Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
6. Za długo było dobrze
Strona Główna





Licznik

20986

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



6. Za długo było dobrze

Witam. Wiem, wiem, naprawdę doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że ten rozdział może was kompletnie zszokować. Jak już mówiłam, został on napisany wcześniej, właściwie teraz ponownie publikując stare rozdziały przypominam sobie niektóre drobiazgi o których całkiem zapomniałam.
Nie mogę powiedzieć że jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jak można być zadowolonym ze śmierci kogokolwiek, nawet nieistniejącego człowieka? Ja nie umiem. Więc nie jestem zadowolona, ale właśnie tak miało być. W mojej głowie ułożył się pewien scenariusz dla wszystkich
bohaterów i nie zamierzam go zmieniać. Tak właśnie miało być, więc tak się stało. Mam jedynie nadzieję, że te wydarzenia nie sprawią, że przestaniecie mnie odwiedzać. Wkrótce, a może nawet jeszcze dzisiaj kolejny rozdział. Zostały jeszcze 3.

Miłego czytania i komentowania

Kocham wasserce

Nadziejaserce

 

 


Gdy mówisz, że jest ciężko, to

wcale nie jest.

 
Gdy jest ciężko, wtedy nawet nie

masz siły tego wypowiedzieć.

 

 

Razem z ostatnimi ciepłymi dniami minął październik i połowa
listopada. Ostatnie tygodnie listopada były zimne i deszczowe.
Mecze quidditcha zostały przeniesione aż na wiosnę, a lekcje
zielarstwa odwołane aż do choć częściowego wyschnięcia
trawnika przed zamkiem. Paskudna pogoda wpływała bardzo
wyraźnie na wszystkich uczniów. Chodzili zaspani, bladzi
i monotonni. Na dodatek mnóstwo zadań przyprawiało im
bóle głowy i pani Pomfrey często musiała podawać eliksir
wzmacniający dla zmęczonych uczniów.
W piątkowy jak zwykle deszczowy wieczór, już po kolacji Lily,
Alicja, Marlena, Remus, Syriusz i James siedzieli w wieży
 Gryffindoru. Lily razem z Remusem pisali wypracowanie na
transmutację, Marlena z Jamesem i Syriuszem grała
w eksplodującego durnia, a Alicja próbowała naszkicować
kominek. Dorcas gdy tylko Syriusz przyszedł poszła do
dormitorium mówiąc że jest zmęczona i idzie się położyć,
choć była dopiero ósma, a Mary umówiła się na randkę z jakimś przystojnym puchonem, i choć mieli się spotkać dopiero jutro to ona już szykowała dla siebie strój.
-Kto zostaje w Hogwarcie na święta?-zapytał Syriusz
podnosząc pionek który przypadkowo strącił
-Do świąt jeszcze dużo czasu-powiedziała Alicja podchodząc
do kominka aby lepiej przyjrzeć się jego powierzchni
-No tak, ale już trzeba się zastanowić. A poza tym z Jamesem
myśleliśmy żeby urządzić Sylwestra u niego w domu no
i oczywiście macie wszyscy przyjść.
-U Jamesa w domu? Z jego rodzicami?-zapytała Marlena
-Nie. Rodzice idą do mojej ciotki i zostaną tam jeszcze przez
cały następny dzień, więc będziemy mieli czas posprzątać.
-To fajnie. Ale ja nie wiem czy przyjdę, wiecie miałam się
spotkać z Frankiem
-Ale Frank już obiecał że przyjdzie do nas i pomoże nam
w przygotowaniach.-rzekł Syriusz
-Serio? Nic mi nie mówił. Ja się z nim rozliczę.
-Daj chłopakowi spokój. Wiesz z jakim trudem go namówiliśmy,
żeby do nas przyszedł? Dopiero gdy obiecaliśmy że ty też
będziesz to się zgodził. A więc teraz to ty nie możesz nam
odmówić.
-Skoro nie mogę....
-Nie możesz. A ty Lily? Będziesz?-zapytał Syriusz a James
spojrzał na nią oczekująco. Od incydentu w bibliotece relacje
między nimi nieco się ociepliły. Nie żeby od razu się
zaprzyjaźnili ale przynajmniej nie unikali się i nie skakali sobie
do gardeł. James starał się aby Lily zawsze mogła na nim
polegać i mu zaufać.
Lily oderwała wzrok od książki.
-Nie wiem. Na święta na pewno wracam do domu, ale nie
wiem co będę robiła w sylwestra. A poza tym przecież
mieszkamy w dwóch innych miejscach w Anglii, jak niby
miałabym się do was dostać?
-Może Błędnym Rycerzem?
-Nie ma mowy! Jedna przejażdżka tym okropnym autobusem
na pewno mi wystarczy.
-To może przez kominek?
-Przez co?
-No wiesz, siecią fiuu
-Ale kominek w moim domu nie jest podłączony. A poza tym jest on bardzo mały więc nie dałoby rady nim podróżować nawet jeśli by go podłączono.
-A deportacja?
-Przecież nie mam jeszcze pozwolenia.
-No tak. To nie wiem. Może jakieś mugolskie pojazdy?
-No nie wiem. Może pociągi. A jest gdzieś tam w pobliżu stacja?
-James jest?-zapytał Syriusz
-Bardzo blisko to nie. Jakieś dziesięć kilometrów. Ale gdybyś
przyjechała dzień wcześniej, gdy jeszcze byli by rodzice to
tata mógłby na stacje po ciebie przyjechać.
-Ta co ty. Nie będę robić kłopotu. Najwyżej spotkamy się
dopiero w szkole.
-Żaden kłopot.
-No Lilka, jak przyjedziesz wcześniej to pomożesz nam
z jedzeniem, bo najlepszym kucharzem to nie jestem.
-No ja też
-Jak to?
-A pamiętasz moje ciastka wywołujące duszności, które
uniemożliwiły mi i Remusowi iść na spotkanie perfektów?
-A te. Jeśli to tylko mają być duszności to nie ma sprawy.
Bo jeśli na przykład biegunka to ja już na to się nie piszę.
-Czemu. To byłby całkiem fajny widok Syriuszku- zachichotała
Alicja na co Syriusz wystawił jej język
-A kto jeszcze ma być?
-No oczywiście Marlena, Mary, Peter, Remus, Dorcas, może
jeszcze uda mi się namówić Rose...
-Jaką Rose?-zapytała Lily, na próżno próbując przypomnieć
sobie kogokolwiek o tym imieniu
-No tą cudowną blondynkę co pokazywałem wam w Wielkiej Sali.
-O nie-szepnęła Lily
-Dlaczego?
-Bo... Cóż ja ci nie powiem, sam musisz się domyślić
-No Lily...powiedz- uśmiechnął się do niej prosząco, wyginając
usta tak że wyglądał jak duży niemowlak
-Wiesz że na mnie te twoje miny nie działają.
-Proszęęęę...
-No dobrze. A więc jest ktoś taki kto jest o ciebie cholernie
zazdrosny, i jeśli przyprowadzisz tę swoją Rose to sylwester
może przerodzić się w coś niefajnego-na jej słowa Alicja
spojrzała na nią karcąco
-Serio? A kto to taki?
-A tego to już ci nie mogę powiedzieć.
-I tak powiedziałaś już za dużo-wtrąciła Alicja. Lily popatrzyła
na nią i zapytała
-Pójdziesz ze mną do łazienki Perfektów? Zostawiłam tam chyba
 ręcznik.
-Przecież dzisiaj tam nie byłaś..-dopiero spojrzenie Lily
pozwoliło jej załapać sens- jasne chodźmy.
Dziewczyny wstały i wyszły przez dziurę w portrecie.
Nie skierowały się jednak w stronę łazienki, tylko oddaliły się
kilka metrów od wejścia do salonu gryfonów.
-Po co mu to mówiłaś?-pełnym oburzenia głosem zapytała Lily
-Ale co?
-To że ktoś będzie o niego okropnie zazdrosny.
-A nie uważasz że lepiej byłoby gdyby jak się spotkamy
nie było tej całej Rose. Nawet jeśli Black jest na tyle ślepy,
że tego nie widzi, to ona nie musi przez niego jeszcze bardziej
cierpieć.
-Ale mówiłaś, że spróbuje zapomnieć.
-To ona mi tak powiedziała. Ale znasz ją. A poza tym myślisz,
że łatwo jest zapomnieć o osobie którą się kocha.
-Jeśli ona cię krzywdzi to raczej tak.
-To nie ma znaczenia. Jeśli się krzywdzi to możesz nie mieć
do niej szacunku, zaufania ale kochać będziesz tak samo.
Postaw się w jej sytuacji: gdyby tobie ktoś kazał zapomnieć
o Franku, zapomniałabyś?
-No raczej nie. Ale czy teraz Syriusz nie domyśli się
wszystkiego?
-Nie znasz Syriusza? Pewnie teraz zastanawia się z resztą
Huncwotów kto o niego może być zazdrosny, ale i tak na nic
mądrego nie wpadną. W najgorszym przypadku pomyślą,
że chodziło mi o Mary.
-O Mary?
-No jest takie powiedzenie "Kto się czubi, ten się lubi".
A poza tym się z nią przyjaźnię, że mogą myśleć że wiem
o tym bo ona mi się zwierzała. Gdy będą mądrzy to wyeliminują
wszystkie dziewczyny oprócz ciebie, Marleny, Mary, mnie
i Dorcas. Ciebie od razu odrzucą, bo wiedzą że świata poza
Frankiem nie widzisz. 
-Ciebie też. No przynajmniej James będzie chciał ciebie odrzucić
 bo nadal uparcie wierzy że ma u siebie szanse.
Lily była niezadowolona takim obrotem sprawy, jednak aby nie
kontynuować dalej tego tematu nie sprzeciwiła się jej.
-Więc zostaje Marlena, Dorcas i Mary.
-Moim zdaniem nie wpadną na Dorcas. Ona jest zbyt cicha.
Na pewno ją odrzucą.
-No nie wiem. W końcu Remus widzi trochę lepiej od reszty.
Myślisz że nie zauważył że Dorcas robi się czerwona jak burak
gdy Syriusz coś do niej mówi?
-Możliwe, ale z tym burakiem to trochę przesadziłaś.
-No może trochę.-Lily zachichotała
-Ale Remus nie jest taki. Nawet jeśli się czegoś domyślił to
nie powie tego Syriuszowi dopóki się nie upewni. Wiesz jaki
jest Black, sam umie żartować, jednak za dużo bierze
na poważnie.
-Chyba masz rację.-powiedziała i usiadła na podłodze opierając
głowę o ścianę.
-Więc zostaje tylko Marlena i Mary. Może masz rację że bardziej
im będzie pasować Mary, chociaż Marlena...No nie wiem.
-Nie, o Marlenie nie pomyślą. Syriusz uważa ją za poważną jak
na swój wiek za poważną
-Serio?-Lily pokiwała twierdząco głową siadając obok niej- Ale
to idiota! Przecież Marlena to cudowna dziewczyna. Zbyt
poważna? Wymyślił. A on za to jest jak na swój wiek za
dziecinny-powiedziała Alicja po czym obie zachichotały- więc
zostaje Mary.-westchnęła-Ale tym będziemy martwić się później.
-Nie będzie się czym martwić. Jeżeli tylko Syriusz zapyta się jej czy będzie o niego zazdrosna to już ona załatwi całą sprawę za nas.
-Masz racje. Syriusz to ślepy głupek, dlatego nic się nie wyda.
-Nawet jeśli by się wydało to Dorcas byłaby raczej nam wdzięczna.
-Co?
-Powiedziała mi że wolałaby żeby on wiedział, ale sama nie ma dość odwagi aby mu powiedzieć.
-Ja jej nie rozumiem.
-Dlaczego?
-Twierdzi że łatwiej było by jej gdyby on wiedział. To dlaczego mu nie powie?
-Mówiłam ci już że nie ma odwagi. Po prostu boi się odrzucenia.
-Gówno prawda-Lily oszołomiona wyznaniem przyjaciółki popatrzyła na nią- gdyby naprawdę go kochała to by o niego walczyła. Bo tak się właśnie robi.
-Ona po prostu boi się odrzucenia. Boi się że Syriusz ją wyśmieje. Tak, wiem że to głupie-dodała napotykając pełne sprzeciwu spojrzenie Alicji.
-Ale to idiotyczne.  Ale już nie chce mi się o niej gadać. Ty lepiej powiedz co z Louisem? Coś od tygodnia już nie kręci się obok ciebie prawda?
Lily tylko pokiwała głową. Nie chciała o nim z Alicją rozmawiać. Jednak za długo znała Alicję , więc nawet nie miała cienia nadziei że uda jej się uniknąć rozmowy z nią na ten temat.
-Dlaczego? Przecież od początku roku łaził koło ciebie i wychodziliście gdzieś razem.-Alicja zaciekawiona spojrzała na Lily, na co ona oparła twarz o podkulone nogi i westchnęła.
-Cóż.... delikatnie mówiąc...powiedziałam mu żeby się odczepił.
-Serio?
-No może nie całkiem- i zaczęła opowiadać jak to po rozmowie z Dorcas zrozumiała że Louis może to widzieć w innym świetle, i żeby nie wyobrażał sobie za dużo postanowiła z nim porozmawiać.  Opowiedziała jak razem z Syriuszem i Jamesem poszli do biblioteki zrobić zadania, jak Syriusz wyszedł po jedzenie, jak przyszedł Louis, jak z nim rozmawiała i jak się zrobił agresywny. Nie była pewna czy dodać że to James jej pomógł, ale stwierdzając że i tak Alicja się zapyta kto więc postanowiła jej o tym powiedzieć.
Alicja słuchała tego z zainteresowaniem.
-Serio? Nie wiedziałam że Louis to taki świnia. Wyglądał na fajnego chłopaka. Ale musisz przyznać że ma bogatą wyobraźnie-zachichotała.
-Nie żartuj sobie z niego. Jest fajnym chłopakiem ale dla mnie był tylko kolegą. Nie wiem jak ja bym się zachowała gdyby on robił to co ja.
-Ale przecież ty niczego złego nie robiłaś. Pamiętasz jak rok temu Remus poszedł z tobą na przyjęcie u Slughorna? Przecież zaprosiłaś go ale nie wyobrażał sobie nie wiadomo czego. Po prostu traktował to po koleżeńsku.
-No tak. Ale wiesz jaki jest Remus.
-No tak. Jak na chłopaka to bardzo domyślny.
-No. A właśnie, ostatnio Slughorn pytał czy przyjdę na herbatę do tego Klubu Ślimaka-westchnęła Lily. Przyjęcia u profesora Slughorna były jedynymi imprezami za którymi nikt nie przepadał. Oczywiście z racji grzeczności Lily nigdy nie odmawiała, ale robiła co mogła żeby grzecznie się z tego wykręcić.
-No ale chyba nie musisz iść? Co nie? To nie jest obowiązkowe.
-No nie jest. Ale pamiętasz w tamtym roku byłam tylko na jednym właśnie z Remusem. Z pozostałych jakoś się wykręciłam. A tym razem powiedział że ustali termin razem ze mną żeby nic mi nie wypadło.
-No to koniec-zachichotała Alicja
-No i z czego się śmiejesz? To nie ma się z czego śmiać.
-Przepraszam-powiedziała Alicja z trudem zachowując powagę.
-I z kim ja mam tam pójść?
-Ale przecież na herbatki czy podwieczorki nie musisz przyjść z kimś prawda?
-No właściwie to tak, ale tym razem na święta ktoś tam nie może przyjechać i przesunął ten cały swój świąteczny bal czy przyjęcie teraz.
-No to masz problem. Naprawdę nie możesz się od tego wymigać? Nie wiem, może zachorujesz, albo złamiesz nogę. Cokolwiek.
-No raczej nie. Przez cały miesiąc nie będę chorowała, a Slughorn powiedział że ustali taki termin żeby wszystkim pasowało.
-No to idź z Remusem. Tak jak ostatnio.
-No raczej nie bardzo.-zawahała się. Tylko ona z dziewczyn znała sekret Remusa, a dopóki nie było wyznaczonego terminu Remus nie mógł jej zapewnić że na pewno przyjdzie. Nie wiedziała tylko jak wytłumaczyć  to Alice, nie zdradzając niczego.-Wiesz...Pytałam się jego, ale nie jest pewny. No wiesz jego mama choruje i w każdej chwili może będzie musiał do niej jechać.
-To w takim razie idź z Syriuszem. On na pewno sobie niczego nie wymyśli a przynajmniej nie będziesz się nudzić.
-Nudzić może bym się nie nudziła, ale nie chcę tego robić Dorcas.
-Czego? Przecież ona doskonale wie że z Syriuszem jesteście tylko przyjaciółmi.
-No tak, ale ona i tak już musi się męczyć gdy widzi Syriusza z innymi dziewczynami. Nie chcę jej jeszcze bardziej dokładać.
-To głupie ale jak chcesz. W takim razie idź z Peterem.
-Z Peterem? Żartujesz? Przecież on by tylko tam jadł.
-Masz rację. Głupi pomysł. Więc zostaje tylko James.
-Nie ma mowy!
-Ale dlaczego? Nie masz z kim iść a on nadaje się znakomicie. Poza tym chyba wasze relacje po tym jak obronił cię przed Louisem znacznie się poprawiły.
-No niby tak. Ale przecież on zaraz wyobrażał by sobie nie wiadomo co. Wiesz jaki on jest.
-Raczej jaki był. Nie widzisz że się zmienił? Dla ciebie. Wydoroślał.
-Ja mu nie kazałam niczego zmieniać. Jeśli to zrobił to sam dla siebie. Koniec tematu. Z Jamesem na pewno nigdzie nie idę! Lepiej już chodźmy. I tak mamy szczęście że jeszcze żaden nauczyciel tu nie wpadł.-powiedziała Lily podnosząc się i podając rękę Alicji.
W pokoju siedział tylko Syriusz i James.
-No nareszcie przyszłyście. Już miałyśmy iść was szukać. Co was tak długo zatrzymało?-zapytał Syriusz
-Yyy...-zawahała się Lily-no okazało się że ręcznik zostawiłam w łazience aż koło sali do zaklęć i dlatego musiałyśmy po kolei przeszukać każdą-doskonale wiedziała że się na to nie nabiorą ale nic innego nie wpadło jej do głowy.
-W takim razie gdzie macie ten ręcznik?-Syriusz podejrzliwie spojrzał na puste ręce dziewczyn
-Widzisz Lily widocznie musiałyśmy go gdzieś po drodze zgubić.-Alicja starała się uratować sytuację obróceniem wszystkiego w żart
-No popatrz. Jutro będziemy musiały iść jeszcze raz.
-Ja z tobą nigdzie nie idę. Nachodziłyśmy się tyle a ty zapomniałaś tego głupiego ręcznika?
Lily z trudem stłumiła śmiech i pozbierała swoje książki i pergaminy.
-Ten ręcznik wcale nie jest głupi.-zawołała Lily- Dobranoc -zwróciła się do chłopaków i wbiegła na schody prowadzące do dormitorium dziewcząt. Alicja pobiegła za nią i jeszcze przez kilka sekund było słychać ich kłótnie która ucichła gdy weszły do swojego dormitorium.
-Jak myślisz nabrali się?-szepnęła Lily gdy już znalazły się w dormitorium.
-No co ty. Aż tacy głupi to nie są. Ale przynajmniej nas nie zatrzymali.-odpowiedziała Alicja ściągając szatę, było już bowiem po północy.-Ja pierwsza zajmuję łazienkę.
-Tylko się pośpiesz.-zawołała za nią trochę za głośno i obudziła Marlenę.
-Zwariowałyście?-szepnęła Marlena i zakryła głowę kołdrą.
-Przepraszam.

Lily ogarnęła bałagan na swoim łózko. Rano zaspała, a skutkiem tego było zbyt szybkie poszukiwanie ubrań i książek co teraz widziała na łóżku. Książki leżały pomieszane z ubraniami i porozwalanymi pergaminami z notatkami z lekcji. Na rogu łóżka wylany był zielony atrament który plamił prześcieradło i materac. Kołdra zwinięta z mugolską suszarką (nie wiedziała kiedy mama jej to spakowała, zapamiętując że na drugi rok nie dopuści je do swojego kufra) leżała na podłodze przy łóżku, a kilka kolorowych poduszek tworzyło średniej wielkości stos koło kufra.
Z westchnieniem zabrała się za sprzątanie. Wypowiedziawszy odpowiednie zaklęcie machnęła różdżką pozbywawszy się zielonej plamy z atramentu. Z racji że przez jedenaście lat nie wiedziała w ogóle co to jest magia i radziła sobie bez niej, toteż odłożyła różdżkę i zabrała się do dalszego sprzątania. Po doprowadzeniu łóżka do względnego ładu, wszystkie ciuchy poskładała w kufrze. Książki ułożyła na półce razem z notatkami i kałamarzem z atramentem. Zajęło jej to mniej czasu niż przypuszczała, więc zaczęła sobie przygotowywać rzeczy potrzebne na zebranie Perfektów które zwołała McGonagall.
Mimo że już trzy razy przeszukała swoje łóżko, półki, kufer i podłogę nie znalazła swojej odznaki.
-Alicja?-podeszła pod drzwi łazienki i szepnęła cicho pamiętając że reszta współlokatorek już dawno śpi.
-Już kończę jeszcze chwilę.
-Nie o to mi chodzi. Nie mogę znaleźć swojej odznaki.
-Zgubiłaś ją?
-No pewnie tak, tylko nie wiem gdzie. Tu w pokoju jej nie ma. Sprawdzałam wszędzie.
-Pod łóżkiem też?
-Też. Zobacz czy nie ma jej w łazience.
-Nie.
-Cholera jasna. Jutro o jedenastej mam spotkanie perfektów.
-To faktycznie masakra. Idź zobaczyć na dół. Może w Pokoju Wspólnym zostawiłaś.
-Wątpię.
-Ale możesz iść sprawdzić. Jak nie będzie to poszukamy jej jeszcze jutro rano.
-Dobra idę.
Zeszła po krętych schodach i ogarnęła wzrokiem oświetlony dogasającymi płomieniami ognia w kominku i kilkoma lampkami pokój. Wiedziała że raczej tu jej nie będzie, pamiętała bowiem że odznakę miała przypiętą do szaty, a gdy była tutaj przedtem to szatę zostawiła w dormitorium, gdyby jednak miała tu być to mogła być wszędzie. I na podłodze, i na fotelach albo sofie a może  nawet pod meblami. Mogła również być na stolikach i koło kominka. Słowem wszędzie.
Z westchnięciem podeszła do stołu i zaczęła poszukiwania. Poprzewracała pozostawione przez gryfonów książki, zajrzała również pod stoliki. Przeglądnęła wszystkie zakamarki i poduszki na brązowej sofie i fotelach, jednak nic z tego. Zrezygnowana postanowiła zakończyć poszukiwania na kominku. Idąc w jego stronę potknęła się o leżącą na ziemi poduszkę i zachwiała. Nie upadła jednak gdyż zdążyła złapać się blatu stołu jednak przewróciła krzesło które z głośnym hukiem spadło na podłogę.
-Cholera jasna.-podniosła krzesło i powróciła do poszukiwań.
Nagle ktoś dotknął jej ramienia. Obróciła się przerażona i zobaczyła Jamesa.
-Na Merlina ale mnie wystraszyłeś!
-Przepraszam nie chciałem-powiedział lekko zmieszany-Co ty tu robisz?
-Szukam odznaki gdzieś ją zapodziałam. Obudziłam cię?
-Nie, nie spałem.
Zapadła trochę krępująca cisza. Lily podeszła do parapetu i podniosła długie zasłony patrząc do kątów.
-Zapomniałaś różdżki czy zaklęcia?
-Co?-zapytała trochę zagubiona Lily. Nie mogła zrozumieć sensu tego pytania. Przecież mówiła mu że zgubiła odznakę a nie różdżkę.
James patrzył na nią z zachwyceniem. Przez odsłonięte okno wpadało blade światło księżyca i oświetlało jej kremową twarz. Zieleń oczu idealnie pasowała do różowych ust. Włosy miała splecione w niedbały warkocz który ozdabiała przypięta z boku srebrna kokardka. James w tej chwili zapomniał o wszystkim podziwiając tylko piękno dziewczyny. Do rzeczywistości przywołał go jej głos.
-Co?-powtórzyła Lily zaniepokojona wyrazem twarzy Jamesa.
-Aaa.. Nie sądzisz że z magią było by prościej? Accio odznaka.-powiedział i w tej samej chwili z spod dywanu uniosła się złota odznaka Perfekta i wylądowała na ręce Jamesa, który oddał ją Lily
-No tak, dużo prościej, ale przez jedenaście lat nie używałam magii i teraz w niektórych sytuacjach po prostu o niej zapominam. Dzięki.
-Nie ma sprawy.
Miała już iść gdy James zatrzymał ją na schodach.
-Lily...to przyjedziesz do mnie na Sylwester?
-Wiesz, jak będę miała się czym dostać to przyjadę.
-To świetnie...To znaczy coś z Syriuszem wymyślimy.
-Dobrze. To zdaję się na was. Dobranoc.-powiedziała i zniknęła na schodach.
-Dobranoc-szepnął

Weekend minął dość szybko i w poniedziałek znowu zaczęły się lekcje. Deszcz już przestał padać a przez zachmurzone niebo przenikały przefiltrowane promienie słońca i oświetlały mokry trawnik. Zmiana pogody poprawiła uczniom humor i z większym entuzjazmem rozpoczynali nowy tydzień nauki.

W wielkiej sali trwało śniadanie gdy przyleciały sowy z pocztą. Zrobiło się jeszcze bardziej głośno jednak żadnego z siedzących przy stole nauczycieli to nie zaalarmowało. Chociaż nie byli w pełnym składzie każdy uczeń dostrzegł że wszyscy mieli ten sam paskudny humor mimo poprawy pogody. Kilka bez zaangażowania grzebało widelcem w jajecznicy albo mieszało herbatę. Profesor McGonagall i Dumbledore ze smutkiem obserwowało wciąż zapełniający się uczniami stół Gryffindoru wyraźnie na kogoś czekając. Jednak nikt się tym nie przejmował. Każdy był pochłonięty albo śniadaniem, albo czytaniem Proroka Codziennego lub Czarownicy. Humorem profesorów nikt się nie przejmował. Żaden uczeń nie zauważył że gdy weszła do sali rudowłosa gryfonka Dumbledore podniósł się ale McGonagall chwyciła go za ramię
-Daj jej spokojnie zjeść śniadanie-pokiwała głową przecząco

Lily razem z Alicją do Wielkiej Sali weszły prawie na końcu. Usiadły przy rozgadanym stole i nalały sobie soku.
-Ale masakra-powiedział Remus
-Co się stało?-zapytała Lily biorąc do ręki grzankę.
-Wczoraj w Londynie zawalił się ten główny most.
-Jak to? Sam z siebie nie mógł tak po prostu się zawalić. Przecież to była solidna konstrukcja.
-Przypuszczają że jest to sprawka śmierciożerców.
-Ktoś zginął?
-No około pięciuset ludzi. Głównie mugoli. Jutro ma się ukazać lista.
-To straszne. Czemu nikt nie ukarze tych śmierciożerców? Przecież ministerstwo ma tylu ludzi.
-Lily to nie takie proste. Ministerstwo straciło kontrolę nad tym wszystkim jeżeli kiedykolwiek ją miało. To wszystko to sprawka śmierciożerców. Te porwania, zniknięcia, morderstwa i katastrofy takie jak ta wczoraj to ich sprawka. Są silni, silniejsi niż Ministerstwo.
-I nie da rady nic zrobić? Jakoś ich powstrzymać? Przecież to niedopuszczalne żeby tak bezkarnie zabijali i robili co tylko im się podoba.-oburzyła się
-Skoro nic nie robią to chyba się nie da.

Śniadanie już się kończyło kiedy dyrektor wstał od stołu. Nie skierował się jednak do bocznego wyjścia z którego było znacznie krócej do jego gabinetu, tylko ruszył środkiem i zatrzymał się w połowie stołu gryfonów.
-Lily? Możemy porozmawiać-zatrzymał ją gdy razem z przyjaciółkami wstawała od stołu
-Dobrze, a coś się stało?
-Chodźmy do mojego gabinetu.-powiedział a następnie zwrócił się do Alicji-gdyby jakiś profesor się pytał to powiedzcie że Lily jest ze mną.
-Dobrze.-Alicja była zdziwiona tą prośbą dyrektora, bo nic z niej nie rozumiała. Wzięła od Lily jej pracę na pierwszą lekcję i razem z Marleną i Dorcas wyszła z sali.

Lekcje już się zaczęły więc korytarze świeciły pustkami. Droga do gabinetu dyrektora w krępującej ciszy bardzo się jej dłużyła. Gdy wreszcie doszli gabinet nie był pusty. Przy biurku stała McGonagall i Slughorn. Patrzyli na nią tak współczująco że zaczęła się obawiać że coś przeskrobała. W końcu po co Dumbledorowi trzeba kogoś do rozwiązania problemów z uczniami.
-Lily-zaczął Dumbledore, jednak z jego głosu zniknęła ta przekonująca moc, siła i potęga dzięki której wzbudzał szacunek wszystkich uczniów. Wydawało jej się że się zawahał. Nie wiedział co ma powiedzieć.-Wiesz...Czytałaś może o tym wypadku w Londynie?
-Tak, to znaczy Remus mi mówił. Podobno to sprawa śmierciożerców.
-Tak.
-Wie już pan ilu ludzi zginęło?
Nie odpowiedział jednak na jej pytanie. Wpatrywał się w nią jakby chciał zobaczyć coś czego jednocześnie nie chciał widzieć. Bał się spojrzeć jej w oczy.
-Wtedy...-powoli zaczął-gdy zawalił się ten most...wtedy po nim jechali twoi rodzice...-urwał dokładnie ją obserwując
Czuła tak jakby głos Dumbledora był przesyłany przez jakieś urządzenie. Dopiero po kilkunastu sekundach doszedł do niej sens tych słów.
Profesorowie oczekiwali łez, szlochu, jakichkolwiek objawów rozpaczania. Ona jednak nie ruszyła się nawet o milimetr. Wpatrywała się w dyrektora chcąc zrozumieć dlaczego tak podle ją traktuje. Dlaczego tak z niej żartuje, dlaczego ją okłamuje. Może to jakieś badanie, jakiś test psychologiczny? Wszystkie te teorie wydawały jej się absurdalne, niemożliwe, niepasujące do Dumbledora. Postanowiła po prostu go zapytać.
-Dlaczego pan sobie ze mnie żartuje?-zapytała głosem pełnym oburzenia i sprzeciwu
-Nie żartuję Lily, chciałbym ale nie... Tak mi przykro, naprawdę tak mi przykro...
Wtedy do niej dotarło. Nie kłamali. Nie żartowali z niej. To dlatego była tu McGonagall i Slughorn. Myśleli że się popłacze. To dlatego Dumbledore tak się mieszał. Jej rodzice naprawdę nie żyją. Zginęli. Spadli razem z tym mostem. Przykryła dłonią usta powstrzymując łzy.
-To niemożliwe.-szepnęła
-Przykro mi Lily.
-To niemożliwe.-powtórzyła.-Ja...ja pójdę do dormitorium.
Nie czekała na pozwolenie. Na automatycznych schodach zjechała na korytarz a potem puściła się biegiem. Nie wiedziała dokąd. Po prostu biegła. Straciła orientacje. 
Ten ciągły bieg ją zmęczył, jednak dzięki sapaniu nie słyszała własnych myśli. Skupiła się na tym tylko żeby sapanie było jak najgłośniejsze. Żeby całkowicie wszystko zagłuszało. Przyśpieszyła. Łzy spływały po twarzy. Wybiegła na pole. Mokry trawnik zabrudził jej końce szaty a mżawka która zaczęła padać powoli moczyła jej włosy. W końcu po morderczym tempie jaki sobie narzuciła usiadła koło jeziora pod drzewem.
Teraz już nic nie zagłuszało jej myśli.
"Oni nie żyją. Oni naprawę nie żyją...Ich już nie ma. Zostałam sama. Ja...i Petunia. Przecież ona teraz jest we Włoszech....na jakiejś wycieczce...Nie wie. Zostałam sama...."
Już niczego nie powstrzymywała ani łez ani głośnego szlochu. Rozpłakała się.
Nie wiedziała ile tam siedziała pod tym drzewem. Może godzinę, może pięć minut?
Wiedziała że teraz to na niej spoczywa wszystko,...Petunii nie ma...więc to ona będzie musiała zając się pogrzebem...powiadomić rodzinę. Starała się nie myśleć co przy organizacji pogrzebu będzie musiała zrobić, jak bardzo ją zaboli gdy zobaczy martwe ciała rodziców. W końcu wstała i otarła wilgotnym rękawem łzy. Powoli skierowała się do dormitorium. W pokoju wspólnym jednak czekał na nią Dumbledore.
-Muszę pojechać do domu-oznajmiła bezbarwnym głosem-moja siostra jest teraz we Włoszech. Ja muszę się wszystkim zająć, pogrzebem, wszystkich powiadomić...
-Dobrze. Idź się spakuj a ja przygotuję świstoklik. Gdy będziesz gotowa przyjdź do mojego gabinetu.
-Dobrze.
Weszła do dormitorium i poszła do łazienki. Przyjrzała się w lustrze. Włosy były mokre, kilka kosmyków poprzylepiało jej się do twarzy. Oczy miała zaczerwienione a szatę pobrudzoną. Była z siebie dumna, że nie rozpłakała się przy Dumbledorze, jednak teraz już nie miała w sobie tyle samozaparcia i rozpłakała się. Usiadła pod ścianą i dotknęła policzkiem zimnej płytki. Nie wyobrażała sobie co teraz zrobi. Nie miała pojęcia jak sobie sama poradzi. Dziwiło ją jedno, mimo że czuła jakby w sercu miała wielką dziurę, pustkę to ból wcale nie ustępował. Żal do wszystkiego i do wszystkich ciągle się powiększał. Nadal płacząc wzięła szybki, gorący prysznic i makijażem doprowadziła swoją morką i zaczerwienioną twarz do ładu. Po wyjściu z łazienki spakowała za pomocą różdżki żeby było szybciej ubrania i kosmetyki, a potem pomniejszyła go i włożyła do małej torebki razem z pieniędzmi. Gdy już miała wychodzić przypomniała sobie o dziewczynach. Mają prawo wiedzieć co się z nią dzieje. Będą się martwić. Wzięła pergamin i pióro i napisała.

Przepraszam was ale jak to przeczytacie to pewnie
będę już w domu. Chcę wam tylko powiedzieć że
w tym  wypadku w Londynie zginęli moi rodzice. 
           Nie wiem kiedy wrócę.
                        Lily



Otarła łzy, jednak już kilka zdążyło zamoczyć pergamin, położyła go na łóżku Alicji, wzięła torebkę i wyszła z dormitorium. Wyszła spróbować posklejać swoje życie które w jednej sekundzie rozsypało się na milion kawałków....


Głosuj (0)

gladys21 21:19:17 9/02/2012 [Powrót] Komentuj



Hej, przybyłam na Twego bloga z powodu prostego: zostawiłaś u mnie komentarz, a że opowiadanie jest w tematyce, którą bardzo lubię to postanowiłam przeczytać wszystkie rozdziały ;). Jak zwykle nie wiem od czego zacząć... może od tego, że wkurza mnie Lily... może i ma te swoje powody, dlaczego nie lubi Jamesa: bo obrażał jej przyjaciela, który teraz nim już nie jest, bo trochę jest za bardzo natarczywy, ale to w gruncie rzeczy naprawdę fajny chłopak ;). Widać, że cudowny przyjaciel i osoba z wielkim poczuciem humoru, i dość odważna oraz uparta :P (w końcu ile można się uganiać za dziewczyną, w dodatku, słysząc cały czas odmowy :P, ale on się nie poddał i bardzo dobrze! Powstanie Harry dzięki temu :D). Czasem jej powody nie są do końca zrozumiałe... niby czemu miała się wydrzeć na niego, kiedy to ONA się przewróciła na niego, a on jej pomógł, jakby się podnieść... Nie dziwię się, że jest zazdrosny, bo to normalne, jeżeli na kimś nam zależy... może nie powinien robić awantury z tego powodu Lily no, ale... Jamesa się nie zmieni ;P. Jej... ile koleżanek stworzyłaś Evans :D. Nie lubię Mary... bo nie lubi Jamesa :D, no a tak na serio to też dlatego, że bez powodu praktycznie go nie lubi, co mi się nie podoba :P. Może, gdyby Dorcas wyjawiła swoje uczucia Syriuszowi... może coś by z tego było? Ale tego nie wiadomo. Potter znowu chcę zdobyć sympatię Lily i chyba takie stopniowe postępowanie może być sukcesem ;). Luois (nie mam pamięci do imion, przepraszam :P) faktycznie sobie za wiele wyobrażał, więc dobrze, że tak się stało. A to, co próbował zrobić dało szansę Jamesowi na zdobycie sympatii Evans :P. Hm... Lily swoją drogą szybko się zwierza obcym... troszkę mnie też zdziwiło, że nazwała chłopaka przyjacielem po paru dniach... Szkoda, że jej rodzice umarli i na pewno uroni łzy, kiedy zobaczy ich martwych... swoją drogą straszny widok, nie lubię pogrzebów (co jest normalne). Zastanawia mnie jeszcze sylwester i czy coś się ciekawego tam wydarzy ;). Nie ukrywam, że wolałabym jakbyś pisała na Onecie no, ale Twój wybór, a ta strona nie jest taka zła. Zauważyłam, że zapominasz o przecinkach w najprostszych miejscach... poczytaj sobie o tym w słowniku ;). Pozdrawiam ;). Granice-sprawiedliwosci.blog.onet.pl
Olka 21:53:09 10/02/2012
apn-77-115-181-244.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 77.115.181.244

Witaj:) Kojarzysz mnie pewnie z bloga walka-uczuc.blogspot.pl Chciałaś żebym Cię powiadamiała o nowych rozdziałach. Dlatego też mam prośbę, powiadamianie z blogach jest uciążliwe, dlatego postanowiłam to robić na GG. Napisz pod numer - 37919891 i podaj swój nick. Bardzo bym prosiła, ułatwisz mi życie. A za czytanie Twojego opowiadania wezmę się za niedługo ;)
Untouched 12:39:02 10/02/2012
brak hosta | brak www IP: 194.181.245.189

;o ! ; o! ; o!!!!
Jak ona sobie teraz poradzi? Jak będzie mieszkać w wakacje?! Petunia ją weźmie pod opiekę?! Jakoś sobie tego nie wyobrażam.. Jak przeczytałam wstęp, to pomyślałam , że matka Lily umarła, ale że ojciec?!
Dodaj nową notkę , proszę,!!
sharonmorgan.blog.onet.pl 23:08:49 9/02/2012
213-146-43-28.ip.netia.com.pl | brak www IP: 213.146.43.28