Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
7. "Nie jesteś sama"
Strona Główna





Licznik

20989

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



7. "Nie jesteś sama"

Dodaję następną notkę, przepraszam, że tak późno, ale z tych wszystkich dodanych i nadal wcześniej napisanych rozdziałów tylko w niej wprowadziłam zmiany. Nie są one jakieś znaczne. I na pewno nie mogą być moją wymówką. Ale jest nią niezapowiedziany wyjazd, przez co wczoraj naprawdę nie miałam możliwości nawet odwiedzenia bloga.

Tak wiem, że ortografia i interpunkcja w tym opowiadaniu nie jest najlepsza i pozostawia wiele do życzenia. Co do ich zasad, to oznajmiam wam, że je wszystkie znam, ale niestety nie mam czasu ich wszystkich zastosować w praktyce. Taka już jestem-ważniejsza jest dla mnie treść niż przecinki. No ale myślę, że dociekliwi zauważą, że w tym rozdziale pojawiło się znacznie mniej błędów, przynajmniej mam taką nadzieję.

Dziękuję za wszystkie komentarze i proszę o więcej)

Miłego czytania i komentowania

Pozdrawiam,

Nadziejaserce

 

 

 

Człowiek musi się stać 

 

samotnym,

 

albowiem dopiero wtedy 


spostrzeże,


że nie jest sam, że nigdy nie


był sam.

Wiktor Frankl


 

 

W Hogwarcie lekcje już dawno się skończyły i większość uczniów zaszyła się w bibliotece. Razem z początkiem tygodnia przyszła nowa porcja zadań do odrobienia i czy tego chcieli czy też nie większość poniedziałkowego popołudnia spędzili w wiecznie zakurzonym pomieszczeniu. W stoliku na końcu sali, tam gdzie ostatnio siedział James z Remusem i Mary. Nie mieli jednak ochoty na naukę. Co prawda Remus przeglądał już kolejną książkę o eliksirach na które mieli napisać wypracowanie o skuteczności różnych antidotów jednak robił to bez ani odrobiny zainteresowania. James rysował piórem rozmaite ślaczki na swoim pergaminie, a Mary oparła twarz na dłoniach i wpatrywała się w stary obraz wiszący przed nią. W tym samym czasie Alicja razem z Dorcas szukały Lily. Od śniadania, gdy poszła z dyrektorem nie widziały jej i zaczynały się martwić. Przeszukały już łazienki i sowiarnię, puste klasy, bibliotekę, Wielką Salę, Pokój Wspólny, dormitorium, nawet lochy i kuchnię oraz mimo padającego znowu deszczu odwiedziły zielarnie i chatkę Hagrida. Nigdzie jej nie było. Zrezygnowane udały się do biblioteki.
-I co?-zapytał James kiedy wyłoniły się zza regałów
-Nic. Nigdzie jej nie ma.-Westchnęła Alicja i z westchnięciem opadła na krzesło.-Dużo tego na jutro mamy?-zapytała Remusa
-No trochę. Nic nie mogę znaleźć na eliksiry. Przydałaby się Lily.
-Ale przecież musi być na terenie zamku.
-A byłyście u Dumbledora? W końcu to z nim gdzieś rano poszła.
-Byłyśmy. Ale ta chimera powiedziała że nie ma go w gabinecie. A McGonagall powiedziała że jest w Ministerstwie i nie wiadomo kiedy wróci.
-A ją pytaliście o Lily?
-Tak ale nic nie powiedziała.
-Właściwie to powiedziała-zaprzeczyła jej Dorcas-W ogóle zachowywała się bardzo dziwnie. Gdy zapytałyśmy się ją o Lily to westchnęła i powiedziała że jej jest bardzo przykro.
-Serio?
-No. Odeszła mówiąc do siebie że spotkała ją wielka tragedia.
-Ale co się mogło stać?
-Nie mam pojęcia-powiedziała Alicja patrząc na stosik otwartych książek-musimy się do tego zabrać, mam zamiar dzisiaj iść spać.
-Nooo-zgodziła się z nią reszta i zabrała się do pracy.

Świstoklik zabrał ją do Dziurawego Kotła. Stamtąd powoli skierowała się w kierunku mugolskiego szpitala w którym były ciała jej rodziców. Musiała je zidentyfikować. Na razie starała się o tym nie myśleć. Nie chciała rozpłakać się na środku ulicy, a była pewna że jeżeli raz zacznie to nie będzie miała siły się opanować. Po drodze znalazła budkę telefoniczną i z niej z trudem powstrzymując łzy zadzwoniła do wszystkich ciotek i kuzynów. Nie było ich wiele. Jedna mieszkała we Francji, była to siostra mamy i tylko ona oprócz rodziców i Petunii wiedziała o tym że uczy się w Hogwarcie. Druga mieszkała w Grecji, a trzecia we Włoszech. Właśnie do niej pojechała Petunia. Oprócz tego jakiś jaj bardzo daleki kuzyn mieszkał w Bułgarii. Zadzwoniła oprócz tego do kilku znajomych rodziców których numery pamiętała. Starała się powstrzymać szloch ale nie wychodziło jej to najlepiej. Wszyscy reagowali tak samo: najpierw kilka minut ciszy, potem okrzyki że to straszne i pytania czy trzeba jej w czymś pomóc, a na koniec gorące zapewnienia że zrobią wszystko co w ich mocy aby przyjechać na pogrzeb. Jeśli o nią chodziło to nikt nie musiał przyjeżdżać. Wołała siedzieć w pustym domu przed telewizorem z chipsami i użalać się nad sobą. Teraz jednak szybko mrugała oczami aby powstrzymać łzy. Odetchnęła z ulgą gdy zadzwoniła już do wszystkich. Nigdzie się nie śpiesząc skierowała się w stronę szpitala po drodze zahaczając o kwiaciarnię.
Przez całą drogę do głównego szpitala tliła w niej się nadzieja, że jednak rodzice nie przejeżdżali wtedy przez ten most. Mogli gdzieś wyjechać. To, że nie było ich w domu było prawdą. Zaraz w ministerstwie dzwoniła do domu. Nikogo nie zastała. Zawsze mogli jednak pojechać do jakiejś znajomej czy sklepu za miastem, albo udali się na wycieczkę. Gdziekolwiek. Wiedziała, że to mało prawdopodobne, ale w tej chwili mocno w to wierzyła. Dopiero w szpitalu gdy zobaczyła ich martwe ciała dotarło do niej, że to wszystko co najpierw było dla niej koszmarem, jest beznadziejną rzeczywistością. Nie płakała. Pustka w jej sercu gwałtownie się powiększyła. Była pewna, że gdy ktoś strzelił do niej z mugolskiego pistoletu to kula przeleciała by przez serce i wyleciała przez plecy. Nic już nie czuła. Pustka. Bez słowa kiwnęła głową potwierdzając tożsamość ciał i wyszła ze szpitala. Nie wzięła od pielęgniarki żadnych środków uspokajających. Po prostu wyszła bez słowa. Do domu szła już dość szybko, nie chciała się bowiem zatrzymać gdyż nie była pewna czy da rade opanować płacz. W połowie drogi zatrzymała się. Zapomniała iść do jakiegoś zakładu pogrzebowego czy podobnej instytucji, żeby zajęła się pogrzebem. Obróciła się napięcie i znowu skierowała się w stronę miasta niż przystanku.
Była z siebie dumna. Nie rozpłakała się nigdzie. Ani w szpitalu, ani w jakimś dziwnym budynku gdzie została skierowana przez otyłą kobietę kiedy musiała tłumaczyć, że chociaż jest niepełnoletnia to ona musi zorganizować pogrzeb. Ani w autobusie gdy wracała do domu. Trochę czasu zajęło jej znalezienie kluczy w torebce w której miała pomniejszony kufer, książki i parasolkę. Przez ten cały czas była obojętna. Obojętna na wszystko. Przez tę powłoką obojętności nic się nie przebijało. Dopiero gdy weszła do domu, do korytarza w którym nieraz stała z rodzicami, salonu w którym siedziała z nimi oglądając telewizję nadszedł ból. Usiadła pod ścianą, obieła kolana rękami, zwiesiła głowę i zaczęła płakać. Już nie powstrzymywała łez. Pozwoliła by ściekały po jej twarzy mocząc spodnie, koszulkę i włosy. Nie była pewna ile tak siedzi. Po pewnym czasie podniosła się, wyjęła pomniejszone chipsy zakupione wcześniej z torebki i nasypała je do miski. Nalała sobie soku, biorąc karton i miskę ze sobą do pokoju i usiadła na sofie. Z kufra wyciągnęła różdżkę i przywołała chusteczki, włączyła telewizor. Bez zainteresowania przeskakiwała z kanału na kanał. Łzy ciągle moczyły twarz choć co chwilę przecierała ją chusteczką. Wyglądała strasznie. Czarny tusz został zalany przez łzy i oszpecił jej oczy które zresztą były całe czerwone od wycierania. Wszędzie wokół leżały mokre chusteczki. Na stoliku wylał jej się sok i zabrudził serwetkę. Ona zaś leżała zwinięta na kanapie. Mroźny wiatr sprawił, że szczelniej zakryła się kocem, nie chciało jej się bowiem wstać i zamykać okno.


Napisanie wszystkich zadanych na jutro zadań zabrało im sporo czasu i dopiero po dziesiątej odłożyli pióra. Lily nadal nie było i coraz bardziej się martwili.
-Jej musiało coś się stać. Chodźmy ją jeszcze raz poszukajmy. Możemy też sprawdzić Zakazany Las.-zaproponował James
-Dobrze. Pójdę tylko jakiś sweter.-powiedziała Alicja i pobiegła do dormitorium.
Na jej łóżku leżała rzucona po obiedzie torba a po nią zielony sweter w fioletowe paski. Podniosła go i już miała iść gdy zauważyła kawałek pergaminu. Podniosła go i zaniemówiła. Po kilku sekundach wróciło jej czucie i zbiegła na dół.
-Już nie musimy jej szukać. Patrzcie.-szepnęła cicho i podała kartkę Remusowi który odczytał tekst na głos
-"Przepraszam was , ale jak to przeczytacie to pewnie będę już w domu. Chcę wam tylko powiedzieć, że w tym wypadku w Londynie zginęli moi rodzice. Nie wiem kiedy wrócę. Lily"
-O boże-szepnęła Dorcas.
-To straszne-powiedział Remus odrywając wzrok od mokrej od łez kartki.
-Musimy do niej jechać.-oznajmiła Alicja
-Nie ma szans, nie puszczą nas.-powiedział cicho Syriusz
-Nie wiem jak wy, ale ja idę się zapytać. Nie mam zamiaru tutaj stać bezczynnie.
-Czekaj pójdę z tobą.
Syriusz wstał i razem z Alicją zniknęli za zamykającym się już przejściem.
Reszta została niecierpliwie oczekując ich powrotu. Wreszcie, po kilkudziesięciu minutach wejście się otworzyło i weszli do Pokoju Wspólnego.
-I co?-zapytał James
-Dumbledore powiedział że możemy jechać, ale oczywiście nie wszyscy. Trzy, góra cztery osoby. Więc musimy uzgodnić kto pojedzie.
-Dumbledore już wrócił?
-Tak jakieś dwie godziny temu. Kazał nam przekazać kondolencje Lily. To kto pojedzie?
-Przecież to jasne. Pojadę ja, Alicja, Marlena i Dorcas- powiedziała szybko Mary
-A niby czemu?-oburzył się Syriusz
-Bo to my jesteśmy przyjaciółkami Lily!
-A my to co? Też jesteśmy jej przyjaciółmi!
-Przyjaciółmi? Daj spokój. Potrzebujecie jej tylko do pomocy przy eliksirach czy zaklęciach. Potem macie ją gdzieś.
-To nie prawda.
-Oczywiście że tak!
-A ty to niby co? Obmawiasz każdego kogo spotkasz. Doszukujesz się jego negatywnych cech i wykopujesz je choćby spod ziemi, żeby tylko być w kręgu zainteresowania. Nie zauważasz tylko swoich wad. Choć są widoczne z daleka. Nie jesteś godna być przyjaciółką Lily.
-Nie obrażaj mnie Black! Myślisz że ty za to jesteś święty? Przyjaźń to nie jest odpisywanie zadań ty...
-Dosyć!-krzyknęła Alicja.
Wszystkim ich kłótnia działała na nerwy, a w szczególności jej.
-Zachowujecie się jak dzieci.
Mary i Syriusz zwiesili głowę. Miała rację. Lily straciła rodziców a oni wykłócali się kto powinien do niej jechać. Zachowywali się żałośnie.
-Wy razem-odezwała się Marlena i zwróciła się do Mary i Syriusza-na pewno nigdzie nie pojedziecie. Nie mamy w nastroju słuchać tych waszych codziennych kłótni. Poza tym nie jestem pewna czy Lily chce aby ktokolwiek wiedział, że jej rodzice umarli więc  razie czego cała czwórka musi mieć jakiś pretekst wyjazdu. Z tego co wiem siostra Lily jest we Włoszech na jakiejś wycieczce, a jej najbliższa ciotka mieszka we Francji. Więc jeśli ktoś przyjedzie na ten pogrzeb to na pewno nie na jeden dzień, tylko Lily będzie musiała ich przenocować. A sama sobie z tym wszystkim nie da rady. Więc będzie potrzebny któryś z was-zwróciła się do Huncwotów-do przesuwania stołów czy choćby noszenia zakupów. Chociaż jeden, a najlepiej dwa. No i jeszcze kuchnia. Lily na pewno będzie w rozsypce więc trzeba oprócz wpierania jej się wszystkim zając, choćby dopilnowaniem tego, żeby zjadła. Więc musi jechać ta która ma jakieś pojęcie o gotowaniu. Więc jeszcze raz, kto jedzie?
Mary zwiesiła głowę. Dorcas również. Przez chwilę panowała cisza. W końcu odezwała się Mary.
-Niech Alicja jedzie z Dorcas. Ja z Marleną powiadomimy resztę gdyby ktoś się dopytywał gdzie jesteście.
-Dobrze. A co im powiecie?-zapytała Dorcas
-Może że Lily pojechała do domu bo jej mama zachorowała, a ty musiałaś odwiedzić kogoś u świętego Munga. Alicja pojechała do domu bo przyjechał jej ojciec i bardzo chciała się z nim zobaczyć. Może być?
-Myślę, że tak. Chyba, że Lily chciała by, żeby wszyscy znali prawdę to wyślę wam jej sową informację. A wy-zwróciła się do chłopców- wiecie już kto jedzie?
-Pojadę ja z Jamesem-odpowiedział Syriusz.
-Świetnie. Więc teraz pójdziemy się spakować i spotkamy się tutaj za dziesięć minut.

Po wyznaczonym na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy-nie byli pewni na jak długo będą Lilce potrzebni-spotkali się wszyscy w Pokoju Wspólnym.
-Powiedzcie jej że wszyscy się o nią martwimy i jej współczujemy. No i oczywiście będziemy robić co tylko się da, żeby pozwoli nam przyjechać chociaż na pogrzeb.-powiedziała cicho Marlena
-Oczywiście. Damy wam znać co i jak.-zapewniła Dorcas.
-A czym właściwie się tam dostaniecie?
-Świstoklikiem. Dumbledore powiedział, że przeniesiemy się gdzieś na stary plac zabaw na Tetty Way a z stamtąd będziemy musieli jakoś trafić do jej domu.-odpowiedział Syriusz
-No to idziemy.-powiedziała i zmniejszyła swój kufer, a następnie włożyła go do kieszeni płaszcza i wyszła. Reszta poszła w jej ślady.

Wylądowali na ponurym placu. Po prawej stronie wisiały na metalowej konstrukcji dwie huśtawki ruszane powiewami mroźnego wiatru. Na przeciwko stała zardzewiała zjeżdżalnia z wykrzywioną drabinką. Za nimi znajdowała się brudna piaskownica z błotem w środku zamiast piasku. Mrok i wiatr spowodował, że wzdrygnęli się na ten widok i jak najszybciej opuścili tak ponure miejsce. Dumbledore miał rację, tutaj nawet za dnia nie przychodził żaden mugol. Dzieciom zrobiono nowy plac zabaw na drugim końcu długiej ulicy, a tutaj nikt nie zaglądał. Mimo oświetlenia ulica wyglądała bardzo dziwnie. Wszystkie domu były jednakowe. Takie sama drzwi, okna, płoty i chodniki. Po jakiś dziesięciu minutach odnaleźli dom Lily. Na szczęście wszystkie budynki miały umieszczone w tym samym, widocznym miejscu numery, dlatego odnalezienie odpowiedniego nie zabrało im tyle czasu ile przypuszczali.
Światła były zaświecone, a przez uchylone okno było słychać odgłosy dochodzące z włączonego telewizora. Przez kilka sekund stali cicho pod drzwiami aż w końcu Alicja odważyła się zapukać.

Obudził ją natarczywy stukot. Otworzyła oczy i oślepiło ją jasne światło. Natychmiast je zamknęła. Zapomniała zgasić światło zanim zasnęła. Mimo zamkniętych powiek czuła na nich rażący blask więc odwróciła się i wtuliła twarz w poduszkę. Znowu ten stukot. Na nic się zdały próby otworzenia oczu i zidentyfikowania tajemniczego, nieprzyjemnego dźwięku. Nie wiedziała z czego on pochodził. Rzęsy miała posklejane jakąś tajemniczą substancją-najprawdopodobniej łzami i rozmytym tuszem-która utrudniała ich otwarcie. I znowu ten dźwięk. Skąd on pochodził. Wtulając twarz mocniej w poduszkę pomyślała, że może to sowa, więc odwróciła się do otworzonego okna, ale gdy niczego nie dostrzegła ponownie wtuliła twarz w poduszkę. I znowu ten stukot. Stawał się on coraz bardziej natarczywy, ale ona nawet nie podniosła głowy. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie miała siły wstać z sofy. Świadomość, że jej rodziców już nie ma działała jak magiczne węzły których w mungu używano do unieruchomienia wiercących się pacjentów. Nakryła się szczelniej, zacisnęła mocniej oczy i próbowała zignorować ten cały stukot który teraz wcale nie ucichał. Kilka minut minęło zanim zorientowała się, że To ktoś musi pukać do drzwi. Ktoś stoi przed drzwiami. Ona jednak nie miała ochoty nikogo widzieć. Zakryła sobie głowę kocem jakby ten gest miał być odmową wpuszczenia kogokolwiek w tej chwili do domu. Jednak jej gość nie zamierzał zrezygnować.
-Lily otwórz. To my.
Nie zidentyfikowała tego głosu. Chociaż była pewna, że kiedyś już go słyszała, jej mózg wolał teraz odpoczywać. Wyłączył się, a ponownie uruchomienie jego i skupienie swoich rozbieganych myśli na czymkolwiek sprawiało jej ogromne trudności. Umysł odrzucał jakąkolwiek myśl o wstaniu z tak wygodnej sofy i podejście do zimnego korytarza. A ona nie miała siły przeciwstawić się mu.
-Jacy my?-tylko na to się wysiliła próbując jednocześnie podnieść głowę.
-No my. Ja, Dorcas, Syriusz i James...
-O boże...-westchnęła i uniosła głowę i podniosła się wyżej na łokciach.
-Otworzysz?
-Yyy..tak...już...chwila...-powoli wstała i od razu odczuła zimno. Spojrzała przez uchylone okno. Było już ciemno i pojawiły się gwiazdy. Powoli podeszła do drzwi przecierając oczy. Strasznie ją piekły. 
Zastanawiała czy powinna się cieszyć z ich przyjazdu. Z jednej strony bardzo chciała się komuś wypłakać, wyżalić. Chciała się do kogoś przytulić, do kogoś kto by ją zrozumiał. A oni na pewno by ją zrozumieli. Ale z drugiej strony... no właśnie. Nie chciała żeby widzieli ją w takim stanie. Gdy była taka załamana. Jednak otworzyła. Gdy tylko weszli Alicja bez żadnych zbędnych słów mocno ją przytuliła. Tak jej tego brakowało. Zacisnęła oczy be się nie popłakać. Nie była pewna ile tak stali. Gdy tylko weszli do pokoju zrobiło się wszystkim zimno. Mocny wiatr który zaczął wiać na dworze otworzył okno na całą szerokość. Syriusz szybko poszedł je zamknąć.
-Lily coś ty tu robiła?-zapytała Dorcas patrząc na pokój. Wyglądał strasznie. Sok się wylał i ze stołu skapywał na dywan plamiąc go i serwetkę leżącą na stoliku. Miska z chipsami spadła z sofy na dywan, gdzie teraz leżały rozsypane. Przy samym wejściu do pokoju leżał otwarty kufer z którego część ubrań Lily wyciągnęła szukając różdżki która dziwnym trafem znalazła dopiero na spodzie kufra. Ubrania te leżały teraz w nieładzie na podłodze.
-Nie jest tak źle.-mruknęła i wzruszyła ramionami biorąc miskę do kuchni by ją umyć.
Weszła tu dzisiaj po raz pierwszy. Odkręciła wodę i zaczęła myć szklane naczynie gdy zobaczyła z boku dwa brudne kubki rodziców. Jeszcze wczoraj rano żyli. Pili kawę, jedli obiad. Na stole leżały jeszcze nieumyte talerze i rozłożona gazeta-widocznie się gdzieś spieszyli i mama nie zdążyła posprzątać. Ten widok podziałał na nią jak bodziec. Znowu do oczu napłynęły łzy. Z trudem usiadła na krześle i położyła głowę na stole. Nie udało jej się odepchnąć od niej tej myśli. Zginęli przez nią. Gdyby nie była przez prawie cały rok nie była tak daleko, była z nimi to może udało by się jej ich zatrzymać. Może wtedy nie wyszli by, nie jechali tym mostem, który zresztą nie zawalił się sam z siebie. "Przypuszczają że jest to sprawka śmierciożerców" powiedział Remus. Gdyby nie była czarownicą może by nie zginęli?  Miała wrażenie że  ten cały wypadek miał na celu zabicie tylko ich. Właśnie jej rodziców. Nie udało jej się dłużej powstrzymywać łez. Rozpłakała się. Chwile później znowu przytulała ją Alicja a ona głośno szlochała.
-Rozumiesz ja już nie mam nikogo. Oni zginęli...Ich już nie ma. Petunia mnie nienawidzi. Boże przecież gdybym nie pojechała do Hogwartu to oni mogli by żyć. Mogłam ich zatrzymać w domu. To wszystko moja wina!
-Nie myśl tak Lily. Nie mogłaś tego przewidzieć. Twoi rodzice na pewno nie maja do ciebie o to pretensji.-cicho powiedziała Alicja głaszcząc jej poplątane włosy
-Ale ich już nie ma-powiedziała i głośniej zaszlochała.
-Myślę że tam gdzie teraz są jest im lepiej. Są szczęśliwi. I jestem pewna że chcą abyś ty też była szczęśliwa. Nie chcą żebyś była smutna.
-Ale to nie powinno być tak. Oni powinni tu być ze mną. Być na moim ślubie, bawić się z wnukami. Powinni być ze mną... Jak ja mam bez nich żyć... Tak bardzo chcieli zobaczyć moje wyniki z OWT-emów. Ja tak bardzo chcę im je pokazać...Ja nie dam rady...
-Musisz. Musisz się podnieść dla nich. Żeby oni mogli być spokojni o ciebie. Dla siostry...
-Siostry...-przerwała jej i westchnęła-ja już nie mam siostry. Odkąd poszłam do Hogwartu. Nie widzisz że to wszystko przeze mnie? Gdybym została Petunia by się do mnie odzywała, rodzice by żyli. Wszystko przeze mnie.
-Nie prawda Lily...Nie myśl tak.
-A jak mam myśleć. Pewnie łatwo jest ci mnie pocieszać-powiedziała i wyrwała się z jej obięć kładąc głowę na stół.-Ty nadal masz rodziców, brata, Franka... a ja zostałam sama...Po co w ogóle tu przyjechaliście? Popatrzeć sobie jak płaczę? No tak to niecodzienny widok.-rzuciła i wytarła twarz dłonią. Dopiero teraz zobaczyła, że w kuchni jest nie tylko Alicja. Dorcas siedziała na krześle koło lodówki, a w drzwiach stał James z Syriuszem.
-Przyjechaliśmy żeby powiedzieć ci-odezwał się cicho James, podszedł do niej i chusteczką zaczął wycierać jej czerwone oczy- że nie jesteś sama. Że masz nas. Zawsze możesz na nas liczyć-spojrzał na nią czule.
Spuściła głowę i rękami przeczesała włosy.
-Wiem-szepnęła-dziękuję...


Głosuj (0)

gladys21 23:15:56 11/02/2012 [Powrót] Komentuj



A ja się pytam gdzie jest nowa notka?!
ktosiek 21:49:31 18/02/2012
brak hosta | brak www IP: 62.244.139.37

Jednak telefon to jest dobry wynalazek, bo tak musieli przeszukać całą szkołę i jeszcze parę miejsc na zewnątrz. Ale to widać, że się nią interesują i jednak ma przyjaciół, których można pozazdrościć ;). Też nie lubię płakać, okazywać tak jakby słabości, ale niestety czasem się nie da... i wtedy dobrze by było mieć kogoś, komu można się wypłakać. Wydaje mi się, że to Petunia powinna urządzić pogrzeb, bo to chyba ona jest starsza... ale w sumie nie wiem czy dobrze pamiętam. W głębi duszy wierzyłam w to, że pojedzie James i spełniło się moje życzenie ;). Nie lubię tej Mary... Syriusz dobrze jej powiedział. Owszem przyjaciel powinien być szczery, ale nie powinien wytykać samych wad przyjacielowi. Mi się wydaje, że przyjaciel to osoba m.in. taka, której nie przeszkadza nic w nas, a przynajmniej potrafimy się dogadać i można liczyć na tą osobę w każdej chwili. Nie wiem czemu, ale spodobał mi się ten opis starego placu zabaw... tak jakąś ponurością zawiało. No to Lily musiała się nieźle przespać i stracić świadomość, że nie rozpoznała dźwięku pukania do drzwi. Dobrze, że chociaż im otworzyła. Zgadzam się z tym, że nie powinna siebie winić za ich śmierć, bo nie wiedziała, co się może zdarzyć i to był wypadek. A po śmierci do nich dołączy. Podoba mi się wersja Jamesa, jako przyjaciela ;). Nie obraził się na nią za to, co powiedziała i wciąż próbuje być przyjacielem, choć on już jest, ale Evans musi się chyba o tym przekonać. Oj, tak... Lily będzie miała ślub i to z kim ;D z samym J. Potterem ;D i do tego dołączy jeszcze Harry jako syn. Wydaje mi się, że w książce było coś o tym, że Harry mógł porozmawiać ze swoimi rodzicami, ale nie jestem pewna.
A jeszcze chciałam powiedzieć, że prosiłaś mnie o informowanie Cię o nowych rozdziałach, ale ja Ciebie też w poprzednim komentarzu... a rozdział się u Ciebie pojawił, a mnie nie powiadomiłaś... więc nie wiem... choć z Twojego komentarza wynika, że może i przeczytałaś, ale nie napisałaś nic takiego, co miałoby to uzasadnić, więc nie wiem i proszę o odpowiedź. Granice-sprawiedliwosci.blog.onet.pl
Olka 23:25:31 17/02/2012
apn-46-169-202-17.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 46.169.202.17

Witaj :) Właśnie skończyłam czytać posty. Opowiadanie naprawdę mi się podoba, niby ta sama tematyka, ale jest inne niż wszystkie. To dobrze. Przeczytałam już tyle blogów, że mi się słowa kończą. Od zawsze miałam słabość do Lily i Rogacza. Wiec chłonęłam ten blog. Zapraszam na walka-uczuc.blogspot.pl Pozdrawiam :)
Untouched 12:09:59 17/02/2012
brak hosta | brak www IP: 194.181.245.189

piękna, smutna, wzruszająca notka. Czekam na kolejną. Mogłabyś mnie informować na moim blogu? Z góry dziękuję, bo bardzo się wciągnęłam w tą historię :)
sharonmorgan.blog.onet.pl 12:11:10 12/02/2012
77-255-239-92.adsl.inetia.pl | brak www IP: 77.255.239.92