Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
5. Krok do przodu czy nadal stoimy w miejscu?
Strona Główna





Licznik

20984

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



5. Krok do przodu czy nadal stoimy w miejscu?

Kolejny rozdział. Gotowych mam jeszcze cztery więc mam nadzieję że do jutra, a może nawet dzisiaj wszystkie się pojawią. Bardzo dziękuję wszystkim tym którzy to opowiadanie czytają i komentują- dzięki wam moja praca nie idzie na marne. Dziękujęserce

Nadziejaserce

 

 

Czasem krokiem do przodu może

okazać się powrót do początku.  

 


Czasami trzeba coś zakończyć, by iść

do przodu

 


Tak często cofamy się, choć twardo

utrzymujemy, że idziemy do przodu.

Lily miała nadzieję, że skoro w tym roku nie mają SUMów ani OWTemów to będą mogli sobie trochę odpuścić. Tak się zresztą wydawało wszystkim szóstoklasistom w Hogwarcie. Ale już w pierwszym tygodniu nauki nauczyciele wyprowadzili ich z tego błędnego myślenia zadając mnóstwo pracy domowej.

W piątkowe południe, w Hogwarcie jak zwykle był obiad. Tylko dlatego wszyscy przyjaciele przebywali w jednym pomieszczeniu. Takie cuda zdarzały się jeszcze podczas obiadu i kolacji, a przez całą resztę dnia Lily i James średnio skutecznie się omijali. Wyglądało to mniej więcej tak że gdy na przykład do pomieszczenia wchodził James to Lily pod bezsensownymi pretekstami wychodziła i na odwrót. Choć było to nie do zniesienia, reszta wspólnie stwierdziła, że jeszcze gorsze byłyby ich codzienne kłótnie i była im wdzięczna że z własnej, nie przymuszonej woli ich unikali.
-Co oni sobie wyobrażają?! Przecież my mamy prawo do spania i odpoczynku-lamentował Syriusz.
-Nikt ci nie zabrania spania, Black- warknęła Mary
-Przecież z tym wszystkim nie wyrobię się nawet gdybym miał miesiąc czasu a co dopiero tylko jeden weekend.
-No nie przesadzaj-odezwała się Lily-mamy tylko do napisania wypracowanie na transmutacje...
-Na minimum dwie strony-wtrącił jej Syriusz
-Esej na zielarstwo...
-Na trzy strony
-Zastosowanie mugolskich produktów do sporządzania eliksirów...
-Na dwie strony
-No i jeszcze różnice pomiędzy zaklęciami werbalnymi a niewerbalnymi...
-Na dwie strony
-To nie jest tak dużo. Jak już dzisiaj się za to zabierzemy, najlepiej zaraz to może wyrobimy się do niedzieli. W najlepszym przypadku będziemy mieli niedzielne popołudnie wolne.
-A w moim przypadku, nie napiszemy tego nawet na poniedziałek.-żalił się Syriusz na co niektóry cicho zachichotali.
-Oj nie przesadzaj. Jak chcesz to mogę ci pomóc przy eliksirach i zielarstwie ale ty musisz mi pomóc przy obronie zgoda?
-Jesteś kochana Lily-mimo że siedzieli w sali naprzeciw siebie to wstał, obszedł stół i mocno ją uścisnął.-mówiłem ci już że jesteś najcudowniejszą koleżanką na świecie?
-Mówiłeś. Ale możesz powiedzieć jeszcze raz.
Jednak Syriusz zrobił coś czego w życiu by się nie spodziewała. Wszedł na stół przewracając przy tym, na szczęście pusty kubek i krzyknął na całą salę.
-Lily Evans jest najwspanialszą dziewczyną na świecie! Dzięki niej skończę tę szkołę!
-Złaś już-syknęła-nie miałam tego na myśli. No złaź bo ci nie pomogę.
-Dobra już schodzę.
Śmiechy na sali powoli ucichły i uczniowie znowu powrócili do jedzenia posiłku.
Skrzaty jak zawsze godnie wywiązały się ze swojego obowiązku i jedzenie było przepyszne. Gdy zniknęły ze stołów talerze z potrawami uczniowie jak zawsze czekali na deser. W pewnej chwili Syriusz spojrzał na stół Krukonów i uśmiechnął się do blondwłosej dziewczyny.
-O widzę że znalazłeś sobie nowy obiekt westchnień?-zapytał go Remus
-Och Lunio zobacz, czyż ona nie jest cudowna?-posłał jej kolejne spojrzenie.
Rzeczywiście, dziewczyna była ładna. Jej długie włosy opadały delikatnie na ramiona a spinka przypięta z boku dodawała im uroku. Duże, błękitne oczy podkreślały jej dziewczęce rysy twarzy. Była idealnym przykładem księżniczki którą Syriusz chętnie by się zaopiekował. Jej uroda doskonale ukrywała paskudny charakter dziewczyny, o którym wiedziało bardzo niewiele osób.
-Całkiem całkiem
-Całkiem całkiem?! Wygląda jak bóstwo. Założysz się ze mną że do jutra będziemy parą?
-Nie mam zamiaru kolejny raz przegrać.
-A skąd wiesz że od razu przegrasz?
-Bo znam cię. Jak się uprzesz to żebyś miał uwieść McGonagall to ci się uda.
Lily słuchała ich rozmowy a jednocześnie przyglądała się Dorcas. Tak właściwie to tylko ona i Alicja wiedziały że się w nim podkochuje. Doskonale pamięta sytuację w czwartej klasie jak zastały ją spłakaną tuż po tym jak Syriusz pierwszy raz pocałował dziewczynę na oczach prawie całej szkoły.
Dorcas zaciskała dłonie tak mocno że zrobiły się one nienaturalnie różowe. Lily widziała jak próbuje zatrzymać łzy które już pojawiły się w kącikach jej oczu. Jednak długo nie wytrzymała. Wstała, cicho coś bąknęła o tym że idzie do biblioteki, jednak za cicho żeby ktokolwiek to usłyszał nawet osoby siedzące tuż obok niej, i wyszła z sali gubiąc połowę zawartości otwartej torby.
-A tej co się stało?-zapytał Syriusz na chwilę odrywając oczy od blondynki.
-Syriusz, a u ciebie nie stwierdzono czasami ślepoty?-zapytała Alicja
-Nie.
-W takim razie to musi być zaćma.
-O co wam chodzi?-Syriusz kompletnie nie wiedział o czym mówią, zresztą reszta też.
-O to że na sto procent jesteś ślepy-rzuciła Lilka i wstała, pozbierała książki Dorcas i wyszła z sali.
-A jej co?
-Nie mam pojęcia-wzruszył ramionami James- ona zawsze ma dziwne humory.
-James jak nie wiesz o co chodzi to nie mów. A naprawdę nie wiesz o co chodzi.-powiedziała cicho, lecz stanowczo Alicja.
-I nie chce wiedzieć. Was po prostu nie da się zrozumieć.
-Da się, ale jak nie chcesz to nikt nie będzie cię zmuszał. A ty Syriusz, przejrzyj na oczy. Bo wiesz potem może być już za późno.-powiedziała i opuściła salę. Reszta chcąc, nie chcąc poszła w jej ślady z myślą o zmarnowanym weekendzie nad książkami.
Otworzyła drzwi do dormitorium i spojrzała na łózko stojące pod ścianą. Niewątpliwie odróżniało się od innych. Niezliczona ilość kolorowych poduszek dodawała mu dziecięcego uroku. Jednak teraz poduszki leżały porozwalane na ziemi, a na łóżku leżała płacząca Dorcas. Lily odłożyła pozbierane książki i swoją torbę i usiadła obok przyjaciółki.
-Dorcas- szepnęła gładząc jej wilgotne od łez oczy.
-Ale jestem głupia. Jak mogłam zakochać się w takim idiocie?
-Nie jesteś głupia, co nie zmienia faktu że nie mam pojęcia jak mogłaś się zakochać w takim idiocie.
Dorcas cicho się zaśmiała.
-Ja sama tego nie wiem. Lily...?
-Tak
-On się pewnie już wszystkiego domyślił, co nie?
-Nie, niczego.
-To chyba dobrze.
-Chyba?
-Gdyby sam się domyślił nie musiałabym udawać że jest dla mnie nikim.
-To czemu sama mu nie powiesz?
-Nie potrafię.
-Ale może wtedy byłoby prościej?
-Może...
-To mu powiedz.
-Nie, Lily nie umiem. Ty nie wiesz jak to jest kochać kogoś całym sercem i patrzeć jak on podrywa kogoś innego. W tej chwili doskonale rozumiem Jamesa.
-Możemy o nim nie rozmawiać?
-Jak chcesz. Lily mogę cię o coś zapytać?
-Jasne.
-Czy ty i Louis jesteście razem?
-Oczywiście że nie. To tylko przyjaciel. Fajnie się z nim rozmawia, ale nic więcej.
-Serio?
-Serio. A czemu pytasz?
Dorcas podniosła głowę z zamiarem wytłumaczenia ale gdy tylko spojrzała Lilce w oczy ponownie ukryła twarz w poduszce.
-A tak sobie.
-Dorcas...przecież wiem że masz jakiś powód.
-No dobra, tylko się nie obrażaj.
-Zgoda.
-Bo mi, to znaczy nam...
-Nam?-Lily przerwała jej
-No mnie i dziewczynom. Wydaje nam się że Louis nie myśli tak jak ty.
-To znaczy?
-Lily, a jak ty byś się czuła gdyby chłopak cię przytulał, chodził z tobą do znajomych...
-Wydawałoby mi się..-zawahała się- myślałabym że jesteśmy parą. O matko. Więc on też tak myśli?
-No raczej.
-A skąd wy wiecie że mnie przytulał?
-Tylko masz się nie obrazić.-zaznaczyła Dorcas- Syriusz poszedł poszukać wózka, bo Peter był głodny, a doskonale wiesz że jak on jest głodny to zwykle robi się nieznośny. No i akurat przechodził obok tego przedziału w którym wy byliście. A potem nam to powiedział. Zresztą Lily nie tylko my to widzimy. Każdy wszystko widzi.  To jak przychodzi do naszego stołu, i to jak umawia się z tobą.
-Ale przecież my nigdy nie byliśmy sami. A poza tym wychodziłam z nim tylko dwa razy bo więcej nie mieliśmy czasu. Tyle nauki było.
-Ale to nie ma znaczenia ile razy wychodziliście.
-Nie ma?
-Nie. On miał prawo tak myśleć. Te spotkania, przytulania.
-Nigdy się do niego nie przytulałam.
-A to w pociągu?
-Trochę wtedy byłam odurzona.
-Co piłaś?
-Nic, po prostu miałam koszmarny humor, a te wszystkie piosenki Willa... Boże ja traktowałam to tylko jako taki przyjacielski gest.-westchnęła Lily i opadła na łóżko obok Dorcas- Po tej kłótni z Jamesem, czułam się jakbym wypiła butelkę ognistej... To naprawdę nie było nic więcej.
-To powiedz mu to. Żeby więcej nie miał złudzeń.
-No to jedyny pomysł.
-Najlepszy pomysł. No chyba że naprawdę chciałabyś żeby był kimś więcej niż tylko przyjacielem.
-Wiesz, że wtedy gdy siedzieliśmy razem, tak myślałam. Chyba nawet tego chciałam...
-A teraz?
-Teraz chyba już nie.
-No musisz się zdecydować. Czy chyba czy nie.
-Nie. Tylko nie chciałabym stracić w nim przyjaciela.
-No jeśli dobrze to rozegrasz...
-A to można dobrze rozegrać?
-Jeśli się postarasz to tak. Ale zawsze coś może nie wyjść. Wiesz jak to jest. Niektórych reguł nie można dopasować do każdego człowieka, a zwłaszcza do płci męskiej.
-No tak.
Wpatrywały się w sufit. Zawsze mogły na sobie polegać. Lily doskonale pamiętała jak ona, Dorcas i Alicja poznały się w pociągu jadąc pierwszy raz do Hogwartu. Od razu się polubiły. Potem zaprzyjaźniły się jeszcze z Marleną i Mary z którymi dzieliły dormitorium. Razem tworzyły zgraną paczkę. Później poznały Syriusza, Remusa, Petera i Jamesa. I choć pomiędzy Syriuszem a Mary i Lily a Jamesem dochodziło bardzo często do kłótni, to wiedzieli że mogą na sobie polegać. Teraz leżały w ciszy. Lily zawsze była zdania że nikt nie rozumie jej tak jak Dorcas. I wcale nie chodziło o to że jej nie krytykowała. Ale od słowa do słowa pokazywała jej błędy w jej zachowaniu czy decyzjach. Pomagała jej je zrozumieć i jakoś rozwiązać. Ale to Lily zawsze musiała podjąć ostateczną decyzję. Nigdy jej w tym nie wyręczała. Alicja była prawie taka sama, ale różniła się jedną istotną cechą od Dorcas, podczas gdy Dorcas nigdy nie namawiała Lilki do umówienia się z Jamesem czy jakimkolwiek innym chłopakiem, Alicja dodatkowa wymieniała szereg jego zalet, pomijając wady.
-To co zrobisz?-zapytała Lily po chwili ciszy-powiesz mu czy nie?
-Nie. Tak będzie lepiej.
-No oczywiście. Ty będziesz to dusić w sobie, a gdy on będzie się z kimś umawiał to będziesz płakała w poduszkę a my będziemy cię pocieszać i mówić żebyś nie przejmowała się takim idiotą, ale ty i tak za jakiś czas znowu gdy on umówi się z kimś innym będziesz płakać. I tak w nieskończoność.
-Nie musicie wcale mnie pocieszać.-odwróciła się do niej plecami. Lily pochyliła się nad nią.
-Dorcas nie o to mi chodziło. Przecież wiesz o tym. Nie chcę tylko żebyś cierpiała.
-Wiem, przepraszam. -Dorcas podniosła się i powiedziała stanowczym głosem- Lily zapomnę o nim. Obiecuję ci że ostatni raz płakałam przez tego idiotę.
-Mam nadzieję.
Usłyszały szum dochodzący z Pokoju Wspólnego.
-Chyba już się skończył obiad-szepnęła Dorcas. Pójdę się jakoś doprowadzić do porządku.
-Okej. Jakby co to będę na dole. Chociaż właściwie to nie. Muszę iść do biblioteki no i pomóc Syriuszowi skoro mu obiecałam.
Wzięła odpowiednie książki i zeszła na dół. Przy stolikach siedział Remus z Peterem a przy nich stała Marlena i tłumaczyła coś Peterowi, z którego miny można było odczytać że nie rozumie z tego ani słowa. W fotelach ustawionych przy kominku siedział Syriusz z Jamesem.. Na kolanach mieli rozłożone książki i pergaminy. Alicja w kącie rozmawiała z Frankiem, a Mary podrywała jakiegoś blondyna. Lily podeszła do Syriusza
-Kończysz już?-Syriusz zaskoczony uniósł głowę, a potem westchnął
-Raczej zaczynam- powiedział palcem wskazując na pergamin na którym napisane były trzy zdania.
-To chodź ze mną, ja idę do biblioteki coś poszukamy i pomogę ci to napisać.
-Super
Syriusz wstał zapominając o zawartości kolan dlatego już po chwili wszystko znalazło się na dywanie. Przy okazji łokciem strącił pojemnik z zielonym atramentem, i jego zadanie, książka na eliksiry i jeszcze jedna wypożyczona z biblioteki przez Remusa były pokryte jasnozieloną farbą. Ci którzy byli w pobliżu zaczęli się śmiać. Nawet James.
-Cholera jasna-zaklął Syriusz i schylił się nad zieloną plamą.-Remus mnie zabije a zaraz potem zabije go ta wariatka z biblioteki.
-Spokojnie.-powiedziała Lily i wyciągnęła przed siebie różdżkę. Zrobiła nią kilka obrotów, mrucząc cicho zaklęcia i po chwili atrament był w pojemniku a czyste książki i pergamin leżały na fotelu.
-Lilka jesteś genialna.-Syriusz nie dowierzając mocna ją uścisnął
-To nic takiego. Proste zaklęcie oczyszczające. Zresztą sam mogłeś na to wpaść. Przerabialiśmy to rok temu przed sumami.
-Serio? Lilka ja mam lepsze zajęcie niż pamiętanie co braliśmy rok temu. Ja nie zapamiętuje co bierzemy teraz. A rok to kupa czasu. No to co idziemy? Zbieraj się James.
Na te słowa Lily przystanęła w połowie drogi do wyjścia, a James spojrzał zdziwiony na Syriusza niedowierzając że to o niego chodzi.
-Wiesz to chyba nie jest najlepszy pomysł. Ja tu zostanę i dokończę. Zobaczysz skończę szybciej niż wy.
-Tak na pewno. Jeśli będziesz to robił w takim tempie jak teraz to do końca roku się nie wyrobisz. Nie wygłupiaj się tylko chodź z nami. Przecież to tylko biblioteka. Gdyby przebywanie w niej zagrażało życiu i zdrowiu to Remus i Lily nie byli by tacy mądrzy. I na dodatek nic im nie jest choć ciągle tam siedzą. No rusz się.
-Nie Syriusz zostanę.
-No weź się nie wygłupiaj. Przecież Lilka nie będzie miała nic przeciwko.
-Ale mi o to nie chodzi-Syriusz spojrzał na niego niedowierzająco więc James zaczął się trochę plątać-to znaczy...naprawdę muszę...to nie jest dobry pomysł...muszę...lepiej będzie jak zostanę.
-Dajcie już spokój. Chodźcie, chcę to dzisiaj napisać.
-Serio?-szepnął niedowierzająco James, jednak Lily go usłyszała.
-Serio. No chodźcie.
Przez drogę do biblioteki to Syriusz podjął się zadania prowadzenia rozmowy. Albo mówił coś do Lily, albo do Jamesa, oni zaś nie powiedzieli do siebie słowa. Ale Syriusz wcale im się nie dziwił. No może trochę był zaskoczony że nie wywołali żadnej kłótni po drodze. Spodziewał się czegoś gorszego niż milczenie. Jednak Syriusz nie był bardzo spostrzegawczy. Nie zauważył że po kryjomu James patrzy na Lily, gdy ona tego nie widzi. Mimo że po ostatniej kłótni nie chciał jej znać, to złość bardzo szybko minęła i teraz znowu cały czas o niej myślał. Nikt nie wiedział jak bardzo musiał się starać aby nie przyłożyć Louisowi gdy tylko widział go razem z Lily. Nawet Syriusz niczego się nie domyślał. Może z wyjątkiem Remusa. Żałował że nie posłuchał jego rad i nie próbował się z nią zaprzyjaźnić. Nie adorować. A teraz już było za późno. Wszystko spieprzył.
W bibliotece było dość wielu uczniów. Stoliki stojące pod wzdłuż regałów były prawie całkowicie zajęte. W końcu znaleźli pusty stolik na samym końcu pomieszczenia, odgrodzony regałami od innych.
-A ty co?-spytała głosem pełnym wyrzutu widząc siadającego Syriusza
-Przecież nie będę pisać tego na stojąco.
-Syriusz po co przychodzi się do biblioteki?
-Żeby pisać zadanie-odpowiedział Syriusz nie mając pojęcia do czego zmierza
-Tak, po co jeszcze?
-Nie wiem, wypożyczyć książki?
-No właśnie. A ty na stole widzisz jakieś książki oprócz tych które przyniosłeś?
-Nie. A będą nam jakieś potrzebne?
-Będą.
-A jakie? Bo szczerze to ja nie mam bladego pojęcia jak się za to zabrać.
-Choć. Pokaże ci.
I razem poszli między regały, a za nimi powlókł się James. Lily brała książki i dawała Syriuszowi, który brał je od niej.
-Lilka, naprawdę potrzebujemy aż tyle?-zapytał, patrząc na ciągle powiększający się stos na jego rękach
-Naprawdę. Przecież z czegoś musimy to napisać. Ale nie martw się, to już prawie koniec- i zniknęła za kolejnym regałem a Syriusz chcąc nie chcąc poszedł za nią.
-James! Choć nam pomóc.-zawołał po chwili Syriusz
-Idę. Nie wiem jak można to ogarnąć. Ja tu nie mogę niczego znaleźć.
-To wcale nie jest takie trudne. Wystarczy przeczytać nazwę kategorii na regałach i wiedząc jakiej książki mamy szukać możemy określić jej położenie. Albo poszukać według autorów. Ale to jeszcze nic. W ostateczności można książkę po prostu przywołać. Mugole mają gorzej. Byłam kiedyś w bibliotece dwa razy większej od tej. Tam to dopiero było trudno się zorientować. -mówiła Lily chodząc wzdłuż regałów i czytając tytuły książek.
-Nic nie zrozumiałem-powiedział Syriusz idąc za Lily
-No, ta już ostatnia-powiedziała Lily wyciągając trochę zniszczoną książkę.
-Nareszcie.
Usiedli przy stole i wyjęli pergaminy.
-No i co teraz?-zapytał Syriusz patrząc na stos książek leżących na stole- James jak myślisz ile może ich tu być?
-Czy ja wiem? Tak ze trzydzieści?
-Ta co ty na pewno więcej.-zaprzeczył Syriusz- Powyżej czterdziestu.
-Siedemnaście.-powiedziała Lily nie odrywając wzroku od książki
-Co?
-Jest tu siedemnaście książek.
-Serio?
-Tak.
-Przecież czytała-powiedział jeszcze ciszej Syriusz.
-Czytałam, ale też doskonale was słyszałam-odpowiedziała Lily zamaczając pióro w atramencie.
-Jakim cudem?
-Normalnym Syriuszku. Gdybyś i ty musiał jednocześnie słuchać nauczyciela, rozmawiać z dziewczynami, robić notatki i czasami jeszcze pomagać tobie, Peterowi lub Mary to też byś się tego nauczył. Dobra. Tu masz wypisane zastosowanie mugolskich produktów do eliksirów.-powiedziała podając mu grubą, trochę zniszczoną książkę i wskazując palcem odpowiednie miejsce.-Najpierw przeczytaj a potem trochę pozmieniaj i przepisz. Tylko nie opuszczaj opisów bo zajmą ci więcej miejsca i nie będziesz musiał tak dużo przykładów podawać. Ja teraz napiszę na transmutację. Tu jest jeszcze na zielarstwo i obronę. James co będziesz pisał?
Trochę zdziwiony James, -nie pytaniem Lily, tylko samym faktem że się jego zapytała- odpowiedział trochę niepewnie.
-Najpierw napiszę na obronę.
-Świetnie.-podała mu odpowiedni tom a sama zabrała się do czytania swojego
-Ee...Lily mogłabyś mi pomóc?
-W czym?
-No w tym?-wskazał na książkę
-W czytaniu?
-Przecież mi nie chce się tego wszystkiego czytać.
-Nie masz wyjścia.-odpowiedziała Lily przewracając kartki książki- co Syriusz źle zinterpretował jako lekceważenie jego osoby.
-Obiecałaś że mi pomożesz.
-Owszem, mówiłam że ci pomogę, a nie że ci napiszę. Jeśli będziesz miał jakieś wątpliwości to mi powiedz.-odpowiedziała
-A jeśli będę miał same wątpliwości?-zapytał zawadiacko i pochylił się ku niej
-To wtedy...-Lily również pochyliła się ku niemu i uśmiechnęła się-będziesz musiał sobie radzić sam-i gwałtownym ruchem go odepchnęła na co James cicho zachichotał.

Oddzieleni regałami od reszty nie zauważyli jak biblioteka zaczęła powoli pustoszeć. Choć czas ciągnął się to wiedzieli że nie mają innego wyjścia, i starali się nie marudzić. A przynajmniej starał się James, bo Syriusz co chwila przerywał pisanie i kiwocząc się na krześle informował Lilkę że "ma wątpliwości". Po jakiś trzech godzinach, kiedy było już dawno po kolacji postanowili wreszcie skończyć. Syriusz szybko wyszedł z biblioteki i skierował się ku kuchni ażeby zdobyć coś na kolację, co później miał przynieść do Pokoju Wspólnego. Lily zaś z Jamesem miała poodkładać na półki wszystkie książki. Przez cały pobyt w bibliotece James z Lily prawie nie odzywali się do siebie. Teraz również gdy Lily brała od niego książkę i odkładała na półkę nic nie mówili.
Już prawie kończyli gdy do biblioteki wszedł Louis. Gdy tylko zobaczył Lily uśmiechnął się jakby spełniło się jego najskrytsze marzenie. Lily jednak nie była tak jak on nastawiona entuzjastycznie. Starała się nie patrzeć jak przechodzi pomiędzy regałami i - w jej mniemaniu za szybko- zbliża się do niej.
-Nareszcie cię znalazłem. Pytałem się dziewczyn ale nikt nie wiedział gdzie jesteś.-powiedział chcąc ją pocałować w usta. Lily jednak szybko odwróciła głowę tak, że dostała tylko buziaka w policzek. Trochę zdziwiony Luis próbował ją objąć, jednak i tym razem Lily zwinnie się mu wyrwała.
-Mam dla ciebie niespodziankę.-powiedział niezrażony zachowaniem dziewczyny- Choć idziemy. Chłopaki czekają na nas już przy jeziorze.
-Louis...dzisiaj nie dam rady. Jestem strasznie zmęczona i głodna. Syriusz ma coś nam przynieść.
-Nam?-zapytał Louis który do tej pory nie zauważył schylonego Jamesa. Dopiero gdy odłożył książkę i powstał został dostrzeżony.- A no tak. Lily możemy chwilę porozmawiać?
-Tutaj?-zapytała zdziwiona
-Tak. To zajmie tylko chwileczkę.
-Dobrze.
Oddalili się kilka regałów dalej tak żeby być poza zasięgiem wzroku uczniów którzy do tej pory jeszcze tu siedzieli.
-Tak właściwie to ja też chciałam z tobą porozmawiać tylko nie wiem czy to jest dobre miejsce.
-Czemu nie.
-Dobrze...a więc muszę ci coś wyjaśnić... Nie chcę żebyś widział to czego nie ma.
-Do czego zmierzasz?
-Louis według ciebie to kim dla siebie jesteśmy?...Ty i ja...
-Według mnie?-Lily pokiwała twierdząco głową- Parą.
-No właśnie.
-A co? Nie jesteśmy?
-Nie. Nigdy nie dawałam ci takich nadziei, po prostu chciałam mieć w tobie przyjaciela...jesteś dla mnie przyjacielem...ale tylko przyjacielem...nigdy nie będziesz nikim więcej...rozumiesz?
-To znaczy?-już nie był tak szczęśliwy jak przedtem-zrywasz ze mną?
-Nie zrywam z tobą bo nigdy nie byliśmy parą. Bądźmy tylko przyjaciółmi.
-Przyjaciółmi-spojrzał gdzieś w bok-to przez niego?! Zgadłem?
-Przez kogo?
-Pottera! Już uległaś jego urokowi?!
-Nikomu nie uległam.
-Oczywiście!-warknął-dla ciebie wystarczy żeby powiedział " zmieniłem się" i już lecisz jak na skrzydłach do niego!
-Nic nie powiedział i do nikogo nie lecę.
-Tylko wiesz co? On tak naprawdę nigdy się nie zmieni. Ciągle będzie zadufanym w sobie głupkiem!
-Nie krzycz na mnie. Do nikogo nie lecę. James jest dla mnie nikim. A ty jesteś tylko przyjacielem i chcę żebyś to zrozumiał.
-Powiedz mi co zrobiłem nie tak Lily- chwycił ją mocno za dłoń
-Puść to boli!
-Powiedz zrobię dla ciebie wszystko!-był za silny aby mogła mu wyrwać dłoń. Ścisnął ją jeszcze mocniej tak że zrobiła się sina
-Louis to boli! Puść mnie!
-Boli cię? Powiem ci jedno! Na pewno boli cię mniej niż mnie!
Bibliotekarka wyszła i nikt nie zwracał uwagi na ich szamotaninę. Na nic się zdały protesty Lily. Nie dość że nie puścił jej ręki to teraz z całą siłą napierając na nią próbował ją pocałować. Resztkami sił próbowała go odpychać jednak wiedziała że długo nie wytrzyma. Nagle poczuła ulgę i cały ciężar który ją przytłaczał zniknął.
-Głuchy jesteś?! Powiedziała żebyś ją puścił.
Na te słowa szybko otworzyła oczy. James przypierał do ściany Louisa który próbował mu się wyrywać.
-Puszczaj mnie!
James puścił go i popchnął go w kierunku drzwi.
-Żeby mi to było ostatni raz.-po czym odwrócił się do Lily-Nic ci nie jest?-zapytał stroskanym głosem.
-Nie. Dzięki.
-Nie ma sprawy. Chodźmy już. Syriusz pewnie już przyniósł coś do jedzenia.
-Tak. Trzeba już iść.

Pozbierali swoje rzeczy i wyszli. Lily było bardzo głupio że to właśnie on musiał ją obronić. Wiedziała że będzie się teraz tym szczycił. Z drugiej jednak strony, obronił ją, za co była mu wdzięczna. Wiedziała co prawda że Louis do czegoś więcej niż przymusowy pocałunek by się nie posunął, jednak dzięki niemu nie musiała go wbrew sobie całować. Była w kompletnej rozsypce i była wdzięczna Jamesowi że nie wspominał o zaszłej sytuacji ani w drodze do wieży Gryffindoru ani w Pokoju Wspólnym przy Syriuszu. Gdy już znalazła się w dormitorium dziewczyny spały. Zmęczona położyła się na łóżko. Coś jednak sprawiło że nie mogła od razu zasnąć. Coś o czym nie mogła przestać myśleć.
Tylko coś czy ktoś?


Głosuj (0)

gladys21 14:16:44 9/02/2012 [Powrót] Komentuj



Mam nadzieję, że dzisiaj pojawią się nowe notki , bo bardzo mnie wciągnęła to historia : )
sharonmorgan.blog.onet.pl 16:38:31 9/02/2012
213-146-43-28.ip.netia.com.pl | brak www IP: 213.146.43.28