Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
9. Podnieść się z dna...
Strona Główna





Licznik

20991

Księga

Dodaj do Księgi
Księga Gości

0

Archiwum

2012
Lipiec
Czerwiec
Marzec
Luty


lily-james-i-huncwoci



Dodaj do Ulubionych



Czytam i polecam:
Leksia
Jen
Jogi
Niuniek
Sharon Morgan
Olka
Bonnie
Anne
Avis i Lumos
Hope
Natalie


Ulubieni

malenka9209.blog4u.pl kiedys-pojme-to-wszystko.blog4u.pl
uczucia-pisane-slowem.blog4u.pl zielonooka.blog4u.pl


To jest prawdziwa przyjaźń - osłaniać innych nawet kosztem siebie.



9. Podnieść się z dna...

Witam wszystkich i dziękuję za wszystkie komentarze. Dodam tylko, że ta notka nadal powstaje z moich starych dzieł, ale jest ona połową wcześniej napisanego rozdziału. Była propozycja, żeby rozdziały były krótsze więc proszę bardzo. Druga połowa mam nadzieję, że ukaże się wkrótce.

 

Całuję wszystkichzkwiatkiem

 

Nadziejaserce

 

 

 

 

 

Jeśli potrafisz iść przez

 

życie bez zaznawania bólu,

 

to prawdopodobnie jeszcze

 

się nie urodziłeś.

 

Neil Simon


 

Tragedia trwa chwilę,

 

reszta Twojego cierpienia

 

to Twoje dzieło


Wdychając ciężko powietrze usiadła na łóżku i nerwowo przeczesała włosy. Znowu nie miała spokojnej nocy. Od pogrzebu rodziców mijał już siódmy dzień a ona wciąż nie mogła się z tym pogodzić. Siedziała całymi dniami, czasami czytała jakąś książkę, czasem słuchała muzyki. Robiła wszystko żeby nie rozmyślać o nich. Średnio jej się to udawało, ale przynajmniej miała czym się zająć.
Dzień po pogrzebie cała rodzina ponownie się rozjechała. Syriusz, James, Dorcas i Alicja wrócili do Hogwartu a z nią została ciotka z Francji. Ona zaś nie nadawała się do niczego. Nie rozumiała co ktoś do niej mówi, mało jadła, mało piła, dużo zaś spała i płakała. I co noc dręczył ją ten sam koszmar. Nie pomagały nawet środki nasenne. Znienawidziła morze i plaże tak bardzo jak tylko było to możliwe. Było coraz gorzej. Nie znajdowała się najpierw w pięknym miejscu. Przenosiła się od razu na koszmarnie cichą plażę. Od samego początku biegała po niej jak oszalała, nawoływała nie wiadomo kogo i nie słyszała swojego głosu. Z każdą sekundą jej przerażenie gwałtownie wzrastało, choć zdawało jej się, że już dawno przekroczyło limit. I po każdym koszmarze budziła się z krzykiem. Jedynym dla niej pocieszeniem był fakt, że koszar śnił się jej tylko w nocy. Zaczęła więc coraz więcej godzin w ciągu dnia przeznaczać na sen, a w nocy do późna czuwała. Było to błędne koło. Nie miała sił przesiedzieć całej nocy nie śpiąc, a w ciągu tych kilku godzin snu z powrotem lądowała na plaży. Za to w dzień miała problemy z zaśnięciem i to odkładało się na jej dobrym samopoczuciu a raczej jego braku. Było coraz gorzej a jej się nic nie chciało.

Petunia jakoś się podniosła. Na pogrzebie trochę popłakała, teraz jednak nie użalała się nad sobą tak jak Lily. A przynajmniej wychodziła dość często z domu. Krążyła plotka, że znalazła sobie jakiegoś chłopaka.
Sam pogrzeb Lily pamiętała jak przez mgłę. Tłumy ludzi ubranych na czarno, nawet zauważyła znajome twarze z Hogwartu. Oczy miała ukryte pod okularami przeciwsłonecznymi - mimo, że była już połowa listopada - więc miała nadzieję, że nikt nie widział jej załzawionych oczu.
Zresztą całe te sześć dni otoczyła jakaś dziwna mgła rutyny odbierając jej siły i chęci na jakąkolwiek zmianę. Dumbledore powiedział, że może zostać w domu ile zechce żeby się z tym pogodzić. Chyba lepiej by było gdyby kazał jej wrócić do szkoły, tam przynajmniej musiała pilnować się by nie płakać i nie tracić kontaktu z rzeczywistością przynajmniej podczas lekcji i posiłków. W domu nie miała takiej motywacji. Nic nie przeszkadzało jej w siedzeniu samej w pokoju.
Ciotka z Francji zaproponowała jej pobyt u siebie jednak wcale nie rozważała tej opcji. Nie umiała się uporać ze stratą rodziców a miało by dojść do tego jeszcze nowe miejsce? Tego sobie nie wyobrażała.

Chciała wrócić do Hogwartu, bardzo tego pragnęła, jednak zdawała sobie sprawę, że jeszcze jest za wcześnie. Nie miała by siły udawać, że wszystko jest dobrze. Wróci więc jeśli przynajmniej jakaś część tej rozsypanki się ułoży. A wiedziała, że szybko to nie nastąpi. Dziewczyny pisały do niej codziennie nie przejmując się tym, że ani razu nie odpisała. Opisywały dzień w szkole, wyczyny Huncwotów, wrzaski Flicha i hałas Irytka. Po takim liście na kilka minut humor nieznacznie jej się poprawiał. Tak bardzo pragnęła tam wrócić. Do jej świata. Jednak świadomość, że świat nadal istnieje,  że Flich wydziera się na bogu- ducha winnego ucznia,  że Irytek denerwuje nawet nauczycieli mimo, że ona straciła rodziców odbierała jej całą siłę i chęć do przerwania trwania w tej pustce. Świat nadal istniał, jednak tak bardzo się od niego oddalała,  że zaczynał dla niej być tylko ulotnym wspomnieniem, przetłaczanym przez nieustający ból.
 
Dni mijały a jej nastrój się nie poprawiał. Nikt nie potrafił pobudzić ją do walki o samą siebie, o szczęście. Ciotka nie umiała z nią rozmawiać. Nie wiedziała co ma jej powiedzieć.

Wreszcie udało jej się uspokoić oddech. Usiadła na łóżku i oparła się o ścianę podciągając nogi. Po eliksirze przywiezionym przez Marlenę jakiekolwiek objawy przeziębienia ustąpiły i mogła normalnie oddychać. Podciągnęła kołdrę i spojrzała prze za okno. Przez grube pokłady chmur nie przebijały się żadne promienie słońca, jednak jeszcze deszcz nie padał. To,  że kiedyś spadnie było tak pewne jak to,  że dzisiaj z tego pokoju również nie wyjdzie.
Drzwi otworzyły się i wyjrzała zza nich już ubrana ciotka.
- Och, Lily już wstałaś. - chyba się spodziewała, że jeszcze sobie pośpi- co chciałabyś na śniadanie?
Jednak Lily nawet na nią nie spojrzała, nadal wpatrywała się w okno.
- Obojętnie.
Ciotka westchnęła. Wchodząc do pokoju miała cichą nadzieję, że może uda jej się dzisiaj namówić ją na jakiś spacer. Albo chociaż na wyjście z pokoju. Nic z tego. Miała osobną łazienkę zatem od dwóch dni jej noga nie przestąpiła nawet progu.
- To może jajecznicę?
Lily pokiwała głową.
Ciotka wyszła a ona jakby postrzelona kulą położyła się bez życia na łóżku powstrzymując łzy. Prawie przez cały dzień płakała. Nie zmuszała się już do ich powstrzymywania. Ciemne cienie pod oczami upodobniały ją do wilkołaka kilka dni przed pełnią. Tak właśnie wyglądał Remus.
Po kilku minutach wstała i poszła do łazienki. Nawet nie spojrzała w lustro. Nie chciała się przerazić. Ciepły prysznic przyjemnie obmył ciało. Wytarła się, ubrała rozciągnięte dresy i szarą, szeroką bluzę i usiadła na łóżku. Zaraz powinna ciotka przyjść ze śniadaniem. Zrobiło jej się głupio, że przynosi jej posiłki do pokoju. W końcu ona zgodziła się tu zostać, aby Lily mogła spokojnie wrócić do Hogwartu. Powinna teraz zejść i pomóc jej przy śniadaniu. Ale nie miała na to siły.
Jest żałosna. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ale niewiele ją to obchodziło. Wmawiała sobie, że wcale nie jest tak źle. Rano wstaje z łóżka, myje się, ubiera. Nie ryczy przez cały dzień, tylko czasami nie udaje jej się zapanować nad płaczem. Zazwyczaj to po jej twarzy co jakiś czas cieknął łzy które ociera rękawem. Mogła by się zachowywać dużo gorzej.
Drzwi ponownie się uchyliły i wiecznie uśmiechnięta ciocia na niebieskiej tacy przyniosła jej śniadanie.
- Smacznego Lily- uśmiechnęła się i położyła tace obok niej. Lily nawet nie zauważyła gdy wyszła z pokoju. Zjadła odrobinę jajecznicy, wypiła sok i położyła się na łóżku. Powinna trochę wyręczyć ciotkę. Tyle ma na głowie. Ale jej się nic chciało. Nawet w tej chwili wstać z łóżka. Leniwie lustrowała wzrokiem swój pokój. Było to średniej wielkości pomieszczenie. Na przeciwko drzwi znajdowało się dość duże okno ozdobione pomarańczową firanką, a na parapecie stało kilka kwiatków. Po lewej stronie pod ścianą stało łóżko przykryte kolorową narzutą na której leżało kilka małych poduszek. Obok łóżka była malutka szafka nocna na której stała lampka. Po drugiej stronie stało biurko, nienaturalnie czyste. Cóż, nudziło jej się. Obok stała szafa i komoda a na przeciwko regał z półkami. Pomiędzy nim a łóżkiem znajdowały się drzwi do łazienki. Ściany były jasno zielone, a na nich wisiało kilka obrazków. Kiedyś lubiła ten odcień zieleni. Doskonale pamiętała jak wykłócała się z mamą o ten kolor. Sprzeciwiła się jej i jak przyszedł malarz to zamiast fioletowej podała mu zieloną farbę. Teraz ten kolor ją drażnił. Za jaskrawy, za żywy denerwował ją tym, że chcąc nie chcąc kojarzył jej się z wiosną i nadzieją której już nie miała. Zrezygnowana wstała i podeszła do okna. Deszcz jeszcze nie padał jednak ciężkie chmury to zwiastowały. Pochyliła głowę i przyjrzała się baczniej fioletowemu fiołkowi który wyglądał dość dziwnie. Trochę się zdziwiła, że taki mały szczegół przyciągnął jej uwagę. Pochyliła się jednak nad roślinką i bacznie się jej przyjrzała. Liście miała nienaturalnie podwinięte i pokryte jakimś białym osadem.
- Co ci jest kwiatuszku? - zapytała przesuwając palcem po krawędzi listka- Wiesz przecież, że ja się na tym nie znam. Nie mam zielonego pojęcia co może ci dolegać. To co, powiesz mi? Może wtedy uda mi się coś temu zaradzić.
Kwiatek uparcie milczał a a jej umysł kompletnie zwariował bo przez chwilę naprawdę myślała, że roślinka jej odpowie. Zdała sobie jednak sprawę, że jest to niemożliwe. Westchnęła.
- Widzisz? - znowu gadała do kwiatka ale nie przejmowała się tym, w końcu trochę głupoty jeszcze nikomu nie zaszkodziło- Zwariowałam, rozmawiam z kwiatkiem. I co ja teraz mam zrobić co? - oparła łokcie o parapet a twarz położyła na dłoniach- Co ja mam zrobić? Nic mi się nie chce. Ale tobie naprawdę coś jest. Tylko co? Trzeba było słuchać mamy jak robiła mi wykład o tych wszystkich roślinkach i chorobach. Człowiek uczy się na błędach. I co nie powiesz mi co ci jest? - spojrzała spode łba na fioletowy kwiat- Trudno, dalej się męcz. Ja niczego nie wyczaruje. Pomyślmy, co o tobie wiem. Cóż, kwiaty masz fioletowe- zdawała sobie sprawę, że gada bez sensu, i za ten fakt bez najmniejszego problemu trafiłaby do wariatkowa ale nic ją to nie obchodziło. Nic ją nie obchodziło i dzięki temu udawało jej się na niczym nie skupiać. Tkwiła w jakiejś melancholii, zawieszeniu pomiędzy nicością a światem który na obecnym etapie wydawał jej się również pusty. - chyba jesteś fiołkiem, tak raczej na pewno. Jesteś rośliną doniczkową. - nagle ją oświeciło- No pewnie! Przecież w korytarzu jest nawóz do do kwiatków doniczkowych.
Niewiele myśląc zbiegła po schodach. Pierwszy raz od pogrzebu wyszła ze swojego pokoju ale nie zwróciła uwagi na ten fakt.
Podeszła do szafki, otworzyła ją i zaczęła wyciągać różne woreczki i pojemniki w poszukiwaniu różowego opakowania.
- Lily co ty robisz?
Nawet nie zauważyła kiedy przyszła ciotka. Niczego zresztą nie zauważała. Była pewna, że złodziej mógłby się do niej podkraść a ona by go nie usłyszała. Po prostu wyłączała wszystkie swoje zmysły i przez cały dzień bezmyślnie siedziała w pokoju. Miło to swoje dobre, ale też złe strony. Ale przynajmniej nie odczuwała tak bardzo tego bólu.
- Szukam nawozu dla fiołka.
Wreszcie znalazła różową torebkę ozdobioną kwiatkami z napisem "Do roślin doniczkowych". Nie miała pewności czy to pomoże, czy zaszkodzi, ale w takim stanie bez jakiejś pomocy fiołek nie przetrwa.  
Nie racząc ciotkę jakimikolwiek wyjaśnieniami wbiegła na schody i po chwili zamknęły się za nią drzwi do pokoju.
Nalała do dzbanka wody, wsypała kilka granulek nawozu i tak przygotowaną miksturą podlała fiołka.
- Nie martw się. To ci pomoże.
Usiadła znowu na łóżku i przypatrywała się zielonej ścianie. Kolor ten zaczynał ją drażnić. W ciągu sekundy podjęła decyzję. Szybko- żeby czasami się nie rozmyśliła- ubrała dżinsy i koszulę w kratę, i zbiegła po schodach. W mgnieniu oka ubrała kozaki, kurtkę, szalik i czapkę i krzyknęła w stronę kuchni.
- Wychodzę. Wrócę za jakieś dwie godziny.
Szła szybkim krokiem przez ulicę, jakby bała się, że coś jej ucieknie. I bała się, bała się, że ucieknie jej odwaga do zmiany. Szła jak najszybciej umiała byle tylko się nie rozmyślić. Skręciła już drugi raz i po chwili ukazał jej się cel jej wędrówki. Choć nie odznaczał się niczym- wszystkie domy na tej ulicy były pomalowane na kremowo, to kiedy podeszła bliżej poczuła strach. Strach przed tym, że wyśmieje jej pomysł. Wcale by się mu nie dziwiła. Zamiast uporać się wreszcie ze stratą rodziców, wrócić do szkoły i próbować normalnie żyć to ona chce przemalować pokój. Była żałosna. Ale od prawie tygodnia nie była niczego tak pewna jak tej nagłej decyzji.
Zapukała i po kilku sekundach otworzyła jej drzwi uśmiechnięta kobieta. Blond loki były strasznym nieładzie a na policzku miała niebieską plamkę z farby.
- Dzień dobry. Jest Paul?
- Jest kochanie. Zaraz go zawołam. Wejdź do środka przecież jest zimno. Paul! Chodź ktoś do ciebie! A jak się nazywasz? DAVID COŚ TY TU ZROBIŁ?!- zapytała prowadząc ją do kuchni. Żółte szafki kontrastowały z błękitnymi ścianami a na środku bordowej podłogi wysypana była mąka, rozlane mleko i rozsypane wiórki kokosowe ze śladami małych stóp
- Lily Evans.
- Och, więc to ty jesteś Lily. Paul mi o tobie opowiadał. Tak bardzo mi przykro. Musi ci być teraz bardzo ciężko? David chodź tu natychmiast! Ja nie znałam twoich rodziców, w końcu nie mieszkamy tutaj długo, ale słyszałam, że byli wspaniałymi ludźmi. Paul, no pośpiesz się, ile można czekać?! Ale nie martw się z czasem będzie lepiej. DAVID! W TEJ CHWILI DO KUCHNI! ! ! Jak zginał mój mąż myślałam, że już nie dam rady się pozbierać. Ale z czasem jakoś dało radę. Zobaczysz jeszcze będziesz szczęśliwa. No jesteś. - powiedziała widząc skruszonego Davida w drzwiach- Nie można cię zostawić nawet na sekundę. Poszłam otworzyć a ty już musiałeś zdemolować mi kuchnię. Co tak stoisz?! W tej chwili mów co ty tu zrobiłeś?
- Przeplaszam mamuś. Niecący pociąglem za za oblus- chłopczyk spuścił główkę
- Och co ja z wami mam! - westchnęła kobieta- Przepraszam cię Lily pójdę tylko po jakąś szmatkę żeby to wyczyścić. Pośpiesz się Paul!
Gdy mama wyszła chłopczyk wyraźnie się rozchmurzył. Wyciągnął z kieszeni czerwoną wyścigówkę i pokazał ją Lily
- Podoba ci sie?
- Piękna. - nie do końca zdając sobie z tego sprawę uśmiechnęła się do niego.
- Sypka. Najnowsy model. Paul mi dał. A ty jesteś dziewcyną Paula?
- Nie, nie tylko koleżanką.
- Skoda. Fajnie by było gdybyś była dziewcyną Paula. Byś mi psynosiła lizaki. Ale tluskawkowe bo cytlynowych nie lubię.
- David coś ty tu narobił! - usłyszała głos Paula i odwróciła się. - Lily? Co ty tutaj robisz.
- Mam do ciebie prośbę.
- Chodź do mojego pokoju. Musimy pogadać. - chwycił ją delikatnie za rękę i pociągnął w kierunku schodów.
- Paul posprzątałeś? - zapytała go matka trzymając w misce wodę
- Gdzie?
- No u siebie. Ten syf co wczoraj zrobiłeś miał zniknąć.
- Już znika- uśmiechnął się łobuzersko do mamy, po którym jej naburmuszona mina znikła- Tylko się nie przestrasz- dodał ciszej, tak żeby tylko Lily go słyszała.
- Mało co może mnie wystraszyć.
Rzeczywiście w pokoju panował syf. Porozrzucane na podłodze książki, płyty, jakieś gazety, kartki i ubrania walały się po całym pokoju. W koło kosza na śmieci leżało kilkanaście kolorowych papierków. Jednak wcale to ją nie zaskoczyło. Ten cały bałagan w porównaniu do bajzlu w dormitorium Huncwotów to był pikuś.
- Przepraszam jakoś nie mam ochoty na sprzątanie- powiedział i podszedł do łóżka depcząc po ubraniach i zrzucił na ziemię jakieś książki i kartki robiąc miejsce- Siadaj. Musimy poważnie porozmawiać. Co ty sobie wyobrażasz? Nie wychodzisz przez całe dnie z pokoju, nie odzywasz się do nikogo...dlaczego? Co właściwie ci to daje?
- Nic. Zresztą nie zamierzam słuchać teraz twojej filozoficznej przemowy. Mam do ciebie prośbę.
- Skoro masz do mnie sprawę to najpierw musisz mnie wysłuchać. Nie podoba mi się to co ty robisz! Myślisz, że jak będziesz siedzieć w pokoju i ryczeć to wszystko minie? Zniknie? Gówno prawda! Przestań się nad sobą użalać! Jest ci ciężko, dobrze o tym wiem, ale litości! To nie jest powód żeby odwrócić się od wszystkiego! Czy ty nie rozumiesz im szybciej się z tym pogodzisz tym lepiej?! Chcesz do końca życia przesiedzieć w pustym pokoju? Kobieto, przecież masz po co żyć! Masz znajomych, przyjaciół, szkołę! Przecież oni przyjechali tu by ci pomóc, a ty ich po pogrzebie wygoniłaś. To było nieodpowiedzialne i głupie!
- Nienawidzą mnie za to- cicho szepnęła
- Może i nienawidzą, ale nadal są twoimi przyjaciółmi. Jakbyś się postarała to by ci wybaczyli. Wydaje ci się, że sama dasz radę? Chyba lepiej pośrodku oceanu być razem, masz wtedy więcej szans na uratowanie się. Coś ty sobie myślała?
- Że..., że nie będę o tym myśleć na środku oceanu- szepnęła i ukryła twarz w dłoniach- tylko...jakoś tak mi to nie wyszło...
Łzy zaczęły toczyć jej się po policzkach. Podszedł do niej i ją objął.
- Przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłem, nie miałem prawa...
- Miałeś- przerwała mu, nadal zasłaniając dłońmi twarz- ktoś wreszcie mnie opieprzył. Znudziło mi się powtarzane słowa otuch, "Wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się Lily"- powtórzyła z ironią
- W takim razie jeśli jeszcze kiedyś będziesz potrzebowała solidnego kopa to jestem do twoich usług. - zaśmiał się na co uniosła głowę- Ale tak właściwie to po co przyszłaś? Tylko po okszan?
- Nie mam do ciebie prośbę.
- Coś się stało?
- Po...pojedziesz ze mną do Londynu?
- Dzisiaj? A po co?
- Chcę.... chcę przemalować pokój a kompletnie się na tym nie znam.
- Chcesz przemalować pokój? A po co, jeśli łaska mogę wiedzieć? . - przyglądał jej się uważnie
- Po prostu...Chcę...Chciałabym coś zmienić...To pierwszy pomysł jaki wpadł mi do głowy. - trochę się zawstydziła, nie chciała żeby pomyślał, że ma coś z głową
- Cóż, biorąc pod uwagę, że prawie tydzień siedziałaś zamknięta w pokoju, nie miałaś kontaktu z istotami żywymi, chociaż słyszałem, że masz zwierzątko...
- Zostało w Hog...w szkole- przerwała mu
- A więc nawet z istotami niemyślącymi. .
- Corin myśli! To najmądrzejsza so...to najmądrzejsze zwierzątko pod słońcem.
- Aczkolwiek istnieniami żywymi nie miałaś kontaktu to- mówił dalej nie zważając uwagi na jej sprostowanie- wcale się nie dziwię, że do głowy wpadają ci tak absurdalne pomysły.
- A tobie co się wzięło na filozofowanie? Nie przyszłam tu po to żebyś mnie obrażał.  
Zabolały ją jego słowa i nawet nie starała się tego ukrywać. Odwróciła twarz w drugą stronę i odsunęła się od niego.
- No nie gniewaj się. Myślałem, że mały żarcik trochę poprawi ci humor.
- No to ci nie wyszło- burknęła
- No Lily, przepraszam. Długo się jeszcze na mnie będziesz dąsać?
- Ja wcale się nie dąsam!
- Taa, jasne. A na jaki kolor chciałbyś przemalować ten pokój?
- Jeszcze nie wiem. Wyjdzie w praniu.
- Aha. A w charakterze kogo ja miałbym tam z tobą pojechać?
- Kogoś kto zna się na czymś takim jak farby i pomoże zagubionej istotce się w tym odnaleźć i dokonać właściwego wyboru.
- Aha. A co by było gdybym ci powiedział, że nie znam się na czymś takim jak farby?
- To chyba...bym się rozpłakała- w końcu się do niego odwróciła, ale nadal była jakby nie obecna. Jej mózg bardzo powoli przyzwyczajał się do kontaktowania. Cóż, trzy dni poza rzeczywistością zrobiły swoje.
- No to masz szczęście. Ale chyba nie do końca- spojrzała na niego pytająco- mama mnie nigdzie nie wypuści jeśli nie doprowadzę tego pomieszczenia do używalności, co zejdzie mi jakieś...- rozejrzał się po zabałaganionym pokoju- dwa lata. Chyba, że znasz jakieś czary- mary które zrobią to w pięć minut.
Lily zakrztusiła się i dopiero po chwili zorientowała się, że to był żart. Spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- No raczej nie. Ale jeśli masz trochę magicznego pyłku to może udało by mi się coś z tym zrobić.
- Znalazłbym tylko trochę kurzu.
- W takim razie nic na to nie poradzę.
- No widzisz. Więc może jutro pojedziemy.
- Jutro to ja sobie zdam sprawę jak bardzo jest to idiotyczny pomysł i nic z tego nie będzie. - westchnęła zawiedziona. Naprawdę sądziła, choć do końca nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć,  że ta zmiana pomoże jej. Idąc do Paula podekscytowanie przemieniło się- choć starała do tego nie dopuścić- w nadzieję na wyjście z tego bagna i teraz rozczarowanie wymyło całą siłę na cokolwiek. Nie chciała znowu być wrakiem człowieka zamkniętego w odpornej na bodźce sali.
Widząc zmianę na jej twarzy wstał, pomógł jej wstać i skierował się ku drzwiom.
- Skoro tak się sprawy mają to trzeba będzie coś wymyślić.
Wszedł do kuchni, pozostawiając ją w korytarzu
- Mamo jest problem.
- Co znowu?
- Chciałem zrobić w końcu gruntowne porządki w pokoju, ale skończył się płyn do wycierania kurzu więc ja pojadę do Londynu i kupię, dobrze?
- Co ty za bzdury wygadujesz. Przecież wczoraj kupiłam.
- Serio? A wiesz...tak sobie pomyślałem, że przydałoby się przemalować mój pokój. Ściany już są ee...takie brudne no i ten kolor kompletnie wyszedł z mody.
- Jak to wyszedł z mody?
- No...znudził mi się.
- Ale nie mieszkamy tu jeszcze nawet pół roku.
- No tak...ale chciałbym przemalować na taki odcień jaki miałem w Liverpoolu. Przy okazji zrobiłbym gruntowny porządek.
- Jak chcesz.
- To mogę dzisiaj pojechać po farbę?
- Dzisiaj? Sam? Nie ma mowy!
- Ale niby dlaczego?
- Bo po pierwsze, znając ciebie wybierzesz taki odcień, że nikt nie będzie mógł na niego patrzeć, a po drugie myślisz, że ja nie wiem o co ci chodzi? Nie chcesz jechać po żadną farbę tylko żeby spotkać się z kolegami.
- Wcale, że nie. Zresztą Lily obiecała, że mi pomoże więc sam nie będę. I nie musisz się też martwić, że wybiorę zły kolor.
- A gdzie ona teraz jest?
- Yyy, w korytarzu.
- Lily, chodź proszę tutaj. - niepewnym krokiem weszła do kuchni. Paul opierał się o stół, a jego mama mieszała drewnianą łyżką jakąś sałatkę w misce- To prawda co Paul mówił, pojedziesz z nim do tego Londynu?
- A tak, nie ma problemu i tak nie mam co robić.
- A do szkoły nie chodzisz?
- Chodzę, ale Dumbledore, to znaczy dyrektor pozwolił mi jeszcze przez kilka dni pozostać w domu.
- A tak, rozumiem. To bardzo miło z jego strony. Słyszałam, że chodzisz do szkoły z internatem?
- Tak, przyjeżdżam tylko na święta i wakacje.
- A jak ci idzie? Bo Paul to kompletna noga z fizyki. Nie wiem jak można być aż tak niekumatym.
- Mamo mówiłem ci już, że stary Smitch wyżywa się na mnie. Przez tego starego durnia nie mogę połapać tej fizyki.
- Jak ty się wyrażasz! To twój nauczyciel, powinieneś mieć do niego więcej szacunku! - zbeształa syna
- Ależ ja mam do niego szacunek, tylko nie odpowiadają mi jego metody nauczania.
- To on jest nauczycielem a nie ty więc proszę zachowuj się odpowiednie. W ciągu tego miesiąca twoja wychowawczyni już cztery razy dzwoniła.
- Cóż, - chłopak wzruszył ramionami i wziął ze stającej na szafce miski jabłko- ona też ma lekkiego bzika.
- Paul!
- No dobrze, postaram się opanować. To mogę jechać?
- No dobrze, skoro Lily z tobą pojedzie. Ale pamiętaj, żebyś nie zapomniał iść do szkoły. Od razu weź sobie książki.
- Oczywiście. - pocałował matkę w policzek, a Lily pociągnął za rękę wyprowadzając z kuchni- chodźmy zanim się rozmyśli-powiedział cicho biorąc do drugiej ręki plecak.
Wyszli z domu kierując się w stronę przystanku.
- A co jej powiesz jak przyjedziesz bez farby?
- Coś się wymyśli.
- Mogłeś jej powiedzieć prawdę. - powiedziała zasłaniając twarz szczelniej szalikiem
- Tak, żeby potem jeszcze ciebie nachodziła, daj spokój. Jak ją znam to gdyby mogła gdzieś zostawić Davida to pojechałaby z nami.
- Masz świetną mamę.
- Weź nie żartuj.
- Nie żartuję. Naprawdę.
- Dzięki. Kiedy wracasz do szkoły? - spytał przyglądając jej się uważnie.
- Nie wiem. Jeszcze nie teraz. A ty nie powinieneś być teraz w szkole?
- Idę dopiero na czwartą. Wiesz, jutro rano wyjeżdżam do Paryża.
- A po co? Znowu się przeprowadzacie? - starała się ukryć żal w głosie
- Nie, skąd. Mamie się tu spodobało. Ja mam z klasą taką wycieczkę tygodniową.
- Aha. - mruknęła bez cienia zainteresowania. Mało co ją obchodziło. Ale jeśli miała być szczera to jakaś część jej umysłu zamartwiała się co ona pocznie bez niego przez ten tydzień.

Przyłożyła policzek do zaparowanej szyby i skierowała wzrok na mijane miejsca. Choć autobus nie jechał tak szybko jak Błędny Rycerz, to jednak prędkość sprawiała, że mijane budynki i trawniki rozmywały się. Deszcz nadal nie padał, co ją ogromnie dziwiło- od rana było zachmurzone, no i zaczął wiać wiatr. Paul siedział obok niej i w skupieniu obserwował jej twarz wcale się z tym nie kryjąc. To jeszcze bardziej ją onieśmielało. Zaczęła się zastanawiać czy chłopak nie zrozumie tej wyprawy opacznie. Dla niej był...no właśnie nie wiedziała kim był. Psychologiem , któremu mogła się wygadać, który dawał jej rady jak wyplątać się z tego bagna? A może bardziej czymś w rodzaju kawałka papieru, pamiętniku któremu mogła powierzyć wszystkie sprawy z których nie znała wyjścia, wiedząc, że nikomu nie wygada? Ale na pewno nie traktowała go jak chłopaka. Ale im dłużej się nad tym zastanawiała to tym bardziej była przekonana, że ona na jego miejscu...Tyle, że ona nie była na jego miejscu. Miała większe problemy niż relacje z płcią przeciwną. Taką błahostką nie zamierzała się teraz przejmować. Powinna skupić wszystkie swoje siły i całą uwagę na tym żeby pozbyć się tego zapomnienia, żeby znowu reagować na dźwięk, widok, smak...Musiała z powrotem to odzyskać, a raczej z powrotem się tego nauczyć.
- Chodź wysiadamy- przemówił w końcu i chwycił ją za rękę pomagając wysiąść. Stanęli na szarym chodniku a on rozejrzał się dookoła- To gdzie teraz? Bo ja za dobrze Londynu nie znam.
- Czekaj...najbliższy będzie przy Bridge St. więc musimy iść w...tamtą stronę- wskazała palcem odpowiedni kierunek i ruszyli.
- Tak się zastanawiałem, - zaczął niepewnie- mówiłaś, że twoja szkoła jest położona w północnej Szkocji...
- No...tak- nie wiedziała do czego zmierza, i czemu w ogóle poruszył ten temat
- To no trochę daleko. Wypadek był w niedzielę, ale oficjalna lista dopiero w poniedziałek. Wybacz, że o tym wspominam, wiem, że jest ci ciężko, ale czegoś po prostu nie rozumiem. Jeśli twoja szkoła jest w północnej Szkocji to w takim razie musiałabyś jechać przynajmniej dobę. Więc jakim cudem już we wtorek rano rozmawiałem z tobą?
- Paul...po prostu jechałam pociągiem, to była ee...taka szybka linia, no wiesz ekspres.
- Tak, tylko, że jedyny ekspres we wtorek ze Szkocji przyjeżdżał dopiero po południu.
- Skąd...
- Sprawdzałem, a w poniedziałek nie było żadnego szybkiego połączenia bo był remont torów. Więc jak? - przerwał jej i spojrzał na nią oczekując odpowiedzi. Ta sprawa dręczyła go już od kilku dni. Niczego specjalnie nie sprawdzał, po prostu natknął się na rozkład szukając odpowiednich połączeń do Liverpoolu gdzie miał zamiar się niedługo udać.
Lily opuściła głowę i zatrzymała się nie mając pojęcia co mu odpowiedzieć. Tylko jednego była pewna- nie może mu powiedzieć o magii, i nie chodziło by tutaj, że postąpiła by niezgodnie z Zasadą Tajności ale obawiałaby się że...No właśnie czego ona się obawiała? Opuszczenia? Niezrozumienia? Wyśmiania? Na pewno zerwał by z nią kontakt, a tego nie potrafiłaby znieść. Musiała się do tego przed sobą przyznać- uzależniła się od niego. Przyzwyczaiła się, że on nie będzie ją zapewniać, że wszystko samo się ułoży. Nie była naiwna. On nigdy jej tego nie powiedział.
Po pogrzebie znalazł ją na cmentarzu. Nie pocieszał, wręcz przeciwnie, opieprzył ją, że rujnuje swoje życie na własne życzenie wyganiając przyjaciół. Nie narzucał jej swojego towarzystwa. To ona kazała mu zostać. Wiedziała od ciotki, że codziennie przychodził. Nie wpuszczała go do pokoju. Dlaczego? Dlatego, że nie była wtedy w stanie zmierzyć się z prawdą- doskonale zdawała sobie sprawę, że on mówi prawdę,  że jest żałosna, ale nie miała na to siły.
Więc co mu miała teraz powiedzieć? Wiedziała, że prawdopodobnie kiedyś może mu się coś nie zgadzać, może coś podejrzewać, ale nie spodziewała się, że to nastąpi tak szybko.
Nie chciała go okłamywać, ale czy miała inne wyjście? A może miała?
- Paul, ja wiem,  że to może...wydawać się dziwne, bardzo dziwne...ale zrozum, nic nie mogę ci powiedzieć. Jeśli to do końca cię nie satysfakcjonuje to...Nie powiem ci nic więcej, nie dlatego, że nie chcę, chciałabym, ale nie mogę. Rozumiesz?
- Nie.
- Paul...ja naprawdę nie mogę. Nie chcę cię okłamywać, ale też nie mogę powiedzieć ci całej prawdy. A poza tym gdybyś wiedział i nie daj boże...gdyby coś ci się stało przez to, że ci powiedziałam...Wybacz. Ty...stawisz mnie w naprawdę głupiej sytuacji...Przepraszam, ja...muszę już iść
Ruszyła przed siebie walcząc z cisnącymi się do oczu łzami. Dogonił ją i ponownie, chwytając za rękę zatrzymał.
- Dobrze skoro nie możesz powiedzieć to nie mów, nie naciskam. A teraz prowadź do tego sklepu.
- I nie obrazisz się na mnie, że nie mogę ci powiedzieć?
- Skoro nie możesz to nie. - uśmiechnął się do niej. Uspokoiła się. Więc o ten aspekt nie musiała się martwić. Wiedziała, że musi mu konkretnie wytłumaczyć, że jest dla niej tylko kolegą, ale odłożyła to na potem. Po co się teraz tym zadręczać?

Po małym sporze wybrała ładny odcień fioletu. Jemu nie przypadł on specjalnie do gustu, ale nie chcąc się z nią kłócić po prostu pomógł wybrać jej odpowiednią markę. Przy okazji kupiła kilka większych pędzli i wałek, zastanawiając się ile czasu jej zajmie przemalowanie całego pokoju. Gdyby miała już siedemnaście lat wystarczyło by tylko jedno machnięcie różdżką. Ale Dumbledore pozwolił jej używać tylko podstawowych zaklęć więc posługiwanie się magią w malowaniu nie wchodziło w grę. Paul nie mógł jej pomóc, bo po południu miał zajęcia więc zostawała z tym całkiem sama. Mogła na niego poczekać, ale zajął by się tym dopiero jutro, a jej zależało na jak najszybszym wykonaniu tego pomysłu. Po drodze wstąpili do kawiarni na gorącą czekoladę. Było miło, naprawdę miło, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że on liczy na coś więcej, coś czego ona nie chce, nie potrafi mu zaoferować.
Czas mijał bardzo szybko i ani się nie spojrzeli a było już przed trzecią. Paul poszedł do szkoły, a ona trzymając w ręku reklamówkę z pędzlami i pomniejszoną farbą szła zatłoczoną ulicą. Ludzie mijali ją, niektórzy nawet przypadkowo potrącali, ale ją nic to nie obchodziło. Jej stopy automatycznie kierowały się w stronę przystanku. Nagle ktoś ją zatrzymał
- To ty Lily?
Podniosła wzrok i zobaczyła wysokiego bruneta uśmiechającego się do niej. Miała problem z skojarzeniem skąd zna tę twarz.
- Eee...tak a ty jesteś...
- Henry Cooper z Ravenclawu.
Dopiero teraz sobie przypomniała, że była z nim na randce rok temu. Chłopak był nudny jak przysłowiowe flaki z olejem i interesowała go tylko historia magii i mugolska literatura. Nawet ona, pilna uczennica podczas randki nie rozmawiała o eliksirach. Była to koszmarna pomyłka, chociaż musiała przyznać, że jego wygląd zrobił na niej bardzo dobre pierwsze wrażenie. Jak widać wygląd nie idzie w parze z ciekawą osobowością.
- A tak, ale ty już chyba skończyłeś Hogwart.
- Rok temu. Teraz jestem na kursie w Ministerstwie. Wiesz prowadzimy badania nad powiązaniem buntu goblinów z historią starożytną mugoli. Moim zdanie to co ministerstwo robi jest śmieszne i pasuje raczej do zajęć jakiegoś zgromadzenia fanatyków goblinów i tych różnych małych potworków.
- A...to fajnie, wiesz ja właściwie to muszę już iść, zaraz autobus mi odjedzie- powiedziała pragnąc jak najszybciej pozbyć się jego towarzystwa
- Oczywiście, zastanawiałem się tylko czy mogę ci towarzyszyć- powiedział i spojrzał na nią oczekująco, po początkowym zaniemówieniu, nie bardzo zdając sobie sprawę z konsekwencji kiwnęła głową a on ruszył za nią- A co ty tam niesiesz?
- Eee...farbę i e...pędzle, wiesz co to jest?
- Tak. W końcu dostałem wybitny z mugoloznastwa. A co zamierzasz robić z tymi niemagicznimy i zupełnie bezsensownymi przedmiotami? - zapytał a jej przyszło do głowy,  że podczas tego roku wcale się nie zmienił. Nadal wyrażał się górnolotnie, co nie pasowało do współczesnych czasów. Z tego co pamiętała to uwielbiał historię magii, pasjonował się mugolskimi poematami i jest uroczym romantykiem. Zresztą właśnie to najbardziej się w nim jej podobało. Ale po kilku spotkaniach zdała sobie sprawę, że nie podziela jego zainteresowań, zamiast wierszy wolała pośmiać się z dowcipów, wolała tulipany od czerwonych róż, no i zamiast romantycznych listów wysyłanych codziennie sową wolała pogadać na żywo.
- No chyba malować.
- Ojojoj...Troszeczkę chyba ci to zajmie czasu, skoro nie możesz używać magii. Właściwie to się zastanawiałem, dlaczego jesteś o tej porze poza Hogwartem? Nie słyszałem, żeby kogoś wyrzucili z Hogwartu, a już na pewno nie spodziewałbym się, że to będziesz ty. Taka wzorowa uczennica. Pewnie ci cali huncwoci czy jak się nazywają te łobuzy sprowadziły cię na złą drogę.
- Nie zostałam wyrzucona. Przynajmniej na razie.
- To co tu w takim razie robisz zamiast uczyć się i czarować naszego kochanego profesora Slughorna?
- Sprawy rodzinne, Dumbledore mi pozwolił, zresztą już niedługo tam wracam.
- Od kiedy malowanie zalicza się do spraw rodzinnych?
- Co? A...to tylko taki dodatek
- Wiesz, tak sobie pomyślałem, że może mógłbym ci pomóc, no wiesz ja już mogę używać magii, więc kilka machnięć różdżką i po kłopocie. Spędzimy miło resztę tego przyjemnie zapowiadającego się dnia.
- Wiesz nie chcę robić ci kłopotu, pewnie masz ważniejsze sprawy na głowie.
- Może i ważniejsze ale na pewno mniej przyjemne. To jak wpuścisz mnie w swoje skromne progi?
- Wiesz...- zastanawiała się jak go do tego zniechęcić- właściwie to nie mieszkam w Londynie, więc to jeszcze spory kawałek. Naprawdę poradzę sobie sama.
- Czy mi się wydaje czy naprawdę delikatnie sugerujesz mi, że nie chcesz żebym z tobą poszedł?
- Skąd- zaprzeczyła, może zbyt gwałtownie- Oczywiście, że nie. Po prostu nie chcę żebyś poświęcał mi niepotrzebnie czas.
- Dlaczego niepotrzebnie?
- Bo mam teraz inne problemy na głowie. Wybacz.
Przyśpieszyła zostawiając go oniemiałego za sobą, jednak za chwilę ją dogonił.
- Hej Lily, nie wiem o co ci chodzi, nie pojmuję aż tak dobrze zachowania kobiet, ale ja tylko chce ci pomóc w tym męczącym jak mniemam malowaniu. No może jeszcze liczę w zamian na szklankę herbaty.
- Naprawdę nie rób sobie kłopotu. Mi pomoże znajomy.
- Ktoś jeszcze opuszcza cenne lekcje w Hogwarcie? Nieładnie, bardzo nieładnie. Czy to naprawdę prośba nie do spełnienia? Zaoferowałem ci pomoc, uwierz mi wole przez tydzień malować niż siedzieć cały dzień w Ministerstwie. Chodzi mi tylko o wyręczeniu w tym zadaniu ciebie, na nic nie liczę, więc dlaczego uparcie się nie zgadzasz?
- Bo...no dobra jak chcesz.
- W takim razie chodźmy- wziął od niej reklamówkę, i wyciągnął ku niej rękę.
Przez chwilę się wahała ale w końcu chwyciła go za ramię uprzedzając
- Nie jestem pewna czy w domu mam herbatę.
Do półgodzinnej jeździe autobusem (całe miasto było zakorkowane) i pięciominutowym spacerze doszli wreszcie do jej domu. Udała, że nie zauważyła zdziwienia ciotki kiedy przyprowadziła Henrego i kiedy razem weszli do jej pokoju.
Chłopka miał rację- wystarczył kilka machnięć różdżką a ściany przybrały łagodny odcień fioletu. Siedząc przy kubkach z owocową herbatą i owsianymi ciasteczkami Lily zauważyła, że chłopka wcale nie jest taki najgorszy. Może ma trochę przestarzałe podejście do życia i ciągle opowiada o swoich zainteresowaniach ale robi to z taką pasją, że zauważyła, że chcąc nie chcąc wciągnęły ją jego opowiadania. Dopiero kiedy ona zaczęła- z początkową niechęcią mówić o sobie- przypomniało się jej co irytowało w nim najbardziej. Nie był zainteresowany mugolskimi filmami i wcale nie udawał, że interesuje go to o czym mówi. Przerywał jej, wtrącając coś o sobie i przetaczając zdania z poematów.  W końcu gdy nie zrozumiał opowiedzianego przez nią dowcipu- nie pamiętała od kogo go usłyszała- stwierdziła, że jest zmęczona, podziękowała za pomoc i grzecznie wyprosiła.
Umyta i przebrana w koszulę usiadła na łóżku, nogi przykryła kołdrą i wpatrywała się w nowy kolor ściany. Mimo tej zmiany nie poczuła tego czegoś co chciała odczuć. Żadnej ulgi, poczucia bezpieczeństwa, czy przerwaniu monotonii. Nowy kolor nie wpłynął na narodziny nowego życia i bardzo trudno było jej się z tym pogodzić. Wzięła leżącą na szafce gumkę, związała nią wilgotne oczy i wzięła do ręki książkę. Jakiś mugolski romans. Podczas tego tygodnia czytała wyłącznie mugolskie kryminały i romanse, które- nie miała pojęcia dlaczego- potrafiły oderwać się od ponurej rzeczywistości i przez te kilka godzin pogrążała się w lekturze. W końcu zrozumiała co Marlena widziała w tych opowieściach o morderstwach, oszustwach i zdradach. Pozwalało jej to na snucie wyobrażenia o ciekawym życiu nawet gdyby mijało się to z prawdą.
Pogrążyła się więc w lekturze, jednak po kilku minutach usłyszała pukanie. Spojrzała zdezorientowanym wzrokiem na drzwi ale po sekundzie skojarzyła, że nasilający się dźwięk dobiega z okna. Wstała z łóżka, zrzucając przy okazji kołdrę na podłogę i otworzyła okno. Szkolna sówka usiadła na parapecie i wyciągnęła ku niej nóżkę do której przywiązany był list. Z wahaniem odwiązała pergamin i poczęstowała sówkę wodą.
Wróciła do poprzedniej pozycji zamykając wcześniej po wyfrunięciu sowy okno. Wypuściła ją aby jeśli nawet bardzo będzie chciała to nie miałaby czym wysłać odpowiedzi. Otworzyła książkę jednak nie przeczytała ani jednego wyrazu. Odwróciła głowę i spojrzała na list leżący obok na poduszce. Dlaczego go nie otwierała?
Bo przeraziło ją to, że tak bardzo się ucieszyła gdy zobaczyła sowę- dowód na to, że Hogwart jeszcze istnieje a ona w każdej chwili może tam wrócić. Nie chciała się przyznać sama przed sobą jak bardzo tęskni, bo wydawało jej się to nie na miejscu. W końcu położyła otwartą książkę na kolanach i wzięła do ręki list.

 

Droga Lily,
W Hogwarcie jak zwykle czas leci, chociaż teraz nauczycielom naprawdę odbija- zadań mamy tyle, że ledwo wyrabiamy. Biblioteka, choć jest najgorszym pomieszczeniem w całym zamku (nie pomijam lochów i męskich łazienek) to jest najczęściej odwiedzana. Nawet Huncwoci nie dbają już o swój wizerunek- podczas tego tygodnia nie zarobili ani jednego szlabanu. Pogoda jest beznadziejna- cały czas leje. Makabra. Mary i Syriusz nie mogą się ciebie doczekać. Pytasz dlaczego akurat oni? Cóż, oficjalny powód to taki, że bardzo za tobą tęsknią, ale tak między nami to bez ciebie kompletnie nie radzą sobie z eliksirów. Zresztą wszyscy na ciebie czekamy. Wracaj już do nas. No wiem, że musisz wszystko sobie przemyśleć i uporządkować, ale czy to już nie za długo trwa? Bez ciebie jest inaczej. No i jeszcze muszę zapytać się zgodnie ze wskazówkami Alicji: Jak tam z tym Paulem? Czym wy właściwie jesteście? No chyba nie parą? Swoją drogą James jest o niego piekielnie zazdrosny.  Hagrid pytał co u ciebie, no i nie trudno się domyślić, że nas też to interesuje. Jak się czujesz? Zdajesz sobie sprawę, że nie odpisałaś na żaden list? Bardzo się o ciebie martwię, zresztą nie tylko ja.
Proszę odezwij się wreszcie. Czekam na jakąś odpowiedź. Tak właściwie to ja to piszę ale podpisują się pod tym wszyscy. Wracaj już do nas.
                                                Dorcas

P. S. Muszę ci jeszcze o czymś powiedzieć ale nie jest to wiadomość
którą da się przekazać w liście. Więc przyjeżdżaj szybko bo koniecznie
musisz o czymś wiedzieć. Całusy, wracaj.
 

 



Położyła się trzymając w dłoniach zapisaną kartkę. Chciała tam wracać, już, teraz, zaraz...ale zdawała sobie sprawę, że jeszcze dużo czasu minie nim zniknie puste miejsce w jej sercu po rodzicach i towarzyszący temu ból. Czy byłaby w stanie przez cały dzień powstrzymywać płacz, zmusić się do uważania na lekcjach, do nie popadania w obłęd, w zapomnienie? Czy dałaby radę przez cały dzień udawać, że już jest dobrze? , że może żyć tak jak wcześniej? Przecież tu miała łatwiej. Była ciotka, był Paul. Mogła przez cały dzień leżeć i nie zwracać uwagi czy musi iść na lekcję, czy musi spotkać się z innymi ludźmi? Ale zaraz przypomniała sobie, że Paul wyjeżdża, tydzień bez niego wydawał jej się straszny. Na tyle była świadoma swojego położenia,  że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że leżenie w łóżku wcale jej nie pomoże. Musi zacząć w drugą stronę, wyjść gdzieś, porozmawiać z kimś. Ale jeśli Paula tydzień nie będzie to sama nie zdobędzie się na to żeby wyjść z pokoju. Zdała sobie sprawę, że jedyne miejsce w którym chciała się jak najszybciej znaleźć to Hogwart, jedyni ludzie z którymi chciała rozmawiać to Alicja, Marlena, Dorcas Mary, Remus, Syriusz i Paul. Ale skoro Paul wyjeżdża to żeby się z nimi spotkać musi wrócić do Hogwartu.
Podjęła decyzję. Wstała, odsunęła szufladę i wyciągnęła pergamin, pióro i atrament.

 

Panie Dyrektorze,
Podjęłam już decyzję i chcę wracać.
Jeśli pan będzie mógł to byłabym
bardzo wdzięczna gdyby przyjechał
pan po mnie jutro o 12.

Bardzo dziękuję.
Lily


Głosuj (1)

gladys21 20:08:03 26/02/2012 [Powrót] Komentuj



Na granice-sprawiedliwosci pojawił się 19 rozdział, zapraszam ;)
Olka 00:00:12 9/03/2012
apn-95-40-71-129.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 95.40.71.129

Na http://evans-vs-marauders.blog.onet.pl/ pojawił się rozdział 43, zapraszam!
P.S. Powiadamiać Cię dalej?
Natalie 20:03:13 4/03/2012
user-46-112-214-212.play-internet.pl | brak www IP: 46.112.214.212

Dobrze jest mieć przyjaciela chłopaka, bo jak dla mnie ta płeć jest bardziej szczera i nie boi się powiedzieć swojego zdania, a takie motywujące kopniaki, ale i ochrzaniające są bardzo potrzebne w życiu. Mimo, że James jest zazdrosny o Paula, uważam, że jednak ten chłopak jest OK i jak to Lily go nazwała... a raczej próbowała, że zastępuje jej pamiętnik i jest takim jakby psychologiem... tylko mi się wydaje, że te określenie doskonale pasują do słowa:przyjaciel ;). Może zmiana koloru ściany jednak coś daje, w każdym razie to dobry krok: bo wyszła z domu i w końcu zaczyna żyć. To normalne, że po stracie kogoś bliskiego płaczemy i nie potrafimy dojść do siebie, ale nie należy się wtedy zamykać na ludzi, a szukać wsparcia u przyjaciół, choć czasem to trudne, aby się przyznać, że nie potrafimy sobie z czymś poradzić i im się wypłakać. Zgadzam się z Evans... Paul ma fajną mamę ;D. Rozgadaną i można chyba powiedzieć, że niezależną, bo radzi sobie z dziećmi, utrzymuje ich. Małe dzieci są fajne, bo potrafią najłatwiej rozbawić innych ;), ale i wkurzyć też ;P. Lily się zamyka, a to nie jest w porządku wobec jej przyjaciół i niej samej. Wstydzi się płakać, ale przyjaciel to ktoś kto nas lubi i nas próbuje zrozumieć, więc chyba płakać też przy takiej osobie możemy. Jeju, co za człowiek z tego Henrego... Ja czasem też za dużo o sobie gadam, ale chyba nie, aż tak... przynajmniej mam taką nadzieję ;D. Hm... romanse z kryminalnymi książkami? Dziwne połączenie ;P, ja raczej preferuje drugi gatunek :D. Dobrze, że Lily jednak się zdecydowała, aby wrócić do Hogwartu, bo w końcu będzie z przyjaciółmi, choć nie spodobało mi się to, że nie wymieniła Jamesa jako przyjaciela ;P, a on się tu stara, no! Ciekawe jaka by była reakcja Paula, gdyby Evans jednak zdecydowała się na powiedzenie prawdy... myślę, a raczej mam nadzieję, że by jej nie zostawił, bo nie wydaje się być taką osobą, która by to zrobiła... Pozdrawiam ;).
Olka 15:02:59 4/03/2012
apn-95-40-184-44.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 95.40.184.44

Na granice-sprawiedliwosci pojawił się 18 rozdział. Zapraszam ;) PS Wyjaśnienie mojego nieczytania znajdziesz na końcu mojego rozdziału ;)
Olka 14:22:15 3/03/2012
apn-77-115-117-79.dynamic.gprs.plus.pl | brak www IP: 77.115.117.79

uff nareszcie Hogwart ;) Ciekawe co Dorcas ma takiego do przekazania..
sharonmorgan.blog.onet.pl 22:50:29 26/02/2012
brak hosta | brak www IP: 62.244.139.231

Lepiej Ci to wyszło niż poprzedni rozdział, ale muszę przyznać, ze opuściłam trochę opisów, pewnie dlatego, że się spieszę, a już jutro do szkoły po feriach. To miła odmiana, że Lily wraca do Hogwartu. Pozdrawiam ;)
Untouched 21:34:17 26/02/2012
brak hosta | brak www IP: 194.181.245.189