź od Mary, ale to była tylko zwykła brązowo-szara sowa z Prorokiem Codziennym. Otworzyła okno i wpuściła białą śnieżną sówkę do kuchni. Mimo że podczas jej pobytu w domu bardzo często przylatywały sowy z listami lub Prorokiem Codziennym rodzice nie przyzwyczaili się jeszcze do tego. A więc gdy tylko usłyszeli pukanie sowy oderwali się od swoich zajęć i popatrzyli w stronę Lily, która wzięła gazetę i
włożyła odliczone monety to woreczka na nóżce sowy i dała jej herbatnika. To była taki zwyczaj u niej w domu. Nawet kiedy ona była w Hogwarcie i pisała do rodziców listy zawsze na parapecie w kuchni stał talerzyk z herbatnikami zakupionymi na ulicy Pokątnej. Sowa wyleciała, rodzice powrócili do przerwanych zajęć a Lily wzięła sok i gazetę i poszła do ogrodu. Usiadła na miękki leżaku i zaczęła czytać. "Kolejne zaginięcia aurorów", "Rośnie liczba śmierciożerców" i podobne tytuły były prawie na każdej stronie. Oprócz tego pojawiały się reklamy sklepów na Pokątnej i jakieś mało znaczące wywiady czy reportaże. Westchnęła. Wszyscy wiedzieli kto za tym stoi ale każdy bał się wypowiedzieć jego imię. Ona ich nie rozumiała. Dlaczego bać się je wypowiadać. Co innego gdyby ktoś stanął nim twarzą w twarz. Zaczęła wyrywać kartki z niepokojącymi artykułami, bo wiedziała że gdy tylko odłoży gazetę, zacznie czytać ją jej ojciec, a ona nie chciała żeby rodzice dowiedzieli się jak sytuacja jest niebezpieczna. Rodzice wiedzieli że jest ktoś taki jak Voldemort i że jest on bardzo potężny i niebezpieczny, ale nie wiedzieli że  liczba porwań i morderstw ciągle się powiększa. Bała się że rodzice nie pozwolą jej jechać do Hogwartu zwłaszcza gdyby dowiedzieli się że to ona jest szczególnie narażona gdyż nie jest czarodziejem czystej krwi. I wtedy rodzice nawet nie słuchali by jej tłumaczeń że Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Po prostu nie mogłaby jechać. Dlatego wolała nic im nie mówić. Taki było prościej. Im mniej wiedzą tym lepiej dla nich. Czuła się trochę źle że okłamuje rodziców, ale usprawiedliwiała się że tylko nie mówi im całej prawdy. W końcu robi to dla nich. I dla siebie. Gdy już oczyściła gazetę ze wszystkich kontrowersyjnych dla jej rodziców artykułów, poszła z powrotem do kuchni.
-Co robisz mamo?-zwróciła się do stojącej przy stole matki
-A właśnie skończyłam obiad. Jesteś już głodna?
-Nie, zjem potem
-To świetnie-uśmiechnęła się i odwróciła do niej-chodź pomożesz mi przy kwiatkach. Trzeba przesadzić pelargonie.
No tak. Oprócz gotowania jej mama uwielbiała kwiaty. Lily nic do nich nie miała, przeciwnie lubiła mieć zawsze świeży bukiet w swoim pokoju. Mogła by przyglądać im się cały dzień. Ale oprócz tego nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Babranie w ziemi na pewno ją nie relaksowało. I to była właśnie kolejna rzecz która odróżniała ją od matki. Zanim zdążyła odpowiedzieć a raczej wyrazić sprzeciw mama już zniknęła w ogródku. Ze zwieszoną głową poszła za nią. Mama już klęczał przy rozsypanej ziemi i czyściła doniczkę. Lily podeszła do niej i zapytała:
-To co mam robić?
-Możesz nalać wody do konewki, zaraz będzie mi potrzebna.
Lily odetchnęła z ulgą. Podlewanie kwiatów na pewno było lepszym zajęciem niż babranie w ziemi. Wzięła konewkę i poszła do łazienki. Była ciekawa dlaczego mama kazała jej sobie pomóc przy tych kwiatkach. Kto jak kto, ale jej rodzice a zwłaszcza mama wiedziała że Lily nie lubi ani gotować ani pielęgnować roślin. Jednak gdy ją do tego zmuszała zawsze miała jakiś powód. Albo chciała porozmawiać, poradzić albo mnóstwo innych rzeczy. Rozmyślania przerwał szum wody powoli napełniający konewkę. Gdy wróciła mama już przesadziła dwie sadzonki.
-O Lily dobrze że już jesteś. Podlej tutaj-wskazała na doniczki a sama usiadła
-Coś się stało mamo?-zapytała Lily, widząc jak matka ciężko oddycha
-Nie nic. Chyba się troszkę przemęczyłam. Pójdę się położyć. Posprzątasz tutaj?
-Tak oczywiście. Idź odpocząć.
Coś się działo. Od kiedy wróciła do domu na wakacje, jej mama bardzo szybko się męczyła i długo spała, co było bardzo dziwne bo zazwyczaj wstawała o świcie. Nie raz Lily próbowała się dowiedzieć co się dzieje ale tylko zbywała ją krótkimi odpowiedziami. Postanowiła zapytać ojca. Poszła do salonu i usiadła obok niego na sofie.
-Co czytasz tato?-zerknęła na gazetę. Tak jak przeczuwała, ojciec trzymał w rękach dzisiejszego Proroka Codziennego. Cieszyła się że wyrwała wszystkie artykuły o Voldemorcie.
-Twoją gazetę. Fajne te ruszające się obrazki-stuknął palcem w portret Ministra Magii, a ten nieznacznie się skrzywił
Lily nie wiedziała jak zacząć. Po kilku minutach namysłu postanowiła nie przeciągać i po prostu spytać co z mamą. Była pewna że ojciec jej nie okłamie i może od niego dowie się coś więcej na temat stanu zdrowia matki.
-Tato-spojrzał na nią-co się dzieje z mamą?
Ojciec spojrzał na nią przerażony. Teraz była pewna że coś ukrywa. Czasami ją zadziwiali. Popełniali te same błędy, przecież wiedzieli że kto jak kto, ale Lily wszystkiego się domyśli. Patrzył na nią jakby ktoś zadał mu pytanie bez odpowiedzi. Ale przecież ona tylko zapytała: co się dzieje z mamą. To na pewno nie jest trudne pytanie. Ale ojciec miał z tym duży problem. Po chwili wpatrywania się w nią głęboko odetchną i odpowiedział:
-Nic kochanie. Widocznie za dużo się dzisiaj napracowała. Wszystko jest dobrze
-Tato-spojrzała na niego karcąco. Wiedziała że nic nie jest dobrze. Dlaczego nie chcą jej powiedzieć. Przy mamie nigdy by sobie na to nie pozwoliła ale przy ojcu drążyła temat dalej-Przecież widzę że coś nie tak. Nie jestem ślepa
Już nie patrzył jej w oczy. Zwiesił głowę i wpatrywał się w podłogę.
-Jak to jest że ty wszystko widzisz?
Chciała coś powiedzieć ale z doświadczenia wiedziała że gdy tata powoli zaczyna się zwierzać najlepiej mu nie przerywać. Więc tylko na niego patrzyła i milczała.
-Mama ostatnio źle się poczuła, jeszcze przed twoim przyjazdem ale już poszła do lekarza i zrobiła badania. Niedługo powinny być wyniki. Ale nic jej o tym nie mów. Obiecałem że nikomu nie powiem, a wiesz jaka jest mama. Gdy się dowie że ci powiedziałem przez miesiąc nie będzie się do mnie odzywać. Nie martw się. Wszystko jest w porządku.
Wiedziała dobrze jaka jest mama. Stanowcza i uparta. Te cechy na pewno odziedziczyła po niej. Ojciec był idealnym przeciwieństwem matki. Cierpliwy, spokojny i zmieniający często zdanie. Czasami nawet za często. Jednak razem się dopełniali, i choć kłócili się nie raz nie dwa, to te kłótnie tylko ich jeszcze bardziej jednoczyły, wzmacniały. Byli dla niej idealnym małżeństwem. Chciałaby kiedyś tak kogoś kochać mimo tak wielu różnic i wad.
Tata wreszcie na nią spojrzał. Uśmiechnął się tak jakby pocieszająco. Ale możliwe że jej zdawało się. Tak na pewno jej się zdawało. Bo niby dlaczego tata miałby być smutny? Przecież to tylko kontrolne badania. No cóż nie może ukrywać że rodzice młodnieją. Z wiekiem chyba możliwe że człowiek szybciej się męczy ale dokładnie nie wiem. W końcu nigdy biologii się nie uczyła.
-Ojej. Późno już. Idź sobie zrób kolacje. Ja pójdę zobaczyć do mamy.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w płonący w kominku ogień. Wcześniej nie zwracała na to uwagi, ale teraz powoli przypomniała sobie że na wszystkie jej listy odpisywał tata, choć wcześniej bardzo rzadko mu się to zdarzało. Mimo że podpisane były jako "mama" poznała po charakterze pisma i odpowiedzi. Z pewnością były to listy od taty. Ale skoro tata powiedział że to tylko badania kontrolne, to może rzeczywiście nie trzeba się martwić? Przecież on nigdy jeszcze jej nie okłamał. Czasami nie mówił wszystkiego, ale nigdy nie kłamał. Pewnie wszystko jest w porządku, a ona jak zwykle wysuwa błędne wnioski. Nie ma po co się tym zamartwiać. Poszła do kuchni ale już nie była głodna, więc nalała sobie tylko soku i poszła do swojego pokoju. Gdy oglądała album ze zdjęciami, w okno zapukała brązowa sowa. Mimo że na dworze było już ciemno od razu poznała do kogo należy. Wzięła od niej list a sowa natychmiast odleciała. Już myślała że dzisiaj o niej zapomniał, w końcu zawsze rano dostawała od niego listy ale jednak się przeliczyła. Położyła list na mały stosik nieotwartych kopert i poszła się umyć. Wzięła prysznic i przebrała się w piżamę. Była już prawie jedenasta, ale jej jeszcze nie chciało się spać. Gdy już obejrzała wszystkie albumy znudzona sięgnęła po dzisiejszy list od Jamesa. Od początku wakacji codziennie dostawała od niego listy, jednak jeszcze ani razu żadnego nie przeczytała. Nie mogła zapomnieć jak znęcał się nad Severusem. I choć teraz nie powinno ją to obchodzić, to nadal cały czas miała ten obraz w głowie. Wjeżdżając na wakacje przysięgła sobie że już nigdy do niego się nie odezwie i nie otworzy żadnego listu od niego. Jednak teraz może trochę z nudów, ale też trochę z ciekawości powoli odkleiła kopertę i wyciągnęła kawałek pergaminu

 



Droga Lily!
Przepraszam jeśli  Rikki cię obudził, ale nie mogłem wysłać rano listu gdyż miałem niespodziewanego gościa. Jeśli chcesz to mi napisz a opowiem ci o nim. Chociaż i tak już wiem że mi nie odpiszesz. Prawdopodobnie w ogólnie nie czytasz moich listów, ale mam nadzieję że może kiedyś jakiś otworzysz i przeczytasz... Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Wiem że zachowałem się jak idiota, ale niestety nie potrafię cofnąć czasu i wszystkiego naprawić. A nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał. Pamiętaj że cały czas o tobie myślę i jeśli tylko będziesz potrzebowała pomocy, ja zawsze ci jej udzielę. Bardzo za tobą tęsknię i już nie mogę się doczekać jak się spotkamy. Jeszcze raz bardzo cię przepraszam i mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz.
            
                                                                                                                                                 Twój James



Uśmiechnęła się. "I znowu moje postanowienie diabli wzięli" pomyślała wyciągając pergamin, atrament i pióro. Tą cechę na pewno ma po tacie.Ne nikogo nie potrafi się długo gniewać i jest bardzo ufna. Czasami nawet za bardzo, ale czasem ta cecha przydaje się w życiu żeby można było zaufać samej sobie i być szczęśliwą. Trzeba tylko umieć nad tą ufnością zapanować.

 

Ciepłe promienie letniego słońca oświetlały mugolską ulicę Tetty Way w Bromley. Jasne światło przedzierało się przez liście drzew i osuszało krople rosy powstałe na idealnie przyciętych krzewach, trawnikach i kwiatach. Lily siedziała na parapecie w swoim pokoju i obserwowała poranny krajobraz. Sąsiad z pod szóstki właśnie jak co dzień biegał z psem. U pani Digg dwa szare koty spacerowały po białym ogrodzeniu a na przeciwko głośno szczekały psy. Z parku dochodziły wesołe krzyki dzieci a ze wspaniałych ogrodów dochodziły przepiękne zapachy kwiatów. Lily uwielbiała swoją ulicę. Lubiła ten gwar pośród którego nie słyszała nawet swoich myśli. Chociaż również w Hogwarcie rzadko kiedy mogła liczyć na ciszę, to jednak tutaj było  jakoś tak inaczej. Ten gwar znała od zawsze. Jako mała dziewczynka robiła sobie wycieczki do parku czy do kawiarni na końcu ulicy. Dzięki temu dokładnie znała jej kawałek. Uwielbiała  jesień. Kolorowe liście sypiące się z drzew których przy Tetty Way było bardzo dużo, chłodniejszy wiatr który kilkoma podmuchami unosił opadłe liście i porywał je do tańca, kwitnące różnokolorowe chryzantemy i wrzosy-to właśnie była dla niej jesień. Ostatni raz
widziała jesień na Tetty Way pięć lat temu, gdy jeszcze nie wiedziała o tym że jest czarownicą. Doskonale pamięta dzień w którym dostała list z Hogwartu. Tak wiele w jej życiu zmienił.
Nie wszystko było dobre. Przez to że posiada magiczne zdolność straciła siostrę, ale też zyskała wielu przyjaciół w Hogwarcie. Przez te pięć lat wiele rzeczy uległo zmianie. Nie mogła zapomnieć chwili gdy Severus nazwał ją szlamą. Dlaczego ludzie którym ufamy tak bardzo nas ranią. Nie raz nazywano ją szlamą. Bellatrix, Narcyza, Lucjusz czy Regulus wyszydzali i obrażali każdego który był mugolskiego pochodzenia. Ale wtedy nie czuła nic. A Severus był jej pierwszym przyjacielem z dawniej obcego dla niej świata. Pamiętała jak w parku zapytała go czy to że pochodzi z mogolskiej rodziny coś zmienia. Wtedy zaprzeczył. Ale widocznie w ciągu tych pięciu lat się coś zmieniło.
"Mała, ruda szlama"- te słowa wciąż dźwięczą jej w uszach mimo że minęło już ponad miesiąc od tego wydarzenia. I choć już ból po tych słowach minął, to taka dziwna pustka i żal nadal pozostał.
Westchnęła. Gwar na ulicy trochę ucichł bowiem zaczęła się już pora obiadu. Zeskoczyła z parapetu i zeszła na dół. Przy stole w kuchni krzątała się mama, która była bardzo dobrą kucharką. Lily uczyła się od niej i nawet dobrze sobie radziła z gotowaniem ale bardzo za tym nie przepadała w przeciwieństwie do jej matki. Tata siedział w fotelu i czytał mugolską gazetę. Lily przywitała się z mamą i nalała sobie soku do kubka. Nieobecność Petuni wcale nie była dla niej dziwna. Gdy tylko Lily przyjeżdżała do domu na święta lub wakacje, ona siedziała w swoim pokoju albo w ogóle gdzieś wychodziła z domu. Z zamyślenia wyrwało ją pukanie sowy. Miała nadzieję że to Corin, przyniosła jej odpowiedź od Mary, ale to była tylko zwykła brązowo-szara sowa z Prorokiem Codziennym. Otworzyła okno i wpuściła białą śnieżną sówkę do kuchni. Mimo że podczas jej pobytu w domu bardzo często przylatywały sowy z listami lub Prorokiem Codziennym rodzice nie przyzwyczaili się jeszcze do tego. A więc gdy tylko usłyszeli pukanie sowy oderwali się od swoich zajęć i popatrzyli w stronę Lily, która wzięła gazetę i
włożyła odliczone monety to woreczka na nóżce sowy i dała jej herbatnika. To była taki zwyczaj u niej w domu. Nawet kiedy ona była w Hogwarcie i pisała do rodziców listy zawsze na parapecie w kuchni stał talerzyk z herbatnikami zakupionymi na ulicy Pokątnej. Sowa wyleciała, rodzice powrócili do przerwanych zajęć a Lily wzięła sok i gazetę i poszła do ogrodu. Usiadła na miękki leżaku i zaczęła czytać. "Kolejne zaginięcia aurorów", "Rośnie liczba śmierciożerców" i podobne tytuły były prawie na każdej stronie. Oprócz tego pojawiały się reklamy sklepów na Pokątnej i jakieś mało znaczące wywiady czy reportaże. Westchnęła. Wszyscy wiedzieli kto za tym stoi ale każdy bał się wypowiedzieć jego imię. Ona ich nie rozumiała. Dlaczego bać się je wypowiadać. Co innego gdyby ktoś stanął nim twarzą w twarz. Zaczęła wyrywać kartki z niepokojącymi artykułami, bo wiedziała że gdy tylko odłoży gazetę, zacznie czytać ją jej ojciec, a ona nie chciała żeby rodzice dowiedzieli się jak sytuacja jest niebezpieczna. Rodzice wiedzieli że jest ktoś taki jak Voldemort i że jest on bardzo potężny i niebezpieczny, ale nie wiedzieli że  liczba porwań i morderstw ciągle się powiększa. Bała się że rodzice nie pozwolą jej jechać do Hogwartu zwłaszcza gdyby dowiedzieli się że to ona jest szczególnie narażona gdyż nie jest czarodziejem czystej krwi. I wtedy rodzice nawet nie słuchali by jej tłumaczeń że Hogwart to najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Po prostu nie mogłaby jechać. Dlatego wolała nic im nie mówić. Taki było prościej. Im mniej wiedzą tym lepiej dla nich. Czuła się trochę źle że okłamuje rodziców, ale usprawiedliwiała się że tylko nie mówi im całej prawdy. W końcu robi to dla nich. I dla siebie. Gdy już oczyściła gazetę ze wszystkich kontrowersyjnych dla jej rodziców artykułów, poszła z powrotem do kuchni.
-Co robisz mamo?-zwróciła się do stojącej przy stole matki
-A właśnie skończyłam obiad. Jesteś już głodna?
-Nie, zjem potem
-To świetnie-uśmiechnęła się i odwróciła do niej-chodź pomożesz mi przy kwiatkach. Trzeba przesadzić pelargonie.
No tak. Oprócz gotowania jej mama uwielbiała kwiaty. Lily nic do nich nie miała, przeciwnie lubiła mieć zawsze świeży bukiet w swoim pokoju. Mogła by przyglądać im się cały dzień. Ale oprócz tego nie chciała mieć z nimi nic wspólnego. Babranie w ziemi na pewno ją nie relaksowało. I to była właśnie kolejna rzecz która odróżniała ją od matki. Zanim zdążyła odpowiedzieć a raczej wyrazić sprzeciw mama już zniknęła w ogródku. Ze zwieszoną głową poszła za nią. Mama już klęczał przy rozsypanej ziemi i czyściła doniczkę. Lily podeszła do niej i zapytała:
-To co mam robić?
-Możesz nalać wody do konewki, zaraz będzie mi potrzebna.
Lily odetchnęła z ulgą. Podlewanie kwiatów na pewno było lepszym zajęciem niż babranie w ziemi. Wzięła konewkę i poszła do łazienki. Była ciekawa dlaczego mama kazała jej sobie pomóc przy tych kwiatkach. Kto jak kto, ale jej rodzice a zwłaszcza mama wiedziała że Lily nie lubi ani gotować ani pielęgnować roślin. Jednak gdy ją do tego zmuszała zawsze miała jakiś powód. Albo chciała porozmawiać, poradzić albo mnóstwo innych rzeczy. Rozmyślania przerwał szum wody powoli napełniający konewkę. Gdy wróciła mama już przesadziła dwie sadzonki.
-O Lily dobrze że już jesteś. Podlej tutaj-wskazała na doniczki a sama usiadła
-Coś się stało mamo?-zapytała Lily, widząc jak matka ciężko oddycha
-Nie nic. Chyba się troszkę przemęczyłam. Pójdę się położyć. Posprzątasz tutaj?
-Tak oczywiście. Idź odpocząć.
Coś się działo. Od kiedy wróciła do domu na wakacje, jej mama bardzo szybko się męczyła i długo spała, co było bardzo dziwne bo zazwyczaj wstawała o świcie. Nie raz Lily próbowała się dowiedzieć co się dzieje ale tylko zbywała ją krótkimi odpowiedziami. Postanowiła zapytać ojca. Poszła do salonu i usiadła obok niego na sofie.
-Co czytasz tato?-zerknęła na gazetę. Tak jak przeczuwała, ojciec trzymał w rękach dzisiejszego Proroka Codziennego. Cieszyła się że wyrwała wszystkie artykuły o Voldemorcie.
-Twoją gazetę. Fajne te ruszające się obrazki-stuknął palcem w portret Ministra Magii, a ten nieznacznie się skrzywił
Lily nie wiedziała jak zacząć. Po kilku minutach namysłu postanowiła nie przeciągać i po prostu spytać co z mamą. Była pewna że ojciec jej nie okłamie i może od niego dowie się coś więcej na temat stanu zdrowia matki.
-Tato-spojrzał na nią-co się dzieje z mamą?
Ojciec spojrzał na nią przerażony. Teraz była pewna że coś ukrywa. Czasami ją zadziwiali. Popełniali te same błędy, przecież wiedzieli że kto jak kto, ale Lily wszystkiego się domyśli. Patrzył na nią jakby ktoś zadał mu pytanie bez odpowiedzi. Ale przecież ona tylko zapytała: co się dzieje z mamą. To na pewno nie jest trudne pytanie. Ale ojciec miał z tym duży problem. Po chwili wpatrywania się w nią głęboko odetchną i odpowiedział:
-Nic kochanie. Widocznie za dużo się dzisiaj napracowała. Wszystko jest dobrze
-Tato-spojrzała na niego karcąco. Wiedziała że nic nie jest dobrze. Dlaczego nie chcą jej powiedzieć. Przy mamie nigdy by sobie na to nie pozwoliła ale przy ojcu drążyła temat dalej-Przecież widzę że coś nie tak. Nie jestem ślepa
Już nie patrzył jej w oczy. Zwiesił głowę i wpatrywał się w podłogę.
-Jak to jest że ty wszystko widzisz?
Chciała coś powiedzieć ale z doświadczenia wiedziała że gdy tata powoli zaczyna się zwierzać najlepiej mu nie przerywać. Więc tylko na niego patrzyła i milczała.
-Mama ostatnio źle się poczuła, jeszcze przed twoim przyjazdem ale już poszła do lekarza i zrobiła badania. Niedługo powinny być wyniki. Ale nic jej o tym nie mów. Obiecałem że nikomu nie powiem, a wiesz jaka jest mama. Gdy się dowie że ci powiedziałem przez miesiąc nie będzie się do mnie odzywać. Nie martw się. Wszystko jest w porządku.
Wiedziała dobrze jaka jest mama. Stanowcza i uparta. Te cechy na pewno odziedziczyła po niej. Ojciec był idealnym przeciwieństwem matki. Cierpliwy, spokojny i zmieniający często zdanie. Czasami nawet za często. Jednak razem się dopełniali, i choć kłócili się nie raz nie dwa, to te kłótnie tylko ich jeszcze bardziej jednoczyły, wzmacniały. Byli dla niej idealnym małżeństwem. Chciałaby kiedyś tak kogoś kochać mimo tak wielu różnic i wad.
Tata wreszcie na nią spojrzał. Uśmiechnął się tak jakby pocieszająco. Ale możliwe że jej zdawało się. Tak na pewno jej się zdawało. Bo niby dlaczego tata miałby być smutny? Przecież to tylko kontrolne badania. No cóż nie może ukrywać że rodzice młodnieją. Z wiekiem chyba możliwe że człowiek szybciej się męczy ale dokładnie nie wiem. W końcu nigdy biologii się nie uczyła.
-Ojej. Późno już. Idź sobie zrób kolacje. Ja pójdę zobaczyć do mamy.
Jeszcze przez chwilę wpatrywała się w płonący w kominku ogień. Wcześniej nie zwracała na to uwagi, ale teraz powoli przypomniała sobie że na wszystkie jej listy odpisywał tata, choć wcześniej bardzo rzadko mu się to zdarzało. Mimo że podpisane były jako "mama" poznała po charakterze pisma i odpowiedzi. Z pewnością były to listy od taty. Ale skoro tata powiedział że to tylko badania kontrolne, to może rzeczywiście nie trzeba się martwić? Przecież on nigdy jeszcze jej nie okłamał. Czasami nie mówił wszystkiego, ale nigdy nie kłamał. Pewnie wszystko jest w porządku, a ona jak zwykle wysuwa błędne wnioski. Nie ma po co się tym zamartwiać. Poszła do kuchni ale już nie była głodna, więc nalała sobie tylko soku i poszła do swojego pokoju. Gdy oglądała album ze zdjęciami, w okno zapukała brązowa sowa. Mimo że na dworze było już ciemno od razu poznała do kogo należy. Wzięła od niej list a sowa natychmiast odleciała. Już myślała że dzisiaj o niej zapomniał, w końcu zawsze rano dostawała od niego listy ale jednak się przeliczyła. Położyła list na mały stosik nieotwartych kopert i poszła się umyć. Wzięła prysznic i przebrała się w piżamę. Była już prawie jedenasta, ale jej jeszcze nie chciało się spać. Gdy już obejrzała wszystkie albumy znudzona sięgnęła po dzisiejszy list od Jamesa. Od początku wakacji codziennie dostawała od niego listy, jednak jeszcze ani razu żadnego nie przeczytała. Nie mogła zapomnieć jak znęcał się nad Severusem. I choć teraz nie powinno ją to obchodzić, to nadal cały czas miała ten obraz w głowie. Wjeżdżając na wakacje przysięgła sobie że już nigdy do niego się nie odezwie i nie otworzy żadnego listu od niego. Jednak teraz może trochę z nudów, ale też trochę z ciekawości powoli odkleiła kopertę i wyciągnęła kawałek pergaminu

Droga Lily!
Przepraszam jeśli  Rikki cię obudził, ale nie mogłem wysłać rano listu gdyż miałem niespodziewanego gościa. Jeśli chcesz to mi napisz a opowiem ci o nim. Chociaż i tak już wiem że mi nie odpiszesz. Prawdopodobnie w ogólnie nie czytasz moich listów, ale mam nadzieję że może kiedyś jakiś otworzysz i przeczytasz... Chciałem cię jeszcze raz przeprosić. Wiem że zachowałem się jak idiota, ale niestety nie potrafię cofnąć czasu i wszystkiego naprawić. A nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał. Pamiętaj że cały czas o tobie myślę i jeśli tylko będziesz potrzebowała pomocy, ja zawsze ci jej udzielę. Bardzo za tobą tęsknię i już nie mogę się doczekać jak się spotkamy. Jeszcze raz bardzo cię przepraszam i mam nadzieję że kiedyś mi wybaczysz.
            
                                                                                                                                                 Twój James



Uśmiechnęła się. "I znowu moje postanowienie diabli wzięli" pomyślała wyciągając pergamin, atrament i pióro. Tą cechę na pewno ma po tacie.Ne nikogo nie potrafi się długo gniewać i jest bardzo ufna. Czasami nawet za bardzo, ale czasem ta cecha przydaje się w życiu żeby można było zaufać samej sobie i być szczęśliwą. Trzeba tylko umieć nad tą ufnością zapanować.

Głosuj (1)

gladys21 19:11:44 8/02/2012 [Powrót] Komentuj



Hej! Natrafiłam na Twojego bloga , bo czytałam komentarze w "Ogłoszeniu" u Leksi.
No i jedno wielkie "WOW" , jak Ty świetnie piszesz! Po przeczytaniu jednej notki mam ochotę na więcej ; D
sharonmorgan.blog.onet.pl 11:39:43 9/02/2012
178-36-213-85.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.36.213.85