Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
4. Powrót do domu
Strona Główna





Licznik

20991

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



4. Powrót do domu

 

No cóż, mogło być gorzej, ale

mogło też być dużo lepiej...

 

 

Nadziejaserce

Od ostatniego spotkania przyjaciół minęło czternaście dni. Lily i James dotrzymali swojego postanowienia i nie pisali do siebie. Oboje udawali że się nie znają co niepokoiło resztę przyjaciół. Za ich plecami konstruowali plan pod nazwą "Dla większego dobra". Jednak z racji odmiennych poglądów grupy byli w tym samym miejscu co na początku czyli"...musimy ich pogodzić! Oni zagrażają całemu Hogwartowi a w szczególności nam!" Słowa Syriusza mniej lub bardziej optymistycznie poparto i zabrano się do pracy. Jednak gdy po prawie dwóch tygodniach nic sensownego nie wymyślono, uzgodniono że będą interweniować tylko w ostatniej konieczności a w Hogwarcie będą starali się nie doprowadzić do ich spotkania. Co do zainteresowanych. Lilka jeszcze kilka razy była w Londynie i w parku wyczekiwała błękitnookiego chłopaka jednak już więcej się nie pojawił. Zachowanie Jamesa można określić słowem "normalnie", pomijając fakt że gdy tylko Syriusz wspomniał coś o Lily, on nieudolnie zmieniał temat. Przez niezbyt miłe zakończenie ostatniego spotkania już więcej razem się nie spotkali, mimo że Syriusz kilka razy próbował namówić na to wszystkich. Lilka zawsze kategorycznie odmawiała. Po raz pierwszy zgadzał się z nią James. Mary jako jedyna ze wszystkich była zadowolona z takiego obrotu sprawy i nie mogła zrozumieć w czym problem. Marlena jak zwykle nie wyrażała własnego zdania i czekała na to co los przyniesie. Dorcas trudno było się porozumieć z Syriuszem, a poza tym nie chciała się wtrącać w sprawy jak ona to określała "damsko-męskie". Alicja tak dla zasady nie zgadzała się z Syriuszem bo według niej zawsze on nigdy nie miał racji. Peter niczym się nie interesował. Remus wolał się nie mieszać w sprawy pomiędzy nimi. Syriusz który miał na co dzień kontakt z Jamesem(na początku wakacji uciekł z domu) starał się tak często jak tylko było to możliwe wspominać o Lily. I choć zawsze wzdychanie przyjaciela do niej okropnie go denerwowało i wszystkimi możliwymi sposobami starał się wybić mu ją z głowy, to jednak bardziej irytowała go dziwna postawa przyjaciela który udawał że Lily nie istnieje.
Przy dziwnych relacjach przyjaciół skończył się sierpień i po dwumiesięcznej przerwie należało w końcu wrócić do szkoły.
Od samego rana w domu Evansów panowało zamieszanie. Rodzice zdecydowali się zawieść Lily na dworzec. Z jednej strony było to dla niej wielkie uwygodnienie. Nie musiała się tłuc autobusem i tłumaczyć wszystkim do czego potrzebna jest jej klatka z sową i wielki, dziwny kufer. Z drugiej jednak strony pierwszego września mama całkowicie zapominała o tym co od już pięciu lat powtarzała jej o Hogwarcie i pakowała Lily kolejne bezsensowne przedmioty, takie jak aparat, kamera, suszarka do włosów, czy lokówka. Tłumaczenia Lily, że to i tak nie będzie działać w Hogwarcie nic nie dawały może dlatego że podczas tego porannego zamieszania trudno było cokolwiek usłyszeć. Jej mama właśnie taka była. Mimo że do odjazdu pociągu miała jeszcze dwie godziny, już teraz musiała być spakowana.
-Lepiej teraz wszystko zrobić, potem będziesz mogła sobie odpocząć przed wyjazdem.-powtarzał gdy Lily zaczęła po raz kolejny na ten pośpiech narzekać. Nie było rady. Lilka po raz kolejny otworzyła kufer i powyciągała mugolskie urządzenia. Gdy już zeszła do kuchni mama podała jej dość dużą reklamówkę.
-Co to jest?-spytała zaglądając do środka
-A tak na drogę trochę ciastek ci dałam.
-Trochę? Tu jest chyba ze cztery kilo!
-Nie przesadzaj. Zjesz sobie w pociągu.
-Przecież je nie będę tego jadła! A poza tym w pociągu jeździ wózek ze słodyczami i jak będę głodna to coś sobie kupię.
-Myślałam że lubisz moje ciastka-mama spojrzała na nią z wyrzutem.
-Bo bardzo lubię. Poczęstuję dziewczyny dobrze?-uśmiechnęła się blado. Nie mogła odmówić. Mamie zrobiło by się przykro. W pociągu da Huncwotom. Upchała ciastka do kufra i z powrotem wróciła do swojego pokoju. Corin siedziała na parapecie i patrzyła się na nią.
-Chodź malutka. Jedziemy do domu.
Sowa zahukała przyjaźnie i wleciała do otwartej klatki. Zamknęła ją i razem z opakowaniem jedzenia dla niej zeszła na dół. Kolejny raz wróciła do swojego pokoju po nowy kociołek który kupiła z Remusem. Zapakowała również swoje książki które nie zmieściły jej się do kufra. Gdy była już tu ostatni raz rozejrzała się po pokoju. Ze sobą wzięła kilka zdjęć, sprawiając że jej pokoik stał się nieco pusty.  Kosmetyki i ciuchy które znajdowały się w kufrze, wcześniej sprawiały że doskonale czuła się w swoim pokoju podczas wakacji. Ale tęskniła będąc w domu za jej łóżkiem z kotarami, które zasłonięte oddzielały ją od wszystkiego. Lubiła zasłonić się kotarami i czytać jakąś zajmującą książkę. Reszta mieszkanek dormitorium przyzwyczaiła się do tego że zasłonięcie kotar przez Lily znaczyło "czytam, nie przeszkadzać". Po pięciu latach mieszkania w jednym pokoju przyjaciółki doskonale znały swoje przyzwyczajenia i nawyki. Z westchnięciem zamknęła drzwi. Już po raz szósty opuszcza ten pokój. Dwa lata i skończy Hogwart. Wiedziała że rodzice obawiają się tego. Gdy już będzie miała zdane OWT-emy i zacznie pracować w magicznym świecie będą ją widywać jeszcze rzadziej. Gdy była mama rodzice wyobrażali sobie że zostanie lekarzem, albo prawnikiem. Ale na pewno nie myśleli że ich córka będzie czarownicą. Tego się nie spodziewali. Byli tak samo zdziwieni jak Lily gdy dostała list z Hogwartu. Mimo wielkiego szoku cieszyli się razem z nią i byli z niej bardzo dumni gdy wracała i mówiła o swoich bardzo dobrych ocenach.
Gdy zeszła do kuchni tata chował jej kufer i paczki do bagażnika.
-Lily dobrze że już jesteś. Ta twoja sowa jest okropna. Nie pozwala mi nawet dotknąć klatki.
-Może wie że chcesz ją wstawić do bagażnika-uśmiechnęła się i wzięła klatką z Corin która spojrzała na nią przyjaznym wzrokiem i przestała łopotać skrzydłami. -ona pojedzie z tyłu ze mną, dobrze?
Ojciec spojrzał na nią oburzony jednak wiedział że nie ma innego wyjścia. Jego córka, a zwłaszcza ta jej sowa postawi na swoim. Corin w stosunku do Lily i jej przyjaciół była bardzo dobrze nastawiona. Nawet do rodziców nic nie miała, ale była bardzo wrażliwa na punkcie jej traktowania. Gdy tylko ktoś chciał zrobić z nią coś co jej się nie podobało trzepotała skrzydłami tak, że "intruz" od razu zmieniał zdanie.
-No dobrze. To już chodź, chyba nie chcesz się spóźnić?
-No jasne że nie. Tylko pójdę zawołać mamę.
-Ja ją zawołam, ty wsiadaj.
-Dobrze.

Przez całą drogę mama narzekała że dopiero na święta ją zobaczy i kazała bardzo często pisać. Tata zaznaczył przy tym żeby lepiej używała szkolnych sów, bo jedzenie które tolerowała Corin już się skończyło. Gdy już dojechali mama jak co roku zaczęła płakać, ale nadal utwierdzała ją w przekonaniu że coś jej wpadło do oka. Przechodząc przez stację większość ludzi patrzyła się na nią z zaciekawieniem. No cóż w końcu zbyt normalnie nie wyglądała, chociaż nie chodziło tu o jej wygląd, tylko raczej o to co ze sobą na wózku wiozła. W świecie mugoli sowy spotykano tylko w lasach i to w nocy a nie jak teraz około jedenastej. Jednak Lily już się do tego przyzwyczaiła i razem z rodzicami wśród spojrzeń gapiów doszła w końcu do barierki między dziewiątym a dziesiątym mugolskim peronem.
-Obiecujesz że będziesz pisać?-zapytała po raz setny jej mama mocno ją przytulając.
-Obiecuję.
-W tamtym roku też obiecywałaś, ale pisałaś tylko gdy ci przypomniałam że w Bromley masz jeszcze rodziców.
-No wiem, przepraszam. Ale mam coś na swoje usprawiedliwienie.-mama spojrzała na nią z zaciekawieniem- musiałam się uczyć do SUM-ów a teraz mam tylko zwykłe egzaminy więc będę miała więcej czasu.
-No dobrze. No to powodzenia. Na święta oczywiście przyjeżdżasz?
-Oczywiście. Jak zawsze.
Uśmiechnęła się do niej, a gdy już pożegnała się z ojcem przebiegła przez magiczną barierkę i znalazła się na peronie 9 i 3/4. Na szynach stał już pociąg do Hogwartu a na peronie uczniowie żegnali się ze swoimi rodzicami.
"Nareszcie"-pomyślała. Przechodząc przez peron rozglądała się za dziewczynami, jednak do tej pory jeszcze  żadnej nie odnalazła. Co chwile podochodzili do niej jej znajomi i witali się. Po kilku minutach poszukiwania postanowiła iść poszukać przedziału i tam poczekać na resztę. Wzięła ciężki kufer i niezdarnie próbowała wejść z nim do środka. Jednak nie za bardzo jej to wychodziło.
-Pomóc ci?
Odwróciła się i zobaczyła Jamesa. Nie zdołała nic powiedzieć gdy on już wniósł jej kufer a następnie ruszył po swój. Przez ostatnie tygodnie wakacji w ogóle o nim nie chciała myśleć. I doskonale jej to wychodziło. Jednak gdy teraz go zobaczyła coś utknęło jej w gardle że nie mogła powiedzieć ani słowa. Coś co próbowała odpędzić, wróciło jeszcze żywsze jeszcze mocniejsze. W końcu gdy odzyskała kontrolę nad własnym ciałem chciała mu podziękować jednak on już dawno zniknął wewnątrz pociągu. Z ponurym nastrojem przechodziła po pociągu w poszukiwaniu wolnego przedziału. Znalazła go dopiero prawie na samym końcu. Próbowała dać go na górną półkę ale dodatkowe słodycze i swetry uszyte przez babcie z Francji które kazała jej wziąć mama dodatkowo go obciążały. Po kilku próbach położyła kufer na siedzeniu i usiadła przy oknie. Zastanawiała się dlaczego jeszcze nie ma dziewczyn. Nagle drzwi przedziału się otworzyły i jej oczom ukazał się uśmiechnięty Syriusz.
-Możemy?
-Jasne, tylko nie wiem czy się wszyscy zmieścimy jak przyjdą jeszcze dziewczyny.
-Nie martw się. Jak coś to wezmę Dorcas na kolana.-uśmiechnął się do niej szeroko.
-Nawet sobie nie żartuj.
-To twój kufer?
-No, dasz go na górę?-słodko się do niego uśmiechnęła
-Jasne.
Syriusz wziął kufer i dopiero wtedy sobie o czymś przypomniała.
-Czekaj mam coś dla was.- otworzyła kufer i wyciągnęła ciastka- sama nie dam rady tego zjeść
-Dzięki. Hmm pyszności! Twoja mama jest genialna!
-Skąd wiesz że ja tego nie piekłam?
-Słyszałem od dziewczyn że kuchnia to twój wróg.
-No aż taka zła nie jestem.
-No wiesz wole nie ryzykować-po tych słowach Lilka lekko popchnęła go tak że spadł na siedzenia.
-Przekaże mamie twoje pochwały. A gdzie Remus?
-A właśnie nie wiem. Szedł za mną.
W tej samej chwili wszedł uśmiechnięty Remus a za nim ubrudzony czekoladą Peter i James który nie wyglądał na uszczęśliwionego faktem że tu przyszedł.
-Gdzie ty się podziewałeś?
-Przekonywałem Jamesa żeby do nas dołączył.
-Daj spokój- bąknął James i usiadł przy drzwiach jak najdalej Lily.
-Świetnie-mruknęła cicho Lily i odwróciła się do okna.
Po kilku minutach do przedziału weszła Mary z Dorcas i Marleną. Zajęły wolne miejsca. Jeszcze nigdy w towarzystwie Huncwotów nie panowała taka cisza jak teraz. James wpatrywał się w podłogę, Lily w okno, Syriusz wymownie patrzył się na Remusa, Marlena obserwowała Lily, Dorcas ukradkiem obserwowała Syriusza, Mary patrzyła ze złością na Jamesa a Petar zajadał ciastka od mamy Lily.
-Peter jak ci poszły SUM-y?-spytał Remus próbując rozładować atmosferę
-O tak średnio.-odpowiedział i wziął do ust kolejne ciastko.
I na tym cała rozmowa się skończyła. Po około trzydziestu pięciu minutach do ich przedziału wpadł Perfekt Naczelny. Gdy tylko Lily i Remus zobaczyli jego twarz przypomnieli sobie o zebraniu które odbywało się na początku podróży do Hogwartu.
-Remus! Dlaczego nie przyszedłeś na zabranie perfektów!-po jego minie wywnioskowali że jest bardzo na nich wkurzony i tym razem tak łatwo nie odpuści.
-Sorki, zapomniałem.
-Jak zawsze! O jeszcze Evans tu jest!-dopiero teraz zauważył Lily-a ty jak się wytłumaczysz?
-Hmmm, poczekaj muszę chwilę pomyśleć.
-Ty chyba żartujesz
-Wcale że nie. Wyobraź sobie- urwała zastanawiając się co ma sobie wyobrazić, gdy już miała powiedzieć że najzwyczajniej zapomniała zobaczyła worek po ciastkach które leżały obok Petera-że mieliśmy tutaj mały kryzys ciastkowy.-Eric spojrzał na nią z niedowierzaniem- no naprawdę. Moja mama upiekła ciastka ale niestety ja jej pomagałam dlatego nie udały się za bardzo. Co prawda w smaku były bardzo dobre, jednak zamiast szczypty wanilii, dodałam kilka kropli walerianowych i odrobinę imbiru. Wiem że to całkowicie moja wina. No i te ciastka po spożyciu wywołały duszności. No wiesz. Te dodatkowe substancje przyłączają się do hemoglobiny i uniemożliwiają przyłączenie się tlenu. Dlatego właśnie najpierw traci się przytomność, bo w końcu to mózg najszybciej odczuwa brak tlenu. Gdybym na przykład była sama to mogłoby dojść nawet do zawału i zatrzymania pracy serca.-Wiedziała że Eric, który był czarodziejem czystej krwi w ogóle nie zna się na budowie ludzkiego ciała i funkcjonowaniu narządów, dlatego nie skapnie się że takie objawy wywołuje tylko zatrucie się czadem a nie ciastkami-Dopiero co zamknęłam okno bo było nam strasznie gorąco. Po prostu myślałam że się uduszę.
Reszta już załapała o co jej chodzi.
-Na serio. Już nigdy Lilka nic od ciebie nie wezmę. A mówiłaś że piekła to wyłącznie twoja mama!-oburzył się Syriusz
-Jak mogłaś Lily?-zapytała Mary z trudem powstrzymując śmiech.
-Współczuję temu kto będzie musiał jeść to co ty ugotujesz.-powiedział z udawanym przejęciem Syriusz.
-To wyście wszyscy to zjedli?-wyglądało na to że Eric się nabrał.
-Tylko Remus nie jadł. Teraz sam rozumiesz że on bardzo chciał przyjść ale niestety musiał nam pomóc.
-Ale przecież powiedział że zapomniał o zebraniu.
-No bo nie chciał zrzucać winy na mnie. To ja powinnam przeprosić i ponieść za to konsekwencje.
-Daj spokój Lily.-uśmiechnął się Eric. Każdy wiedział że Rudowłosa Lily Evans nie jest obiektem westchnień tylko Pottera. Do wąskiego kręgu jej adoratorów zalicza się sam Perfekt Naczelny.-nie będziesz ponosić żadnych konsekwencji. W końcu to nie twoja wina że nie masz talentu kulinarskiego, co jest dziwne widząc jak świetnie radzisz sobie z eliksirami. Tylko obiecaj mi że będziesz gotować jak najrzadziej. Jak chcesz to mogę ci pokazać kilka kulinarnych sztuczek. Jestem w tym całkiem dobry. A teraz idźcie chwilę kontrolować wagony, zacznijcie od was i kierujcie się na koniec pociągu chyba że nadal źle się czujecie.
-Nie już wszystko dobrze.-Remus spojrzał na nią krzywo, ale nic nie powiedział. W końcu to ona uratowała jego od mamrotania Erica i straty punktów.
-No to ja już idę. A zapomniałbym. Przyznaję dziesięć punktów Gryffindorowi za twoją dzielną postawę Remusie.
-Dzięki już idziemy-krzyknęła z nim Lily.-Nie ma za co-zwróciła się do Remusa.
-Jesteś genialna-uśmiechnął się do niej-dzięki.
-A my?-zapytał śmiesznie udawanym słodziutkim głosikiem Syriusz- Nas też w to wrobiono.
-Tobie nie dziękuję- odpowiedziała Lily i wystawiła mu język
-Oż ty!
-Lilka chodź bo znowu będziesz musiała wymyślać dlaczego nie patrolowaliśmy tych korytarzy.
-Nie ma problemu.
Wstała ze swojego miejsca jeszcze spojrzała na książkę którą czytała Marlena i skierowała się do wyjścia. Nagle pociąg ostro zakręcił tak, że nie zdołała utrzymać równowagi. Z marnym wynikiem walki z grawitacją bokiem upadła na Jamesa. Jej twarz przyległa do jego. Poczuła bardzo przyjemny zapach jego perfum, który na chwilę nią owładnął. W jego oczach dojrzała smutek, rozczarowanie. Nawet się do niej nie uśmiechnął. W ogóle nie poruszył głową. To ona próbowała wstać, wyswobodzić się od niego.Wszyscy popatrzyli się na nich i gotowi byli interweniować. Jednak czego się w ogóle nie spodziewali, nie było takiej potrzeby. James delikatnie ją popchnął co umożliwiło jej wstanie.
-Dzięki.-szepnęła i wyszła z przedziału. Wyprzedziła Remusa i szybkim krokiem skierowała się na koniec pociągu. Remus nawet nie próbował jej zatrzymać. Zresztą i tak pewnie by nie usłyszała. Za bardzo zajęta była własnymi myślami żeby cokolwiek innego w tej chwili ją interesowało. Musiała przyznać że nieźle sobie radziła. Zamiast wykrzyczeć mu w twarz jakim jest idiotą po prostu wyszła. Duży postęp.
"To nic takiego. Potrafię traktować go jak powietrze". Zaglądała do przedziałów jednak w ogóle nie zwracała uwagi na to co się dzieje w pociągu. Nawet gdyby pociąg się wykoleił, co było raczej niemożliwe, nie zauważyłaby. Dlaczego? Cóż... myślami była gdzie indziej. Zastanawiała się dlaczego nie mogła zapomnieć wyrazu jego oczów gdy na niego upadła. Skoro powstrzymała się od wybuchu, to dlaczego nie mogła zapomnieć tych orzechowych tęczówek?
Pogrążona w własnych myślach nie spostrzegła się kiedy razem z Remusem skończyli obchód. Gdy wrócili znowu zapanowała jakaś sztuczna atmosfera. Syriusz próbował z marnym skutkiem zachęcić towarzystwo do rozmowy. Mary co chwila wtrącała jakieś niemiłe jak to w jej zwyczaju uwagi Blackowi który nie mając nic innego do roboty odpowiadał jej tym samym. Peter usiłował łapać czekoladową żabę, która podczas jego nieuwagi zdążyła mu zwiać. Remus wpatrywał się w okno jakby zobaczył tam coś bardzo ciekawego. Marlena czytała jakąś gazetę a Dorcas rysowała na pergaminie różne ślaczki. James natomiast wpatrywał się w swoje buty jakby chciał zapamiętać każdy milimetr kwadratowy ich skórzanej powierzchni. Dziwne, że kłótnia dwójki wpływa na nastroje reszty. Lily wiedziała że to przez nią. No może nie do końca. To raczej przez to że Potter był takim idiotą. Że nie potrafiła przebywać z nim bez kłótni. Dlatego właśnie po kilku minutach wyszła z przedziału. Odeszła kilka metrów korytarzem i zastanawiała się co ma ze sobą zrobić. Mogła iść do przedziału w którym profesor Slughorn organizował spotkania "Klubu Ślimaka", ale nie miała ochoty słuchać jakby to było fajnie gdyby była w Slyterinie, czy znosić obecność Severusa. Była pewna że na jego widok odżyją w niej wspomnienia które za wszelką cenę chciała wymazać na zawsze z pamięci. Oceniając porę dnia przez obserwację nieba, stwierdziła że do końca podróży zastało jeszcze prawie dwie godziny. Czyżby miała spędzić je na korytarzu? Zamyślona nie usłyszała kroków.
-Próbujesz wzrokiem rozwiać te wszystkie chmury?-usłyszała cichy głos, jednak głośniejszy niż szept. Jakiś słodki.
-To raczej niemożliwe, chociaż fajnie byłoby gdyby świeciło słońce. -odwróciła się i spojrzała w granatowe oczy.
-Louis jestem.-wyciągnął do niej rękę.
-Lily Evans.
-Wiem-wpatrywał się w nią- Evans i Potter. Ciekawy przypadek. Można powiedzieć że jesteście już częścią historii Hogwartu. Chyba każdy was zna. Kto wie może za kilka lat będą o was pisać w jakiś kronikach?
-A tak. Wołałabym nie.-westchnęła i z powrotem odwróciła się ku oknu.-Raczej bezsensowny przypadek-choć cicho mruknęła, usłyszał
Trochę zdziwiła go jej reakcja.
-Coś nie tak?
-Trudno powiedzieć.
-Chyba nie może być aż tak trudno.
-Może nie... Raczej źle to określiłam. To bardzo skomplikowane.
-Jestem pewien że nadążę.-Spojrzała na niego. Wpatrywał się w nią uważnie. Spuściła wzrok.
-Hmm..no cóż. Dla was to jest coś jak rozrywka. Słyszałam że niektóry zakładają się kiedy w końcu się z nim umówię. -zaśmiała się smutno- ale dla mnie to raczej męcząca sytuacja. Nie lubię natarczywości, nie lubię Jamesa ale on nigdy mi nie wierzył. Nie wiem czy tak trudno jest przestać mnie adorować.
-Może trochę. Ale wiesz co-zaciekawiona popatrzyła na niego- powiem ci coś. Tylko się nie obraź. Widziałem jak na ciebie patrzy. Zresztą nie chodził by za tobą przez pięć lat tylko po to żeby się z tobą umówić. Nie widzisz tego?
-A nie widzisz że muszę przez niego się ośmieszać? Że wszyscy mają mnie za istotę bez serca?
-To nie mogłaś raz się zgodzić? Spotkalibyście się a potem dałby ci spokój.
-Gdyby to było takie łatwe. To prawda mogłabym się z nim spotkać, ale wiem że on nie poprzestał by na tym. To byłoby coś w rodzaju obietnicy że będziemy razem. A on nigdy nie będzie dla mnie kimś więcej niż kolegą. To się nie zmieni.
-A słyszałaś takie mugolskie powiedzenie: Nigdy nie mów nigdy?
-Jasne, w końcu jestem mugolakiem. A słyszałeś że nie sprawdza się za każdym razem?
-Słyszałem.
-No właśnie.
-Ale w twoim przypadku może się spełnić.
-Uwierz mi że nie. Nie ma na to nawet procenta szansy- zdziwiła się że dobrze wiedział co znaczy słowo "procent". A przecież w Hogwarcie nigdy typowej matematyki nie mieli. A może tylko udawał?
-Może masz racje.-zamyślił się, a po chwili dodał- ale w jednym się mylisz.
Spojrzała na niego zaskoczona.
-W czym konkretnie?
-Nie wszyscy uważają cię za istotę bez serca. A przynajmniej nie ja.
Uśmiechnął się i delikatnie chwycił jej dłoń.
-Cieszę się.
Dostrzegła w jego oczach trochę zawahania. Powoli przybliżył swoją twarz do jej.
Spuściła głowę.
-Przepraszam, ja po prostu nie mogę.
-Nie ma sprawy. Może za bardzo się zagalopowałem. To chyba ja powinienem cię przeprosić.
-Daj spokój. Po prostu nie jestem dziewczyną która na siłę szuka pocieszenia w ramionach chłopaka. Rozumiesz? Jasne że chciałabym kiedyś się tak prawdziwie zakochać, ale muszę być na to gotowa. Mam nadzieję że kiedy spotkam kogoś takiego to zdołam się go dostrzec, ale na siłę szukać nie będę. Bo to po prostu nie ma sensu. I właśnie dlatego nie chciałam cię pocałować. Bo wiem że na razie nie jestem na to gotowa i nie chciałam cię zranić to wszystko. Więc naprawdę nie masz za co przepraszać. To raczej ja powinnam.
-Rozumiem i zapewniam cię że nie musisz mnie przepraszać. Ale chyba będziemy mogli zostać przyjaciółmi co nie?
-Jasne. Przyjaciele.
-Przyjaciele.
-Nawet nie wiem z jakiego jesteś domu.
-Ravenclaw.
-Ja z...
-Wiem, z Gryffindoru.
-No jasne że wiesz-mruknęła-przecież jestem częścią historii Hogwartu.
-Co?
-Nic. Już chyba późno. Muszę iść się przebrać w szatę. Cześć.
-Cześć...
Zastanawiała się co ma teraz zrobić. Czy powinna go przytulić? Tak przecież witała albo żegnała się z dziewczynami. Ale on dziewczyną nie był. Więc może powinna dać mu całusa w policzek tak jak witała się z Syriuszem i Remusem? Nie, ich znała od pięciu lat, naprawdę byli dla niej jak bracia, a z Louisem rozmawiała pierwszy raz. Choć i tak właściwie to oni ją wyręczali. Nawet ostatnim razem Syriusz chciał ją udusić. Zdecydowała się więc na szeroki uśmiech i odeszła do swojego przedziału.
-O Lily jesteś! A już miałyśmy iść cię szukać.-pierwsza odezwała się Marlena. Zresztą całe towarzystwo popatrzyło się na nią gdy otworzyła drzwi przedziału, ale po chwili wrócili do swoich przerwanych zajęć. Remus z Mary grali w szachy czarodziejskie a Syriusz, James i Marlena przyglądali się temu pojedynkowi. Peter jadł kolejną czekoladę a obok niego leżał mały stosik kart z czekoladowych żab. Teraz już była pewna że dobrze zrobiła wychodząc. Z nerwowej atmosfery nic już nie zostało.
-Niepotrzebnie. Stałam tuż obok.
-Stałaś na korytarzu przez godzinę?
-No właściwie tak.
-Sama?
-Nie.
-A z kim?
Spojrzała na Syriusza. Mimo że udawał że analizuje ruch Mary doskonale wiedziała że im się przysłuchuje. Zresztą pewnie nie tylko on. Remus, James i Mary wcale nie byli skupieni tak na grze jak udawali.
-Potem ci powiem.-i porozumiewawczo kiwnęła głową w stronę chłopaków. Na szczęście Marlena od razu załapała i nie ciągnęła tematu dalej.
-Już późno. Chyba powinniśmy ubrać szaty.
-Wróciła i już mówi co powinniśmy-mruknął cicho James, jednak ona doskonale to usłyszała.
-Coś ci nie pasuje?
-Lilka daj spokój-powiedziała Mary-czy możecie choć przez dzień się nie kłócić?
-To nie ja zaczęłam. A ty mi nie odpowiedziałeś! Co ci nie pasuje?!
-Że jesteś taką idiotką że nie chcesz się ze mną umówić! Że jesteś taka niedostępna! Że jesteś bez serca!
-Oj coś dużo tego skończyłeś?
-Prawie. A wiesz co jest najgorsze? Że jestem idiotą że się za tobą uganiam, mino że cały czas mnie ośmieszasz.
-No to przestań! Wtedy wszyscy będziemy szczęśliwi! Po prostu o mnie zapomnij!
-Wiem, cholera wiem! Ale nie potrafię! Nie potrafię!
-To już twój problem a nie mój.
Ściągnęła kufer i wyciągnęła szatę i różdżkę.
-Nie będę wam przeszkadzać. A i obiecuję że już więcej nie powiem co powinniście zrobić, skoro tak bardzo wam to nie pasuje.
Nie zdążyła jednak otworzyć drzwi-ktoś ją wyprzedził. W drzwiach stał uśmiechnięty Louis.
-No nareszcie! W końcu cię znalazłem. Wiesz została jeszcze godzina drogi, a Ivan z Willem mają ze sobą gitary no i w naszym wagonie coś tam grają.
-Serio? Nie wiedziałam że jacyś uczniowie w Hogwarcie grają na mugolskich instrumentach.
-No tak. Są całkiem dobrzy. I kazali mi ciebie zawołać do nas, jeśli oczywiście będziesz chciała.
-Jasne.
Nawet nie spojrzała na niego, choć i tak była pewna że to usłyszał. W tej chwili chwili chciałą jedynie mu zrobić na złość.
-Wrócisz jeszcze czy mamy na ciebie nie czekać?
-Chyba raczej nie. Mam szatę więc nie czekajcie na mnie.
-Ok.
Zanim zamknęła drzwi od przedziału usłyszała jeszcze cichy szept Syriusza
-Przesadziłeś. Masz to czego chciałeś. Ona będzie się z nim świetnie bawić a ty tu będziesz myślał co oni robią. Nie ma co, masz wyczucie.
-Zamknij się Łapo-syknął James.
Postanowiła się wcale nim nie przejmować. Dość już się nim zadręczała.
Resztę podróży spędziła z przyjaciółmi Louisa. Musiała przyznać że świetnie się bawiła. Odurzona brzmieniem wesołych piosenek śpiewanych i granych przez Ivana i Willa nie odsunęła się od Louisa gdy ją objął. Dziwne, ale w tej chwili jej to nie przeszkadzało. Miała znakomity humor, a o kłótni z Potterem już nie pamiętała. Była pewna że ich śmiechy i śpiewy słychać w całym pociągu, ale nie zwracała na to uwagi. Nie przejmowała się też tym, że w każdej chwili może wpaść tu jakiś perfekt. Nawet gdyby ktoś odjął Ravenclawowi punkty, to ona dodałaby tak, że na pewno na tym, by nie stracili. Nastrój który miał nie opuszczać jej do końca dnia, sprawił że zobaczyła swoje problemy w innych kategoriach i doszła do wniosku że świat nie będzie czekał na nią "aż będzie gotowa". Jego wesoły śmiech pozwolił jej go dostrzec. Uśmiechnęła się do Louisa i oparła głowę na jego ramieniu.
Gdy dojechali do stacji w Hosmeade słońce już dawno zaszło. W oddali stał potężny zamek, pięknie oświetlony światłami. Obok stał Hagrid i wołał "Pirszoroczni do mnie". Nareszcie była w domu. Tu gdzie zawsze powinna być, bo tu było jej miejsce.


Głosuj (0)

gladys21 00:17:01 9/02/2012 [Powrót] Komentuj



Oh ,. Ale mnie wkurza ten cały Louise czy jak to się pisze ; /
Obleśny jest ;|
A co do Lily i Jamesa, to nie gódź ich tak szybko. Strasznie mi się podobał fragment kiedy ona wpadła na niego w przedziale, a on był taki obojętny.! Niech się trochę ze sobą pomęczą ; ]
sharonmorgan.blog.onet.pl 13:06:40 9/02/2012
178-36-213-85.adsl.inetia.pl | brak www IP: 178.36.213.85